Dziennik Gazeta Prawana logo

Miłość i agresja w sztuce u Grzegorzeka

13 października 2007, 14:34
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Mariusz Grzegorzek znalazł własny wielki temat. W swoich spektaklach z czułością i zrozumieniem portretuje ludzi poniżonych i skrzywdzonych, często przez miłość. Kolejnym dowodem świetny "Habitat" w łódzkim Teatrze Jaracza.

Rok temu Grzegorzek wprowadził na polską scenę Judith Thompson. "Lew na ulicy", którego przygotował wówczas w łódzkim Jaraczu, był objawieniem teatru całkiem innego stanu skupienia. Wśród szeptów i krzyków, w ekstremalnej intymności, reżyser i jego aktorzy mówili o rzeczach wstydliwych - małych zbrodniach codzienności. Tworzył się z tego wypowiadany półgłosem moralitet na miarę naszych czasów. Spektakl pokazał także siłę twórczości kanadyjskiej pisarki. Nie jako autorki gotowych i narzucanych z góry rozwiązań, ale scenicznych partytur, do wypełnienia emocjami każdego wieczoru. Wtedy zacząłem tęsknić za nową sztuką Thompson i nowym przedstawieniem Grzegorzka.

I oto jest, podobne, a jednocześnie całkiem inne od poprzedniego. Na powierzchni "Habitat" jest historią bez mała publicystyczną. W ekskluzywnej dzielnicy któregoś z miast, nieważne gdzie, niejaki Lewis (Bronisław Wrocławski) zamierza otworzyć niewielki dom dziecka. I dać swym podopiecznym namiastkę szczęścia. Trafi do niego Iskra (Mariusz Ostrowski) i Raine (Marieta Żukowska), która niedawno straciła matkę. Mieszkańcy okolicznych rezydencji podniosą bunt. Dlaczego ktoś wytrąca ich z błogiego odrętwienia, za które płacą plikami zielonych banknotów?

W "Habitat" są kwestie, które szalenie trudno powiedzieć ze sceny, niepopadając w śmieszność. Trzeba aktora klasy Wrocławskiego, by w konferansjersko-showmeńskim stylu palnąć mowę o tym "że każde dziecko, dawniej bite i molestowane, zasługuje na uczucie". Aktorzy łódzkiego teatru radzą sobie z deklaratywnością, czasem przebijającą z utworu w sposób niespodziewany. Pod ręką Grzegorzka rozbijają posępny to całości czasem niepohamowanym śmiechem. A to z kolei rozszerza perspektywę. W "Lwie na ulicy" patrzyliśmy z najbliższej odległości na każdą z postaci. Tym razem obraz rozciąga się na całe społeczeństwo. Tak, "Habitat" chodzi, operuje mikroskalą, pragnie objąć całość. A całość oznacza w tym przypadku wysypisko ludzkich wraków, którzy próbują odnaleźć w sobie siłę, by kochać.

Siła nowego przedstawienia Grzegorzka tkwi jednak w unikaniu wszelkich jednoznaczności. Jak prospołeczne bon moty, to przełamane muzyczną feerią, gagiem, grepsem. Jak miłość, to niepokojąca. W „Habitat znać bardzo wyraźnie jedną z cech osobnego teatru tego artysty. Miłość jest w nim siostrą bólu, prowadzi często do niewymownego okrucieństwa. Ekstaza nierozerwalnie, choć i niedostrzegalnie, łączy się z agresją. Jest tak, jakby każdy z bohaterów pod ręką miał nóż i był gotowy, by ugodzić bez własnej woli i bez ostrzeżenia.

W centrum wydarzeń staje Raine. W znakomitej interpretacji Mariety Żukowskiej staje się kimś, kto wymyka się wszelkim ocenom. Szuka ciepła i gotowa jest dawać je innym. A z drugiej strony, gdy czuje, że trzeba, potrafi walczyć i ranić. Nie chce zdradzać, ale życie wymyka się jej z rąk, idzie własnym torem. Chce być dobra, ale… Podobnie, a zarazem zupełnie inaczej z innymi postaciami "Habitat". Stara Margaret Barbary Marszałek, latami opłakująca męża, bywa potworem w dystyngowanej sukni oraz łaknącym zrozumienia dzieckiem.

Janet Małgorzaty Buczkowskiej nosi maskę nieugiętej prawniczki, pod którą skrywa pustkę nie do zapełnienia. Iskra Ostrowskiego jest jak okrutne zwierzę, które rzuca się do gardła, a potem skamląc, ucieka przed uderzeniem. Krótki epizod wystarczy Agnieszce Kowalskiej (Matka), by pokazać, jak kurczowo można trzymać się życia. Wreszcie Wrocławski jako szemrany szaman i misjonarz, odpychający, a jednocześnie zagarniający dla siebie całą scenę. Rola w rolę nie do zapomnienia.

Grzegorzek nie byłby sobą, gdyby do piekła ludzi nie wpuścił odrobiny światła. Koniec, jak w "Lwie na ulicy", jest odkupieniem. Raine i jej matka stają przed publicznością, trzymając się za ręce. Ich droga, nieważne czy w wymiarze doczesnym, czy wiecznym, wreszcie się zakończyła. Teraz będzie już tylko wieczny, wspólny dom.

"Habitat"
Judith Thompson, Reż. Mariusz Grzegorzek
Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi
Premiera: 21 kwietnia


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj