„Lęk i odraza w Las Vegas” to kultowa książka amerykańskiej kontrkultury. Krytycy opisują ją jako gorzkie rozliczenie z erą Wodnika i ideałami lat 60. oraz – w pewnym sensie – przepowiednię dzisiejszej Ameryki rządzonej przez strach, ogarniętej szczególną odmianą paranoi. Ekranizacja dzieła Thompsona – „Las Vegas Parano” w reżyserii Terry’ego Gilliama – to rzecz ciesząca się sławą również nad Wisłą. Historia dwóch dziwaków, Raoula Duke’a (Johnny Depp) i Doktora Gonzo (Benicio Del Toro), którzy jadą do Las Vegas pogrążyć się narkotycznej degrengoladzie pod pretekstem dziennikarskiej misji, ma u nas wielu oddanych wielbicieli, choć film nie zanotował wielkiego sukcesu kasowego.
Premiera książki stanowi dobrą okazję, aby przekonać się na własną rękę, czy zasługuje ona na swój status dzieła rozliczającego się z amerykańskim snem, czy też jest jedynie chaotyczną, bełkotliwą powiastką o rozmaitych konsekwencjach nadużywania LSD. Dodatkową zachętą może być to, że większość opisanych w niej wydarzeń jest oparta... na faktach, a samą książkę klasyfikuje się jako powieść non-fiction – opisującą autentyczne wydarzenia językiem literatury pięknej. „Lęk i odraza w Las Vegas” jest w USA podstawową lekturą każdego inteligentnego zbuntowanego nastolatka – odpowiednikiem tekstów Stachury, Hłaski czy Kosińskiego w naszym kręgu kulturowym. A sam Hunter S. Thompson to jedna z ikon buntu – nie tylko ze względu na swój charakterystyczny image, wiernie oddany przez Johnny’ego Deppa w filmie Gilliama.
Hunter Stockton Thompson urodził się w Louisville w stanie Kentucky w czerwcu 1937 roku. Odebrał sobie życie strzałem w głowę 68 lat później, na swoim ranczu Owl Farm w Woody Creek w Kolorado. To, co zaszło pomiędzy tymi wydarzeniami, stanowiło bodaj najoryginalniejszą karierę dziennikarską w historii. Thompson miał za nic pryncypia gatunku, pisał konsekwentnie z własnej, odautorskiej i skrajnie subiektywnej perspektywy, z równą pasją zajmując się polityką, seksem, futbolem, zamieszkami rasowymi i swoimi osobistymi, często nader ekscentrycznymi przygodami. Stworzył osobny i unikalny gatunek dziennikarstwa – „gonzo journalism”, programowo mieszający prawdę z fikcją, przedkładający osobiste sądy i emocje nad proste relacjonowanie wydarzeń, operujący literacką narracją, z dziennikarzem będącym głównym bohaterem spontanicznie powstającego tekstu.
Thompson był znanym z nadużywania narkotyków, anarchistycznie nastawionym libertarianinem, zaangażowanym w obronę praw obywatelskich, szokującym swoją aspołeczną postawą i życiorysem. Jego marka „dziennikarskiego bandyty” przylgnęła do niego, gdy pracował nad książką „Hell’s Angels: A Strange And A Terrible Saga” – przez prawie dwa lata podróżował z osławionym gangiem motocyklowym, czym zyskał opinię osoby odważnej aż do granicy nieobliczalności.
Kariera Thompsona na dobre rozkwitła w 1971 roku, po ogromnym wydawniczym sukcesie „Lęku i odrazy w Las Vegas” – w dalszych latach pisarz koncentrował się na bezlitosnym wytykaniu słabości Ameryki oraz na świętej wojnie z Richardem Nixonem – jej owocem była książka „Fear And Loathing On A Campaign Trail ’72”. W latach 80. jego noty zaczęły jednak spadać – wydał jeszcze parę antologii felietonów i esejów pod zbiorczym tytułem „The Gonzo Papers”, pod koniec życia zaś gorzko rozliczył się z USA po 11 września, publikując książkę „Kingdom Of Fear”.
Równocześnie Thompson stał się ikoną popkultury – pierwszy film fabularny o nim powstał już na początku lat 80. „Where The Buffallo Roam” (1980) to może nie kino najwyższych lotów, ale zapada w pamięć dzięki świetnej roli Billa Murraya. Autor „Lęku i odrazy...” jest zresztą prawdopodobnie jedynym dziennikarzem na świecie, który jako postać stanowił inspirację dla dwóch komiksów: paska „Doonesbury” oraz wydanej także w Polsce futurystycznej antyutopii „Transmetropolitan”. Ta „kreskówkowa” aura do dzisiaj sprawia, że Thompson przez część czytelników nie jest traktowany do końca poważnie – pisano o nim wielokrotnie jako o postaci skompromitowanej, a jego rozpoznawalny image często przekraczał granice własnej karykatury.
Wynikało to również z tego, że buntownicza tradycja, z której się wywodził – kontrkultura lat 60. i jej legenda – coraz bardziej traciła na znaczeniu. Nie przeszkadzało to Thompsonowi cały czas być postacią publiczną. Przyjaźnił się z Jackiem Nicholsonem (któremu kiedyś w prezencie zostawił na wycieraczce zamrożone serce łosia) i z Johnnym Deppem (który potem sfinansował jego pogrzeb – prochy pisarza wystrzelono z armaty).
Moda na Thompsona zdaje się, nawiasem mówiąc, nie kończyć. Polska premiera „Lęku i odrazy...” niemal zbiega się z premierą dokumentu opisującego najgorętsze lata kariery Thompsona – „Gonzo: The Life And Work Of Hunter S. Thompson” w reżyserii Aleksa Gibneya, autora kontrowersyjnego filmu „Taxi To The Dark Side” (2007) o torturach stosowanych przez armię amerykańską w Iraku, Afganistanie i Guantanamo. Trwają też prace nad „The Rum Diary”, ekranizacją wczesnej powieści Thompsona beletryzującej jego pobyt w Portoryko i pracę w tamtejszych gazetach na początku lat 60. Główną rolę ma znowu zagrać Johnny Depp – zanim jednak zobaczymy ten obraz w kinach, warto chyba przekonać się, ile dzisiaj zostało z literackiej rebelii Huntera S. Thompsona, czytając „Lęk i odrazę w Las Vegas”.