Kiedy dziennikarz zapytał Sarę Gran, dlaczego napisała czarny kryminał, ta odpowiedziała, że tylko dlatego, że je lubi. To widać. Jej osadzona w Nowym Jorku lat 50. "Heroina" to mieszanka literatury noir spod znaku Chandlera i Hammetta doprawiona klimatem narkotycznym znanym z dzieł Williama Burroughsa.

Reklama

Prawowitą heroiną powieści, mimo oczywistych skojarzeń, jest Josephine Flannigan. Nie tak dawno przekroczyła trzydziestkę, a jednak doświadczeniem mogłaby obdarzyć paru zagorzałych bywalców zakładów karnych. To była narkomanka, złodziejka, ćma barowa, która całą życiową energię poświęca na utrzymanie się na powierzchni przy użyciu sposobów etycznie kontrowersyjnych.

Jak na człowieka z nizin przystało ciemne zaułki zna od podszewki, dlatego pewnego dnia otrzymuje niecodzienną propozycję. Tajemnicze małżeństwo z wyższych sfer proponuje jej sporą zapłatę w zamian za odszukanie ich córki - 19-letniej heroinistki Nadine. Oferta doprowadza do poważnych komplikacji, jak to w rasowym kryminale bywa. Wiadomo, nikt nie jest tym, za kogo się podaje, a życie wśród podłych, nowojorskich ulic nie koresponduje raczej z kodeksem harcerza. Wchodzimy w świat podłych spelun, zniszczonych ćpunów, lokali gęstych od papierosowego dymu i podejrzanych interesów.

Używając języka ze szkolnych wypracowań - świat przedstawiony w "Heroinie" jest na wskroś zły. I to właśnie jest wspaniałe. Gran daje nam parę godzin niezłej rozrywki w cudownie parszywym świecie. Twórcy, którzy zaczęli ostatnio masowo produkować wyroby kryminałopodobne, powinni się od niej uczyć.

"Heroina"
Sara Gran, przeł. Urszula Gardner, Książnica 2007