Dziennik Gazeta Prawana logo

Cenzura szaleje w białych rękawiczkach. Jak artyści toczą batalie z samorządowcami i ich rozmodlonym zapleczem

4 lutego 2017, 17:42
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
mężczyzna z zajonymi ustami
mężczyzna z zajonymi ustami/Shutterstock
Tracą dotacje, muszą przechodzić sfingowane kontrole albo są skazywani na banicję. Artyści żalą się, że cenzura szaleje. W biały dzień, choć w białych rękawiczkach. A im ciszej na jej temat, tym ma się lepiej.

Początkowo nic nie zwiastowało problemów. Na spektakl "Seksualnie niebezpieczne, czyli pora na fajfy" do Służewieckiego Domu Kultury na warszawskim Mokotowie ściągnęła cała okolica. Gapiów nie zraziły ani zimowa aura, ani wieczorowa pora. Pierwsze spektakle były niebiletowane, toteż sala widowiskowa zapełniała się średnio w trzech czwartych. Przychodziły nawet starsze panie wracające z nabożeństwa w miejscowej parafii. Wszyscy rechotali, bo jak się nie śmiać, oglądając kabaret. Mimo zapowiedzi w tytule spektaklu nie doszło do gorszących scen i skalania sceny grzechem rozwiązłości. Występowały aktorki, nie striptizerki – panie 50 plus, jedna po sześćdziesiątce, druga przy tuszy, w tym była sopranistka z operetki, która grywała poważne, nieroznegliżowane role. Pełna kultura. Sztukę na Służewie wystawiono kilkanaście razy. Tak się spodobała, że zaczęła jeździć po podwarszawskich miejscowościach – do Błonia, do Pułtuska. I nikt nie protestował. Dopiero w Józefowie zrobiło się nieswojo. Poszło o tytuł i o plakat awizujący spektakl, na którym trzy niemłode panie siedzą na starszym panu w pozycji horyzontalnej. Pan niby woła o ratunek, ale wydaje się uśmiechać. Nikt na obrazku nie razi golizną – wszyscy zapięci pod szyję. A jednak zrobiła się afera. Miejski Ośrodek Kultury w Józefowie postanowił odwołać sztukę. Za chwilę z pokazywania spektaklu wycofał się Służewiecki Dom Kultury. opowiada autor widowiska Jerzy Masłowski. – Miały przyjść starsze panie i zażądać zdjęcia spektaklu. To wersja oficjalna. A nieoficjalna? Przez 14 lat mieszkałem w Józefowie, więc powęszyłem wśród znajomych. Okazało się, że były naciski Opus Dei, które ma tam swoją szkołę.

Zamieszanie wokół sztuki wybuchło jeszcze wiosną 2015 r. Ale ma swój ciąg dalszy. Mamy początek 2017 r., a „Seksualnie niebezpieczne, czyli pora na fajfy” nadal jest na indeksie przedstawień zakazanych. Nie pomogły przychylne recenzje i komplety na widowniach. Nie pomogła zmiana tytułu sztuki na „Pacjentki z variete” – bardziej strawny dla obrońców moralności przed zgorszeniem. mówi Masłowski.

Mówienie o cenzurze w czasie przeszłym to zaklinanie rzeczywistości. Co i rusz media donoszą o odwołanym koncercie, zablokowanej wystawie czy zakłóconym przedstawieniu. Ale te wszystkie marsze, wygrażanie pięściami, protestacyjne leżenie krzyżem przed teatrem to wdzięczne widokówki na użytek telewizji zabiegającej o większą oglądalność. Cenzura na widoku to opium dla rozdyskutowanych mas. A tak naprawdę najaktywniej działa tam, gdzie jej nie widać i nikt o niej głośno nie mówi. I ma o wiele więcej twarzy od tej tak dobrze znanej z przekazów medialnych – wykrzywionej grymasem obywatelskiego niezadowolenia. Raz przybiera postać zmowy radnych i parafian, innym razem odebranej dotacji, kontroli sanepidu, storpedowania remontu czy sprawy w prokuraturze.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj