Dziennik Gazeta Prawana logo

Komunizm: historia choroby

27 listopada 2008, 15:50
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Komunizm: historia choroby
Inne
Doszli do władzy z zaskoczenia i równie zaskakująco tę władzę stracili. Ludzie, którzy obiecywali stworzyć raj na ziemi, a stworzyli coś wręcz przeciwnego, wciąz fascynują publicystów i historyków. Robert Service, autor monografii "Towarzysze", twierdzi, że komunizm przypominał nowotwór. Na szczęście z gatunku tych uleczalnych.

Na kluczowe pytanie, czy komunizm był ze swej istoty despotyzmem, Service udziela jednoznacznie twierdzącej odpowiedzi. Brytyjski historyk, autor wydanej także u nas biografii Lenina, uważa, że ta ideologia mogła być wcielana w życie tylko siłą. Próba budowania ustroju "sprawiedliwości społecznej" bez masowych represji, podjęta przez rząd Salvadora Allende w Chile zakończyła się katastrofą.

Autor "Towarzyszy" ma do bohaterów swojej książki dużo dystansu. Choć komunizm w szczytowym momencie swego rozwoju ogarnął jedną trzecią lądowej powierzchni naszej planety, w Wielkiej Brytanii nigdy nie wyszedł ze stadium politycznego folkloru. To prawdziwa ironia losu, bo prorocy nowej epoki - Marks i Engels - mieszkali i tworzyli w wiktoriańskim Londynie, korzystając z wolności słowa i burżuazyjnych luksusów.

Jedną z charakterystycznych cech komunizmu był rozziew między teorią a praktyką. Nawet w Rosji Stalina czy Chinach Mao rządzącym nie udało się stworzyć "nowego człowieka", zapanować nad jego życiem prywatnym. Service uważa że to właśnie ułomność czerwonego totalitaryzmu pozwoliła mu przetrwać tak długo. Władza nie wytrzymała społecznego ciśnienia - idealistów w jej szeregach szybko zastąpili cynicy.

Brytyjski historyk lubuje się w malownicznych porównaniach. Jego zdaniem komunizm przypominał pojazd, którego silnik "robił dużo hałasu, ale poruszał się dobrze tylko na niższych biegach". Ten "hałas" to oczywiście propaganda, w której uprawianiu Lenin i jego następcy nie mieli sobie równych. Chełpili się naukowością swej doktryny, ale Service przekonująco dowodzi, że miała ona więcej wspólnego z religią. Nie pomija też drażliwej kwestii nadreprezentacji Żydów w ruchu bolszewickim. Jego zdaniem kontynuował on "judaistyczne tradycje czytania ksiąg, egzegezy i przepowiedni".

Autor "Towarzyszy" uważa, że komunizm był inspiracją dla Hitlera i Mussoliniego. Oni również traktowali ludzi jak surowiec naturalny. U Stalina diagnozuje "zaburzenia osobowości". Analizując fenomen "poputczików", przypomina, że czerwony car został dwukrotnie wybrany przez magazyn "Time" człowiekiem roku - po raz pierwszy w 1939, gdy zawarł pakt z III Rzeszą. Nie idealizuje jednak antykomunistów, którzy często popełniali te same grzechy, co ich śmietelni wrogowie.

Czy gdyby Zachód był bardziej odważny, komunistyczny koszmar mógł się skończyć wcześniej? Na to pytanie brytyjski historyk nie udziela odpowiedzi. Wyznawcy marksizmu-leninizmu twierdzili, że kapitalizm przypomina zgniłe jabłko, które spadnie z drzewa przy najlżejszym dotknięciu. Komunizm, rozumiany jako praktyka rządzenia, gnił 70 lat. Sytuacja we współczesnym świecie wciąż sprzyja radykałom, władza absolutna kusi niejednego polityka, ale czerwone sztandary definitywnie wypłowiały. "Ta czaszka nigdy się nie uśmiechnie" - napisał niegdyś Leszek Kołakowski. Autor "Towarzyszy" zgadza się z tą diagnozą.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj