Każdej kolejnej książce rosyjskiego pisarza towarzyszy przeświadczenie, że to, co widzimy, jest oszustwem. Tak naprawdę istnieje jakiś inny, oddalony świat, do którego zwykły śmiertelnik nie ma dostępu, żyjąc w duchowej niewoli, w rzeczywistości stanowiącej rodzaj koszmarnej iluzji.

W "Małym palcu Buddy" przedrzeć się przez metafizyczną zasłonę mogli tylko pacjenci szpitala psychiatrycznego, w słynnej "Generacji P" historia, teraźniejszość i przyszłość okazywały się dekoracjami sporządzonymi przez agencję reklamową na zlecenie rządu.

Wreszcie w "Świętej księdze wilkołaka" pod powierzchnią znanych nam zdarzeń odbywała się epopeja ponadnaturalnych odwiecznych bytów manipulujących ludźmi i wielką polityką. Można bez trudu założyć, że następna powieść Pielewina przedstawi tę samą figurę w nowym wariancie - to jest jego głęboka obsesja i potrzeba. Oczywiście, taka konstrukcja świata nie stanowi wizytówki konkretnego pisarza, ale rosyjski twórca ma w zanadrzu silny argument: doświadczenie życia w totalitarnym absurdzie, które potrafi przekuć na brawurowe narracje.

Wczesne utwory Pielewina zawarte w tomie "Omon Ra i inne opowieści" powinny jedynie utwierdzić nas w tym przekonaniu. Także tutaj autor odwraca się niespodziewanie, żeby sprawdzić, czy rzeczywistość za jego plecami nadal istnieje. Co ważne - ów obraz postrzegany kątem oka jest często odmienny, dziwny, trudny do ogarnięcia.

Tytułowa mikropowieść "Omon Ra" to zjadliwa satyra na radziecki program kosmiczny i propagandę sukcesu czasów Breżniewa. Nie zdradzając puenty, można powiedzieć, że rozwiązanie historii przypomina nieco zakończenie "Seksmisji".

"Żółta strzała”, rzecz o zmierzającym ku katastrofie pociągu, to liryczna opowieść o rosyjskim społeczeństwie lat 90., zaś "Samotnik i Sześciopalcy" pokazuje możliwości autora jako sarkastycznego antyutopisty.

Łatwość osiągania efektu metafory, operowanie groteską i fantazją przemieszaną z realizmem - wszystko wskazywałoby na to, że Pielewin konsekwentnie korzysta z dorobku rosyjskich humorystów. Ale wczesnym tekstom pisarza bliżej jest do Stanisława Lema niż Michiała Bułhakowa. Tylko pozornie stanowi to zaskoczenie: Lem był autorem dużo bardziej popularnym w ZSRR niż w Polsce. Traktowano go tam jak filozofa, nie zaś futurologa zamkniętego w getcie science fiction.

Jako egzemplifikacja tezy o gnostyckim charakterze sowieckiego totalitaryzmu przypomina mi się też opowiadanie innego rosyjskiego autora (fakt, że piszącego po niemiecku), Władimira Kaminera. Wspomina on tam, że gdzieś na południoworosyjskich stepach zbudowano od podstaw miasto dekorację, które - w zależności od zapotrzebowania i pory roku - pełniło rolę jednej z zachodnich stolic. W pośpiechu spędzano statystów i wznoszono makiety budowli znanych z pocztówek, np. Wieży Eiffela, a wszystko w tym celu, by zasłużeni robotnicy mogli udać się na wycieczkę zagraniczną, nie opuszczając troskliwej ojczyzny.

To podobno historia prawdziwa. Czy Pielewin, twórca wyczulony na absurd, mógłby w ogóle pisać o czymś innym?

"Omon Ra i inne opowieści"
Wiktor Pielewin, przeł. Ewa Rojewska-Olejarczuk, W.A.B. 2007