Dziennik Gazeta Prawana logo

Nowy wspaniały świat

23 października 2008, 22:29
Ten tekst przeczytasz w 8 minut
Nowy wspaniały świat
Inne
Tobias Jones w "Snach o Utopii" i Zygmunt Bauman we "Wspólnocie" badają ludzkie marzenie o ziemskim raju - marzenie pozornie nieosiągalne. Czy da się w XXI wieku utopię przekuć w czyn? - czytamy w piątkowym dodatku DZIENNIKA.

Czym jest dobre życie, tego najpewniej nie wie nikt. Nie przeszkadza to obietnicy ziemskiego szczęścia być największą tęsknotą ludzkości i jej ogromnym problemem. To pragnienie, by łagodnie istnieć wśród bliskich, marzenie o harmonii i bliskości, utopia egalitarnego, wspólnotowego ciepła - nijak się mają do brutalnej natury współczesności, w której szczęście stanowi towar mocno deficytowy, choć pracuje na niego w pocie czoła cała globalna gospodarka. Rzecz tym, że świat czasów ponowoczesnych rządzi się prawem paradoksu Czerwonej Królowej z "Alicji w krainie czarów" - trzeba bardzo szybko biec, by stać w miejscu, z czego korzysta rozpędzona maszyneria społeczeństwa konsumpcyjnego, przedkładając za sowitą opłatą coraz to nowe iluzje spełnionej, acz w istocie nieosiągalnej radości życia.

Szczęśliwa wspólnota jest bowiem nieosiągalna ani dla tych, którzy są beneficjentami systemu, ani dla tych, którzy zostają z tego systemu bezlitośnie wykluczeni.

Ci pierwsi bowiem - klasa średnia, syci mieszkańcy Zachodu - korzystając ze zdobyczy indywidualizmu i swobody przemieszczania się zarówno w przestrzeni, jak i w strukturze społecznej, nie są w stanie zawrzeć z rzeczywistością kompromisu polegającego na podjęciu ostatecznego wyboru - bo przecież wciąż istnieją inne mgławicowe cele, zawsze godne złowienia, zawsze istnieją rywale, których można wyprzedzić na drodze do sukcesu. Ci drudzy - obywatele Trzeciego Świata, imigranci, biedacy - także, co oczywiste, mając świadomość istnienia owych zwodniczych pokus, są od nich oddzieleni nieprzekraczalną barierą siły nabywczej i własnej obcości w świecie wychuchanych turystów konsumentów. Zamykani w gettach nie zaznają szczęścia, kipią raczej z uczucia dławiącej nienawiści i niezaspokojenia. Brzmi to raczej niewesoło. Troskliwa, wspomagająca jednostkę wspólnota - mówi Zygmunt Bauman - zapewniająca bezpieczeństwo i ochronę przed egzystencjalnym lękiem, wydaje się dziś fikcją, choć nawiedza w snach nawet zatwardziałych indywidualistów. Bauman swoją ponurą diagnozę wiąże z nieustającym procesem przemian cywilizacyjnych, które w ostatnich dziesięcioleciach pozbawiły mocy ostatnią już integrującą społeczeństwa siłę - państwo, w szczególności zaś państwo narodowe. Niszcząc jedyny zachowany jeszcze bastion pewności w świecie, globalizacja pozostawiła ludzi na pastwę nieznanego losu - stąd rosnące w miastach mury grodzące osiedla, hordy nieugiętych ochroniarzy oraz sukcesy partii z prawem i sprawiedliwością w nazwie, stąd zamieszki na przedmieściach Paryża, ponurzy brodaci mężczyźni i kobiety w burkach na ulicach Brukseli, wreszcie - gwałtowna retoryka zastępczych (choć przez to nie mniej ważnych) sporów o kulturową emancypację mniejszości seksualnych.

Rzadko się zdarza, by dwie książki - bez skierowanej ku temu intencji autorów - tak świetnie się uzupełniały, jak to jest w przypadku "Wspólnoty" Baumana i "Snów o Utopii" Tobiasa Jonesa. Oświetlają z dwóch stron to samo zjawisko, nadając mu wyraźny kształt teoretyczny (piórem wybitnego socjologa) oraz wyposażając je w błyskotliwy komentarz dziennikarza, który wybrał się w świat, by sprawdzić, co się dzieje, gdy ludzie naprawdę biorą się współcześnie za bary z (utopijnym przecież) życiem wspólnotowym.

