PAP: Ile jest wart polski rynek sztuki?

Rafał Kamecki: Ponad ćwierć miliarda złotych - tyle wyniosły obroty na polskim rynku aukcyjnym, a mówiąc dokładnie 252 mln zł. Jest to wynik imponujący, potwierdzający tendencję wzrostową, choć niektórzy analitycy spodziewali się jeszcze większych obrotów. Ale z rynkiem sztuki tak bywa, że generuje on wiele emocji. Te emocje towarzyszą zarówno kupującym, profesjonalnym organizatorom aukcji jak i ekspertom.

Z punktu widzenia historii rynku sztuki w Polsce - który w tym roku będzie obchodził trzydziestolecie; początki bowiem naszego komercyjnego rynku wiążą się z 1989 r. - ćwierć miliarda złotych świadczy o wzroście obrotów o 17,6 proc. względem równie udanego roku 2017. To bardzo dobry wynik i pomyślny znak na przyszłość.

PAP: Mamy zatem hossę na rynku?

Tak. Trzeba powiedzieć, że w minionym roku zostało ustanowionych kilka bardzo ważnych rekordów i przekroczono wiele barier na rynku sztuki. Przede wszystkim rekordem jest, wymieniony już, obrót - 252 mln, a przypomnijmy, że na początku lat 2000 obroty roczne wynosiły od 60 do 80 mln. W 2018 r. przeprowadzono 302 aukcje, a zazwyczaj w minionych latach odbywało się około 100-140 aukcji rocznie. Na aukcjach zostało wylicytowanych 14 911 obiektów, co jest też znaczącą liczbą. Po raz pierwszy odbyły się też aukcje, których obroty przekroczyły 20 mln zł. Barierę tę po raz pierwszy przekroczono na listopadowej aukcji „Sztuka współczesna: op-art i abstrakcja geometryczna” DESA Unicum. Po raz pierwszy w historii rynku, jeden z domów aukcyjnych przekroczył roczny wynik obrotów 100 mln zł. Osiągnięcie to udało się Desie Unicum, która poprawiła zeszłoroczny wynik i objęła ponad 45 proc. wartości krajowego rynku.

PAP: Czy wobec tego DESA Unicum jest leaderem na polskim rynku sztuki?

Dom Aukcyjny DESA Unicum miał bez wątpienia największe obroty i kilka spektakularnych rekordów sprzedaży. Na drugim miejscu znalazł się Polswiss Art, który osiągnął obrót 53 mln zł - najwyższy w historii działalności firmy. Tym samym Polswiss Art zdobył 21 proc. udziału w rynku.

PAP: A jak wyglądała sytuacja w innych domach aukcyjnych, nie tylko warszawskich?

Do grona najbardziej liczących się domów aukcyjnych dołączył w tym roku Sopocki Dom Aukcyjny. Osiągnął on imponujący wzrost, ponad 50-procentowy przyrost obrotów: z 15 na 22,5 mln zł. Sopocki Dom Aukcyjny zawdzięcza to intensywnej pracy licznych oddziałów w Polsce, organizujących rocznie ponad 30 aukcji.

Kolejne miejsce zajmuje Agra-Art z rocznym obrotem 20 mln, która pozostaje wysoko cenionym domem aukcyjnym, o niezmiennym wizerunku silnej i stabilnej firmy aukcyjnej. Domy Libra i Rempex utrzymały swoje ważne pozycje na rynku. Libra koncentrowała się na aukcjach sztuki współczesnej, a Rempex tradycyjnie wyróżniał się bardzo szeroką gamą proponowanych obiektów, oferowanych na 21 aukcjach w skali roku.

PAP: A jaki artysta był najdroższy w 2018?

Rekordem najbardziej nośnym jest zawsze rekord sprzedaży pracy najdroższego artysty. Ten należy, przypomnijmy, do Fangora. Najwyższą cenę za pojedynczą pracę Fangora, jaką uzyskano na świecie i w Polsce jest obraz +M 39+ z Domu Aukcyjnego DESA Unicum, który wraz z opłatą aukcyjną, lub inaczej zwaną organizacyjną, osiągnął 4 mln 72O tys. zł.

PAP: Jaki obszar zajmuje na rynku sztuka dawna, a jaki współczesna?

Rafał Kamecki: W ostatnich kilku latach sztuka dawna i współczesna zajmuje mniej więcej tyle samo miejsca; rynek dzieli się po połowie. Zazwyczaj rekordowe sprzedaże dotyczyły sztuki dawnej. Można przywołać słynną rekordową cenę uzyskaną w 2000 roku. Zapłacono wtedy 2 mln 130 tys. za płótno „Rozbitek” Henryka Siemiradzkiego. Rekord ten królował aż trzynaście lat na rynku. Dwa lata temu za bardzo wysoką cenę 4 mln 366 tys. sprzedano „Macierzyństwo” Stanisława Wyspiańskiego, a za obraz Jana Matejki „Zabicie Wapowskiego” zapłacono 3 mln 683 tys. zł

W 2018 r. tendencja się odwróciła – wszystkie rekordowe transakcje dotyczyły sztuki współczesnej. Padały rekordy wszech czasów. Najdrożej sprzedano pracę współczesnego artysty Wojciecha Fangora – „M 39”,jak już tu mówiliśmy – osiągnął on cenę 4 mln 720 tys. Na drugim miejscu należy może uwzględnić grupę pięciu obrazów Fangora za którą uzyskano kwotę 6 mln 962 tys. razem z opłatą organizacyjną. Ale, co ciekawe, trzecie miejsce zajmuje również Fangor z „Kołem” – 2 mln 832 tys. zł z opłatą organizacyjną. Na czwartym miejscu sytuuje się Roman Opałka, którego obraz z cyklu Prac liczonych poszedł za 2 mln 596 tys. zł.

