Tercet z Wybrzeża ukrywający się pod pseudonimem Grupa Laokoona klasycznym już dziś tekstem Różewicza opowiedział o sztuce naszych czasów, a nade wszystko o języku, którym ową sztukę się opisuje. To zdegenerowana mowa skrywająca pustkę frazesu.

Reklama

W Malarni Teatru Wybrzeże znana już estetyka młodego polskiego teatru ze wszystkimi gadżetami - są monitory i podświetlana podłoga. A scenografia? No właśnie, ona bawi najbardziej. To, że antyczna Grupa Laokoona potraktowana została po warholowsku, że powielona rzeźba pełni rolę tapety, u wejścia wita nas Dawid Michała Anioła, a po drugiej stronie aniołek z oleodruku głaszcze dzieciątka po płowych główkach - to jeszcze nic.

Znamy te chwyty, jużeśmy do nich przywykli. Ale że w dekoracji znajdziemy kawałek "Oczyszczonych" Warlikowskiego, czyli słynne prysznice przykręcone do pistacjowej ściany - to przedni pomysł. Tuż obok - wielka "Bitwa pod Grunwaldem", czyli przypomnienie "…córki Fizdejki" Klaty. Mirosław Baka obnosi t-shirt ze słówkiem "Fantasy", dobrze znanym z Wybrzeża. Po raz pierwszy chyba w najmłodszym polskim teatrze zabrzmiał ton prześmiewczy, chichot nad "kultowymi" dokonaniami ostatnich lat. Całość wieńczy ogromnej wielkości fotografia, hmmm..., męskiego instrumentu gotowego do boju. Można się oburzać, lecz ten, hmmm…, jest świetnym komentarzem do płynących ze sceny roztrząsań o estetyce, dobru i pięknie.

Dyskurs o ludzkim ciele jako symbolu harmonii zastąpiła bowiem już tylko erotyka. Na monitorach co pewien czas pokazują się ikonki znane z internetu, a także, pożal się Bóg, ikony życia publicznego. Zwycięscy politycy i ultramedialny duchowny sąsiadują z cud chłopaczkiem z rozkładówki gejowskiego pisemka. Oto "Grupa Laokoona" 2007. Dyskurs o pięknie i harmonii przeistoczył się na naszych oczach w kompletny bełkot. Dobrze, że Grupa Laokoona, która ten spektakl przygotowała - ludzie z generacji, która w tym bezhołowiu powinna czuć się jak ryby w wodzie - widzi, że naokoło coś jest nie tak. Zdrowiejemy?

Aktorzy Wybrzeża świetnie wpisali się w prześmiewczy ton. Kapitalna jest Dorota Kolak jako kura domowa krążąca pomiędzy hasłami nowej sztuki a gotowaniem żarcia. Mirosław Baka w roli Ojca wreszcie pokazał, jak wielkie ma możliwości komiczne. Krzysztof Gordon jako Dziadek wygłasza kaznodziejskim tonem hasła przebrzmiałych estetyk, a w chwili, gdy cały ten światopogląd wali się w gruzy, zmienia głos w jakiś upiorny dyszkancik. Mamy też znakomity debiut Katarzyny Maciąg jako rozerotyzowanej nastolatki (u Różewicza był to syn, ale dziś w epoce labilności ról seksualnych wszystko jest możliwe!), a wreszcie brawurowy układ choreograficzny rodem z tanich wideoklipów. To trzeba obejrzeć!

"Grupa Laokoona", Tadeusz Różewicz
Reżyseria, scenografia, choreografia Grupa Laokoona
Teatr Wybrzeże w Gdańsku