Zamysł był prosty: czytelnikom znudzonym przewodnikami-albumami i "praktycznymi" przewodnikami podsunąć bedekery typu erudycyjnego. Pozbawione kolorowych zdjęć, analiz bazy hotelowo-restauracyjnej i przekrojów poprzecznych zabytków. Ascetyzm formy miała rekompensować treść. Każdy z rozdziałów to esej, poświęcony charakterystycznemu, lecz mniej znanemu fragmentowi historyczno-kulturowego dziedzictwa europejskich metropolii.

Reklama

Augias opisuje nietypowe atrakcje brytyjskiej stolicy: mumię filozofa Jeremy Benthema, zgodnie z jego ostatnią wolą przechowywaną w przeszklonej szafie w głownym budynku Uniwersytetu Londyńskiego czy pomnik kota Samuela Johnsona - twórcy pierwszego słownika języka angielskiego. Podaje też lokalizację pubu, w którym chirurdzy i studenci medycyny dobijali niegdyś targu z handlarzami zwłok. Radzi rozpocząć zwiedzanie od East Side, dzielnicy biedoty, bo tam najlepiej widać, jak miasto zmieniało się na przestrzeni ostatnich dwóch wieków.

Niektóre typy autora "Sekretów Londynu" wydają się jednak zbyt oczywiste. O Szekspirze, Beatlesach, Henryku VIII i jego żonach, Kubie Rozpruwaczu oraz zbuntowanych intelektualistach z Bloomsbury wylano już morze atramentu, podobnie jak o wiktoriańskiej hipokryzji. Cały rozdział Augias poświęcił Marksowi, który co prawda żył i tworzył nad Tamizą, ale akurat na Brytyjczykach jego nauki nie zrobiły żadnego wrażenia.

Pointą książki jest opowieść o życiu i śmierci księżnej Diany, co wydaje się mało fortunnym pomysłem. Augiasa niewiele też obchodzi współczesne, wielokulturowe oblicze Londynu. Woli rozwodzić się nad fenomenem "starej, dobrej Anglii", której bastiony w postaci pubów, zaczynają notabene znikać z brytyjskiego krajobrazu. Cytując fragmenty "Jądra ciemności" wspomina o polskich korzeniach Conrada, ale złamanie szyfru Enigmy przypisuje wyłącznie brytyjskim matematykom.

Augias jest zdeklarowanym anglofilem. Mieszkańcy Albionu imponują mu niemal w każdej dziedzinie. Nazywa ich "najbardziej wojowniczym narodem Europy", podziwia brytyjski humor, nieskazitelne maniery, literaturę i naukowe przewagi. Niestety, jest to miłość nieodwzajemniona. Autor "Sekretów Londynu" z bólem przytacza lekceważąco-szydercze opinie Wyspiarzy o Włochach. Zadaje sobie wiele trudu, by udowodnić, jak wielki wkład w cywilizację brytyjską mieli jego rodacy - to oni przecież wynaleźli prezerwatywy, natchnęli prerafaelitów i pomagali admirałowi Nelsonowi w jego zwycięskich kampaniach.

Przy wszystkich swoich niedoskonałościach "Sekrety Londynu" powinna być dla nas wyrzutem wspomnienia. Obecność nad Tamizą milionowej polskiej emigracji nie zaowocowała dotąd dziełem, które wytrzymywaloby porównanie z książką Corrado Augiasa. Zamiast pisać erudycyjne przewodniki, wolimy pławić się w sadomasochistycznych klimatach serialu "Londyńczycy". Czyżby nasze kompleksy wobec Anglików były jeszcze głębsze, niż mieszkańców słonecznej Italii?

SEKRETY LONDYNU, Corrado Augias, przekład: Dorota Duszyńska, wydawca: MUZA, Warszawa 2008