Dziennik Gazeta Prawana logo

Mikrokosmos wielkiego pisarza

10 stycznia 2010, 11:09
Ten tekst przeczytasz w 9 minut
Wywiad z Philipem Rothem to marzenie każdego dziennikarza. Jednak gwiazdy nie są po to, by spełniać nasze marzenia. A zresztą, czy twórczość Rotha nie mówi za niego? Wychodząc od słów, które napisał, możemy zrekonstruować mikrokosmos wielkiego pisarza.










(„Lekcja anatomii”)


Złośliwi twierdzą, że Roth odkrył istnienie interesujących postaci poza licznymi alter ego własnej osoby dopiero przy okazji amerykańskiej trylogii. Jest coś na rzeczy – autor „Komplesu Portnoya” zawsze sam stanowił swój największy literacki temat, przyglądał się sobie niczym owadowi nabitemu na szpilkę. Był w tym jednocześnie okrutny, rozbrajający, demaskatorski, pełen dystansu i pierwszorzędnego humoru. A granice między fikcją i rzeczywistością tak sprawnie zacierał, że nie sposób dociec, gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie. Jego trzy podstawowe wcielenia to profesor literatury David Kepesh, pisarz Nathan Zuckerman i sam Philip Roth, prozaik, amerykański Żyd z Newark, New Jersey. Oczywiście sam Roth jest i profesorem, i pisarzem, i amerykańskim Żydem. Jego bohaterowie to nadużywający leków hipochondrycy, on sam też był uzależniony od środków przeciwbólowych. Urodził się w Newark, stale obecnym w jego twórczości… A jednak to pozory: Roth jest mistrzem wyrafinowanej, literackiej gry. Tak doskonale myli tropy, że jego twórczość staje się jedną z najbardziej nieoczywistych form gry z własną biografią. Roth w pewnym sensie nie mieści się w jednym życiu – stąd może te nieustanne próby autobiograficznego rozgrywania fikcji na różne sposoby i w różnych kierunkach, stąd te literackie wcielenia? W tej prozie wciąż pojawia się poczucie nieciągłości, wewnętrznej sprzeczności istnienia, niedopasowanie własnego życia do oficjalnej, spójnej opowieści. Jedno jest pewne: sam Roth nie mógłby żyć bez pisania. Pracuje podobno po 16 godzin dziennie. Czyta głównie literaturę faktu. Nie cierpi krytyków, choć sam pisze eseje krytycznoliterackie. Nienawidzi być pytany o swoje książkowe sobowtóry, proponując krytykom, by to oni mu powiedzieli, kto jest kim, skoro są tacy bystrzy. Czy pisanie sprawia mu przyjemność? W wywiadzie dla „Guardiana” mówi: „W ciągu całego swojego życia zaznałem może paru miesięcy literackiej satysfakcji”.

(„Kompleks Portnoya”)



Pierwszą istotną kwestią, której nauczył się Alexander Portnoy, było rozróżnienie między gojem a Żydem. Wszystko, co wynika z bycia Żydem, amerykańskim Żydem, zdaje się być obsesją Rotha. Choć on sam, oczywiście, temu zaprzecza. „Dokładnie wiem, co to znaczy być Żydem i w ogóle mnie to nie interesuje” – mówi „Guardianowi”. A jednak książki pisarza same polemizują z tym stwierdzeniem. „Żydowskość” zdaje się utrapieniem, skazą, traumą, wiecznym problemem. Rozprawianie się z nim jest dla Rotha nieustanną prowokacją. Drwi z cierpienia Żydów, które narzucają światu, wyśmiewa się z ich buty i cynicznego traktowania przeszłości – przemiany Shoah w dochodowy biznes. Z czasem łagodnieje – w „Dziedzictwie”, powieści wydanej w 1991 roku, Roth rozprawia się ze śmiercią ojca. To on był przekazicielem żydowskiej tradycji, którą sam pisarz odrzucił, w bólach i bluźnierczych podrygach. Z perspektywy czasu potrafi docenić jej znaczenie. Co oczywiście nie znaczy: przyjąć ją. Sam Roth, przepytywany przez zagranicznych dziennikarzy na okoliczność bycia najbrutalniejszym z ptaków kalających żydowskie gniazdo, twierdzi uparcie, że nic obraźliwego nigdy o Żydach nie napisał. „Po prostu opowiadam o nich historie”.

(„Kompleks Portnoya”)



Wśród wielkich amerykańskich gorszycieli Roth mógłby stanąć obok Larry’ego Flinta – z tym, że wydawca „Hustlera” zrobił z seksu przemysł, zaś Roth sztukę. Seks jest centralnym motywem twórczości pisarza – pożądanie to siła napędowa jego bohaterów, tragiczna i komiczna zarazem. O wydanym w 1969 roku „Kompleksie Portnoya” napisano epopeje. I słusznie, bo to literacka bomba. Poprzez rozliczne opisy masturbacyjnych uciech, puszczania bąków do wanny, okładania penisa babeczkami z kremem, o przyjemnościach masarskich nie wspominając („Chodź tu, duży chłopcze, chodź do mnie! – wyła jak oszalała wątróbka".), „Kompleks Portnoya” prędko stał się czołową pozycją na indeksie ksiąg zakazanych. Objęta w wielu krajach zakazem dystrybucji, dziś uważana jest za klasykę. W opisach seksu u Rotha mieszają się dwie postawy: romantyczny idealizm i mizantropiczny pesymizm. Jego bohaterowie jednocześnie darzą swoje kochanki bezgranicznym uwielbieniem, jak i cynicznie ich używają. Seks jest rodzajem buntu przeciwko opresyjnej kulturze z jej fundamentalną częścią składową: religią, a także eskapizmem, manifestem życia wymierzonym w nieuchronność śmierci, żałosną i poniżającą potrzebą – zawsze opisywaną dosadnie, bo przecież według Rotha wstyd nie jest dla pisarzy.

(„Konające zwierzę”)

Najpierw był seks z wątróbką, potem seks z udziałem ciała, które swoją seksualną atrakcyjnością przypominało kawał surowej wątroby. Philip Roth to kronikarz starzenia się ludzkiego ciała. Mało który autor jest tak płodny twórczo, a przy tym obdarzony statystycznie długim życiem, by mieć szczęście (bądź przekleństwo) przeżywania procesu starzenia się wraz ze swymi bohaterami. Roth uważa, że z wiekiem zmienia się nie tyle siła pożądania, ile możliwości ciała. To ciało staje się oszustem. Na przykład zapada na choroby. W „Lekcji anatomii” 40-letni pisarz Nathan Zuckerman cierpi na tajemniczy ból w karku, ramionach i plecach. Pozornie prozaiczne problemy stają się dla niego olimpijską przeprawą – cierpi katusze, gdy musi długo stać przy kuchence, z krótkiego spaceru prędko wraca, by się położyć w łóżku. Katuje się bolesną akupunkturą i wiadrami farmaceutyków. A w napisanym 17 lat później „Konającym zwierzęciu” – jednej ze swoich najważniejszych powieści – Roth stwierdza, że seks to zemsta śmierci. Uwikłany w romans z młodą studentką stary Kepesh jest niewolnikiem własnych namiętności. Jakby życie czaiło się tylko tam, gdzie istnieje ciało zdolne do przeżywania uniesień. Namiętność u Rotha bywa zresztą najczęściej spóźniona i nietrafiona. A ciało robi przykre niespodzianki nie tylko starcom – ostatecznie w „Konającym zwierzęciu” na ciężką chorobę (raka piersi) zapada piękna, młoda studentka. I to ona używa swojego okrutnie potraktowanego przez ironiczny los ciała do seksu traktowanego jako pożegnanie z czymś pięknym i pełnym życia. Świat seksu i śmierci splatają się tu w bolesnym tańcu.

(„Praska orgia”)

Roth jest dzieckiem swoich czasów, które precyzyjnie odczytuje puls współczesności, w którym prywatne staje się politycznym, i na odwrót. Mało który pisarz włożył więcej wysiłku w to, by ukazać, jak historia wpływa na los i psychikę człowieka. W słynnej trylogii amerykańskiej („Ludzka skaza”, „Wyszłam za komunistę”, „Amerykańska sielanka”) Roth koncentruje się na przełomowych momentach w powojennej historii Ameryki. Jest tam wszystko: mccarthyzm, kontrkultura, paradoksy politycznej poprawności, dyskryminacja rasowa, fundamentalizm… Roth otwiera drzwi ku niekończącej się dyskusji o społeczno- politycznych dylematach XX wieku. Z drugiej strony atakuje samą wielką historię i jej mechanizmy, tworząc alternatywne wizje dziejów, komentując w ten sposób rzeczywisty bieg zdarzeń. „Spisek przeciwko Ameryce” czy właśnie wydana u nas „Operacja Shylock” to powieści, które, mistrzowsko zacierając granice między historycznym faktem a pisarską fantazją, uderzają w sedno dzisiejszych sporów politycznych. Czy konflikt na Bliskim Wschodzie jest rozwiązywalny? Czy demokracja ma trwałe i solidne fundamenty? Przy tym wszystkim jest Roth wielkim sceptykiem w kwestii możliwości znalezienia sensownych rozwiązań dla trapiących świat problemów. Bo zadaniem pisarza jest przecież wątpienie.

(„Operacja Shylock”)

Jak się ma „Operacja Shylock” – napisana w 1993 roku powieść Rotha – do całego jego mikrokosmosu? Jest tyleż drobnym wyłomem, ile elementem wpisującym się spójnie w jego twórczą drogę. Zaskakiwać może to, że ową książkę da się określić jako thriller szpiegowski. To historia Philipa Rotha – pisarza, który wyrusza do Jerozolimy, by przeprowadzić wywiad z izraelskim pisarzem Aharonem Appelfeldem i wziąć udział w procesie zbrodniarza wojennego (czy aby na pewno?) Johna Demianiuka, a przede wszystkim dopaść swego doppelgangera: osobę, która podszywa się pod jego nazwisko, głosząc oryginalne polityczne wizje. To Philip Roth zdublowany – osobnik, który propaguje idee opuszczenia Izraela i konieczności powrotu Żydów do diasporyzmu. Pozostanie tam grozi bowiem wojną nuklearną i ponowną Zagładą, tym razem z rąk Palestyńczyków. Sfery obyczajowej tu jak na lekarstwo; to nie powieść dla fanów cielesnych udręk. Książka penetruje inne rejony zainteresowań wybitnego autora: tożsamość, współczesne paradoksy polityczne, kwestię żydowską. Ale przede wszystkim „Operacja Shylock” stanowi jedno wielkie pytanie o możliwość niepodważalnego ogarnięcia rzeczywistości. U Rotha podważalne jest wszystko – sensowność istnienia państwa Izrael, wymierzanie historycznej sprawiedliwości, a nawet spójność pojedynczej osoby. W końcu Philip Roth (ten pierwszy) próbuje po jakimś czasie pokonać Philipa Rotha (tego drugiego) jego własną bronią – podając się za niego i głosząc szalone idee diasporyzmu. Brnięcie coraz głębiej w tę matnię obsesji, kłamstw, paranoi, rojeń chorych umysłów tak rozmywa czytelnikowi wszelkie granice między rzeczywistością a zmyśleniem, że pozostaje tylko bezradnie opuścić ręce i poddać się bez walki. Nic nie będzie ostatecznie rozstrzygnięte, wszystko podlega dyskusji. Oto sedno współczesnego życia.


(„Lekcja anatomii”)

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj