Marininy chyba już nikomu nie trzeba przedstawiać. Nie tylko w Rosji, gdzie pochodząca ze Lwowa autorka się zadomowiła i osiągnęła status gwiazdy, ale także w 20 innych krajach - jej książki osiągnęły łączny nakład ponad 30 milionów egzemplarzy. Była milicjantka, która debiutowała tuż przed pięćdziesiątką, będąca rzadkim przypadkiem pisarki dorównującej popularnością gwiazdom pop, parę lat temu zarejestrowała swój pseudonim (naprawdę nazywa się Marina Aleksiejewa) i nazwisko głównej bohaterki jako znaki towarowe.

Reklama

Powieści Marininy są najlepszym dowodem na to, że oryginalność - tak ceniona w kulturze wysokiej - w literaturze popularnej nie ma racji bytu. Tu lepsze jest zazwyczaj największym wrogiem dobrego, a czytelnik woli sprawdzone formuły od eksperymentów. Siódma na naszym rynku powieść carycy kryminału nie różni się zasadniczo od poprzednich, choć podchodzi do śledztwa z nieco innej strony. I właśnie owe drobne innowacje w ramach starannie wypracowanego wzorca decydują o klasie tego pisarstwa.

Powstały w 1995 roku "Zabójca mimo woli" ma wszystkie zalety, których czytelnik mógłby oczekiwać od przygód major Nastii Kamieńskiej. Do głównej bohaterki zgłasza się jej przyrodni brat Aleksander. Podejrzewa, że nowa, młoda i piękna kochanka nie spotyka się z nim bezinteresownie - do mieszkań przyjaciół, które razem odwiedzają, ktoś się włamuje i kradnie dokumenty. Ponieważ włamywacze podrzucają papiery z powrotem po kilku dniach, nikt nie zgłasza sprawy na milicję. Aleksander prosi siostrę, by nie uruchamiała całej formalnej procedury, tylko powęszyła trochę "na boku". Tymczasem dziewczyna Aleksandra odkrywa, że jest śledzona. Nastia prosi o pomoc zaprzyjaźnionego podczas wcześniejszych śledztw szefa moskiewskich gangsterów. Razem wpadną nie tylko na trop bandy przemytników, której naraziła się dziewczyna, ale i na tajemniczego generała Wakara, który w poszukiwaniu prywatnej zemsty podąża za jednym ze śledzących dziewczynę gangsterów.

Niezwykle skomplikowana fabuła, obejmująca kilka łączących się w finale historii, zmusza czytelnika do ciągłej koncentracji. Wymagała też niezwykłej precyzji od samej autorki, która - zwykle bezpiecznie zamykając swoją bohaterkę w komisariacie i skupiając się na szczegółowym opisie środowiska milicjantów i sposobu prowadzenia prze nich śledztwa - tym razem ustawiła poprzeczkę nieco wyżej. Z "Zabójcy mimo woli" zapamiętamy z pewnością ciekawy obrazek rodzajowy - zaskakującą współpracę milicjantki i przestępców, której, biorąc pod uwagę fakt, że Marinina często opiera fabuły książek na prawdziwych śledztwach, warto przyjrzeć się bliżej. Mamy też żywe we współczesnej sztuce pytanie o to, w jakich okolicznościach można wziąć sprawiedliwość we własne ręce. Czy śmierć dziecka i bezkarność sprawców jest wystarczającym powodem, by wyjść ponad prawo? Dokonuje tego zresztą nie tylko szukająca zemsty rodzina - sama Nastia, zazwyczaj wcielenie legalizmu, na prośbę brata nie formalizuje śledztwa, woli też korzystać z pomocy chłopców z miasta, a nie kolegów z milicji.

"Zabójca mimo woli" należy do mroczniejszych powieści o Nastii Kamieńskiej. W przeciwieństwie do kilku książek, z pomocą których autorka próbowała zrobić ukłon w stronę żeńskiej publiczności, nieco zbyt sztampowo i melodramatycznie opisując meandry kobiecej duszy i sercowe rozterki Kamieńskiej, tu praktycznie nie ma wycieczek w osobiste życie pani major. Jest za to kilka mocnych scen w finale, bardzo dalekim od happy endu. Taką Marininę - twardą, stawiającą przygnębiające diagnozy ludzkiej kondycji, oskarżającą bezduszność prawa (które sama studiowała), nie wahającą się zadawać ciosów czytelnikowi - lubię najbardziej.

Zabójca mimo woli

(Ubijca poniewolie)

Aleksandra Marinina, przeł. Aleksandra Stronka,W.A.B. 2008