Dziennik Gazeta Prawana logo

Przyjazne dusze straszą kochanków

13 października 2007, 15:04
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Nieznany autor, światowa prapremiera, duchy, które z miłości nie poszły do nieba, bo święty Piotr z roleksem na przegubie nie lubi ateistów - taki miks mógł skończyć się jak farsy Raya Cooneya, które dotąd grywał Wrocławski Teatr Komedia, ale "Przyjazne dusze" są na wyższym poziomie.

Sztuka Pam Valentine nie jest arcydziełem komediodramatu, ale udanie przełamuje konwencję teatralnego rechotu, do którego przyzwyczaili nas pobratymcy Cooneya. "Przyjazne dusze" mają w sobie lekkość stylowej komedii. Rzeczywistość przeplata się tu z nierzeczywistością w sposób baśniowy, a zarazem subtelny i - to rzadkość we współczesnym teatrze - po prostu elegancki.

Jack (Wojciech Dąbrowski) i Suzie (Katarzyna Skoniecka) utonęli we włoskim jeziorze, kiedy Jack próbował schłodzić za burtą łodzi butelkę chianti. Był popularnym autorem kryminałów, Suzie jego śliczną żoną. "Gdybyś mnie nie ratowała, utonąłbym sam" - to zdanie pisarza lapidarnie puentuje wzajemną relację kochanków. Po prostu mieli pecha.

Ich największym pragnieniem w życiu po życiu jest choćby chwilowa materializacja. Wiedzą, co stracili. Miłość, o której opowiadają, jest urocza, ale brak jej zapachów, kształtów, seksu. Do nieba nie trafili, gdyż Jack, zdecydowany ateista, nie poszedł na ugodę ze świętym Piotrem.

Karuzela rusza, gdy dom, w którym wiedli leniwe dysputy o przeszłości i straszyli lokatorów, wynajmuje para młodych kochanków. Mary (Aneta Zając) spodziewa się dziecka, Simon (Mikołaj Krawczyk) próbuje zarobić pisaniem kryminałów na życie. Jak niegdyś Jack i Suzie. Duchy próbują przestrzec młodych przed powtórką własnych błędów, przed rozpaczą i hipokryzją. Dwoją się i troją, drą pazurami powietrze, by choć szeptem, szelestem czy wreszcie próbą animowania materii wzbudzić w swoich alter ego miłość czystą. Zabawy przy tym co niemiara, bo wezwany na pomoc Anioł Stróż doprowadza Jacka do furii, a materia i eter stawiają olbrzymi opór.

Spektakl Pawła Okońskiego to coś więcej niż błaha komedia romantyczna. Emilię Krakowską w roli anioła ślącego esemesy pocieszenia łyżką można jeść. Dorota Kamińska jako sexy teściowa wywołała lawinę śmiechu. Wreszcie kiedy w finale Jack roni łzy, prosząc Boga o ratunek dla dziecka Mary, możemy i my - bez drwiny - zadać sobie pytanie: czy i komu możemy pomóc? Może to za łatwa puenta, ale i niebanalna jak na komedię omyłek.



"Przyjazne dusze"
Pam Valentine, Reż. Paweł Okoński
Wrocławski Teatr Komedia


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj