Projekt: Iredyński
Po latach dostajemy szansę, by przypomnieć sobie postać i twórczość Ireneusza Iredyńskiego. Właśnie ukazuje się pierwszy tom jego dzieł zebranych. Naprawdę warto - i to nie tylko dlatego, że ów pisarz miał niegdyś opinię skandalisty.
- Perry Mason literatury?
- Pastisz kryminału Marcina Świetlickiego
- Al Pacino ekranizuje Philipa Rotha
- Autorka "Dzieci z Bullerbyn" od A do Z
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Dzieła zebrane, t.1"
Ireneusz Iredyński, WFW 2009
Ocena: 5/6
Nie umiemy dbać o własne literackie legendy, nie umiemy ich podtrzymywać. Hłasko przetrwał, bo w odpowiednim momencie zdążył wyjechać i – co za tym idzie – nie
rozpuścić się w gównie. Himilsbach przetrwał, bo pojawiał się na ekranie i klimatycznie chrypiał: mało kto wie, że był znakomitym pisarzem, jednym z najlepszych polskich nowelistów po
wojnie. Stachura przetrwał – ale za cenę uznania go współcześnie za kultową efemerydę późnego PRL-u. Wojaczek właściwie nie przetrwał – gdyby nie biograficzny film,
pies z kulawą nogą by o nim nie pamiętał. Tak jak nie pamięta się o Brychcie czy Grochowiaku. Ludowa ojczyzna nie była – mówiąc oględnie – dobrą matką dla tych
nonkorformistów. Ale dopiero dwie dekady wolności zaowocowały szczególnym rodzajem amnezji: pochłonięci budowaniem nowego ładu zapomnieliśmy z widoczną ulgą o tym, co w czasach komunizmu
było mroczne, trudne, nieoczywiste, instalując w to miejsce protezy nostalgii albo kombatanctwa, od biedy zaś wzruszając się i śmiejąc na starych filmach. A legendy po prostu
zaimportowaliśmy, bo tak było łatwiej: dostarczano je w pakiecie, nie wymagały zajrzenia w głąb siebie.






















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!