Jones, jak sam przyznaje, rozczarował się własną egzystencją, ciągłą gonitwą, światem rówieśników - 30-latków na dorobku, monotonną pracą, godnym pochwały codziennym egoizmem, wreszcie - brakiem stabilizacji i choćby odrobiny metafizyki. Start do dziennikarskiej i życiowej przygody miał więc dość standardowy: oto dobrze wykształcony i równie dobrze rokujący przedstawiciel klasy średniej, zmęczony namolnym konsumpcjonizmem oraz wyścigiem szczurów, postanawia wysiąść na chwilę z pociągu kariery, by odetchnąć świeżym powietrzem idealizmu. Przerabialiśmy już ten scenariusz miliony razy, a lifestyle’owe pisemka pełne są podobnych historii, jak to młodzi i piękni osiedli na sielskiej wsi, gdzie kolekcjonują stare meble, uprawiają korzenioplastykę i sieją nagietki, a do wielkiego miasta jeżdżą tylko dwa razy w tygodniu.

Ale gdy tylko Jones rusza w swoją podróż, te groteskowe analogie się kończą. Bo mamy do czynienia z facetem rozumnym i pełnym pokory, który naprawdę postanowił wybić się z kolein stylu życia (którego zafałszowana ucieczka w sielskość jest tylko kolejnym przejawem) i udokumentować to na piśmie. A w dodatku Anglik to człowiek o dużej wrażliwości duchowej, by nie powiedzieć - religijnej, co już z pewnością nie ma nic wspólnego ze współczesną modą na bycie cool.

Zamiarem Jonesa było odnalezienie sztucznie powołanej do życia ludzkiej wspólnoty wzniesionej na gruzach starego świata - takiej wspólnoty, której sam chciałby stać się częścią. Rozmaite ruchy newage’owe aż się tu narzucają jako propozycje, jednak angielski dziennikarz rozprawia się z nimi bezlitośnie, odwiedzając Damanhur, mistyczną enklawę w Piemoncie, w natężeniu pychy połączonej z głupotą bliską sekcie Elohimitów, obnażonej cynicznie przez Michela Houellebecqa w "Możliwości wyspy".

Paradoksalnie Jones odkrywa na nowo stare dobre chrześcijaństwo zdolne wykreować społeczny mikroświat, w którym ludzie potrafią współistnieć i otaczać się opieką bez względu na status społeczny, pochodzenie, chorobę czy inwalidztwo.

W ten sposób - grzejąc się przy piecu wśród życiowych rozbitków w otwartym przytułku na angielskiej wsi - Jones chwyta wątek poruszony przez Baumana i zastanawia się, jak stworzyć w świecie, w którym rodzina, społeczność lokalna i państwo wywiesiły białą flagę, miejsce, gdzie można w spokoju spędzić resztę swoich dni i spełnić wielkie marzenie ludzkości sprowadzone do wymiaru jednostkowego losu. I czy podobne ciepłe, przyjazne, dające nadzieję, spontanicznie i oddolnie powstałe instytucje mają przed sobą jakąkolwiek szansę.

Odpowiedź jest trudna - wydaje się jednak, że Jones mimowolnie odbył wędrówkę w przeszłość. Że próby utopijnego, sztucznego odtworzenia wielkiej rodziny, równościowego klanu krewnych i znajomych, zostaną prędzej czy później pożarte przez drapieżny świat niewidzialnej władzy i pokus konsumpcji. Chyba że czeka nas stulecie religii, i to nie tej fundamentalistycznej, ale ewangelicznej z ducha. Co jednak nie wydaje się możliwe. Niemniej warto było się wybrać z Tobiasem Jonesem na tę wyprawę.

"Sny o Utopii. Podróże w poszukiwaniu dobrego życia" (Utopian Dreams)
Tobias Jones,
przeł. Ewa Klekot,
W.A.B. 2008

"Wspólnota" (Community. Seeking Safety in an Insecure World)
Zygmunt Bauman,
przeł. Janusz Margański,
Wydawnictwo Literackie 2008

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj