Literatura jest jedną z niewielu dziedzin, które próbują nas przytrzymać przy konkrecie świata, ponieważ ze swej natury jest zawsze psychologiczna. (...) Tylko literatura jest w stanie pozwolić nam wejść głęboko w życie drugiej istoty, rozumieć jej racje, dzielić jej uczucia, przeżyć jej los – mówiła pisarka.

Reklama

W tym miejscu Tokarczuk powróciła do obrazu matki, którym rozpoczęła wykład. Mama czytała jej baśnie Andersena, także tę o imbryku, który trafił na śmietnik, gdy tylko urwało mu się ucho. Dla małej Olgi rozpacz imbryka była zrozumiała – jako dziecko wierzyła, że nawet przedmioty mają uczucia, podobnie jak zwierzęta i zjawiska przyrody. Jak mówiła noblistka, dorastanie oznacza utratę tego naturalnego przekonania, że świat tworzy myślącą i odczuwającą całość. Zaczynamy odbierać go jako zbiór niepowiązanych ze sobą, martwych elementów. Dlatego właśnie tracimy z oczu obraz całości i spraw najważniejszych.

Świat umiera, a my nawet tego nie zauważamy. (...) Stajemy się wyznawcami prostych sił – fizycznych, społecznych, ekonomicznych, które poruszają nami, jakbyśmy byli zombie. I w takim świecie rzeczywiście jesteśmy zombie. Dlatego tęsknię do tamtego świata od imbryka – mówiła noblistka.

Tokarczuk przywołała wyprawę Kolumba, podczas której odkrył on Nowy Świat, co pociągnęło za sobą śmierć blisko 60 mln Indian i dewastację ogromnych obszarów upraw, na które wtargnęła dżungla. Roślinność, regenerując się, pochłonęła ogromne ilości dwutlenku węgla, przez co osłabł efekt cieplarniany, co spowodowało nastanie tzw. małej epoki lodowej w Europie, która pod koniec XVI w. przyniosła długotrwałe ochłodzenie klimatu. Mała epoka lodowa odmieniła gospodarkę Europy. Tradycyjne formy rolnictwa już nie wystarczały, nastąpiły fale głodu, wojen. Ta historia pokazuje, jak pojedyncze zdarzenie – wyprawa Kolumba – zmieniło na zawsze cały świat.

Mamy coraz więcej dowodów na istnienie spektakularnych i czasem bardzo zaskakujących zależności w skali całego globu.(...). Mikro– i makroskala ukazuje nieskończony system podobieństw. Nasza mowa, myślenie, twórczość nie są czymś abstrakcyjnym i oderwanym od świata, ale kontynuacją na innym poziomie jego nieustannych procesów przemiany"– mówiła pisarka.

Czy możliwe jest w dzisiejszych czasach stworzenie opowieści uniwersalnej, nietracącej z oczu faktu, że świat jest całością, wychodzącej poza charakterystyczną dla naszej epoki narrację pierwszoosobową? – pytała Tokarczuk, dodając, że marzy jej się "nowy rodzaj narratora – czwartoosobowego", który potrafi zawrzeć w sobie zarówno perspektywę każdej z postaci, jak wyjść poza horyzont każdej z nich, widząc więcej i szerzej. Taki narrator istnieje, a znajdujemy go m.in. w Biblii.

Narrator, który wie, co sądził Bóg, prezentuje perspektywę, z której widzi się wszystko, także powiązania wszystkiego, co istnieje. Widzieć wszystko oznacza też zupełnie inny rodzaj odpowiedzialności za świat, ponieważ staje się oczywiste, że każdy gest +tu+ jest powiązany z gestem +tam+, że decyzja podjęta w jednej części świata poskutkuje efektem w innej jego części, że rozróżnienie na +moje+ i +twoje+ zaczyna być dyskusyjne – mówiła Tokarczuk.

Jej zdaniem literatura ma taką moc, choć musiałaby się oderwać od podziału na gatunki literackie, i "literatury narodowe". Zapewne wkrótce pojawi się jakiś geniusz, który będzie mógł skonstruować zupełnie inną, niewyobrażalną dziś jeszcze narrację, w której zmieści się wszystko co istotne. Taki sposób opowiadania z pewnością nas zmieni, porzucimy stare krepujące perspektywy i otworzymy się na nowe, które przecież istniały gdzieś tu zawsze, ale byliśmy na nie ślepi – dodała noblistka.

Reklama