Można powiedzieć, że sztuka współczesna opanowała nasz ranking rekordów sprzedaży. Sztuka dawna zajmuje dalsze pozycje; w 2018 r. za „Latawce” Tadeusza Makowskiego zapłacono 2 mln 242 tys. a za muzealnej rangi pracę „Powrót z targu” Józefa Brandta uzyskano 1,5 mln zł.

PAP: Jak doszło do takiej dominacji sztuki współczesnej, czy były jakieś specjalne akcje, kampanie kierujące uwagę kolekcjonerów na ten obszar rynku, kreujące jego atmosferę?

Według mnie w 2018 r. działał samonakręcający się mechanizm, który dawał o sobie znać od kilku lat. Uczestnicy rynku sztuki, a więc sprzedający i kupujący, obserwując kolejne rekordy sprzedaży coraz bardziej byli zachęcani do samego aktu obrotu dziełami sztuki. Sądzę, że np. obraz Fangora „Koło”, który należał do Wojciecha Fibaka, został przezeń sprzedany, dlatego, że Wojciech Fibak, wytrawny kolekcjoner, obserwując rynek, dostrzegł możliwość potencjalnie dużego zysku ze sprzedaży tego dzieła. I na to się zdecydował. Zasada jest taka, że na rosnącym, rozwijającym się rynku pojawiają się coraz lepsze, ciekawsze prace.

Jednocześnie bym podkreślił, że sztuka dawna ma nadal silną pozycję i jest bardzo poszukiwana. Klienci są skłonni płacić jeszcze więcej, ale za wyjątkowe obiekty, za bardzo ciekawe dzieła sztuki, za obrazy zajmujące wyjątkową pozycję w twórczości danego artysty. Jeśli takie prace się znajdą na rynku to będziemy świadkami kolejnych rekordów.

PAP: Jak nasz rynek sztuki wygląda na tle światowych aukcji?

Podsumowanie światowego rynku jeszcze nie zostało opublikowane; jesteśmy szybsi niż świat. Trzeba jednak przyznać, że największa pojedyncza aukcja takich domów aukcyjnych jak Sotheby’s lub Christie’s przewyższa obrót całego naszego rynku. A niekiedy sprzedaż jednego dzieła sztuki może być też wyższa niż nasze obroty.

Jeśli chodzi o rynek międzynarodowy to warto wspomnieć, że po raz pierwszy w historii za pracę polskiego artysty funkcjonującego w światowym obiegu, płaci się więcej w Polsce niż zagranicą, np. w Nowym Jorku czy w Londynie. Chodzi oczywiście o dzieła Wojciecha Fangora. Sądzę, że wkrótce to będzie dotyczyło także prac Magdaleny Abakanowicz, która jest również światowej klasy artystką. Może to także objąć twórczość Henryka Stażewskiego czy Edwarda Krasińskiego. Kolekcjonerzy i marszandzi zagraniczni się bacznie temu przyglądają i zapewne wkrótce częściej będą się pojawiać na aukcjach w Polsce. Gdyby do tego doszło, nastąpiłyby ogromne zwyżki cen.

PAP: Kim są szczęśliwi nabywcy dzieł sztuki?

Rafał Kamecki: Kolekcjonerzy, którzy kupowali na ostatnich aukcjach, są bardzo świadomymi uczestnikami rynku. Mamy coraz większą grupę nowych klientów: wytrawnych i odważnych. Nie boją się, nie wahają się, gotowi są płacić coraz wyższe kwoty. Widzą, że rynek się rozwija. Znają też niepisaną zasadę rynku, że dzieła przepłacone, najbardziej cieszą. Po czasie zresztą okazuje się, że one są najbardziej cenne kolekcjonersko.

PAP: Dobry rok zakończył się jednak w atmosferze pewnych niejasności, dotyczących rekordów sprzedaży.

Pojawiały się różne informacje na temat wyników aukcji. Warto przypomnieć, że na sumę końcową sprzedaży składają się tylko dwa elementy: tzw. cena młotkowa i opłaty organizacyjne, ale już opłaty z tytułu praw autorskich absolutnie tu nie wchodzą; a jednak byli organizatorzy aukcji, którzy je doliczali windując cenę sprzedanej pracy.

Podobnie nie można uznać za rekord artysty kwotę uzyskaną ze sprzedaży cyklu prac jako jednego dzieła, jak to uczynił Polswiss Art w stosunku do pięciu prac Fangora, sygnując je jako jedną pozycję katalogową i ogłaszając pobicie wszelkich rekordów. Tak naprawdę, najwyższą cenę uzyskano za pojedynczą pracę Fangora +M 39+ z Domu Aukcyjnego DESA Unicum na aukcji 29 listopada. Jako ciekawostkę podam, że Artinfo prowadzi ranking Top 1000 – listę najdrożej sprzedanych dzieł sztuki. W 2018 r. musieliśmy do niej dopisać aż 240 pozycji. Świadczy to niewątpliwie o sile i dynamice naszego rynku.

Rozmawiała Anna Bernat