Jeszcze 10 lat temu kanadyjski dziennikarz Malcolm Gladwell był niezbyt znanym freelancerem piszącym o biznesie i nauce do różnych amerykańskich gazet. Dziś jest guru - za pojedynczy wykład inkasuje 40 tysięcy dolarów, terminami, które ukuł, przerzucają się specjaliści od marketingu i zarządzania, jego książki sprzedano w łącznym nakładzie paru milionów egzemplarzy. Sam Gladwell stał się rozchwytywanym ulubieńcem korporacji. Biją się o niego Google, Microsoft, Coca-Cola, Hewlett-Packard i inne giganty współczesnej gospodarki.

Metoda pisarska Gladwella jest tyleż prosta, co błyskotliwa - chodzi o to, by uprościć naukowe teorie do paru słów kluczy i dobrać odpowiedni, efektowny zestaw przykładów z możliwie różnorodnych dziedzin. Tekst sprawia w ten sposób wrażenie uniwersalnego, trudnego do podważenia. Trzeba przyznać Kanadyjczykowi, że posiada rzadki dar poruszania tematów gorących i bliskich każdemu człowiekowi - interesują go wszelkiego rodzaju iluzje, a przecież nic nas tak nie porusza, jak sensacyjna wiedza o tym, że świat jest inny, niż nam się zdawało. W pierwszej książce "Punkt przełomowy" poddał reporterskiej analizie zjawisko społecznych epidemii, błyskawicznego rozprzestrzeniania się pewnych mód i wzorców zachowań. Do historii literatury popularnonaukowej przejdzie z pewnością zamieszczony tam esej o "Ulicy Sezamkowej" jako przykładzie na zaraźliwą "przyczepność" przekazu telewizyjnego.

W "Błysku" interesuje go natomiast zjawisko przedświadomej intuicji jako mechanizmu trafnego podejmowania decyzji. Teza jest prosta: racjonalna analiza często prowadzi nas na manowce, często też ulegamy mechanizmowi samooszukiwania się w kwestii rzeczywistych motywów działań. To, co nazywamy zdrowym rozsądkiem, bywa zbiorem mylnych stereotypów. Tymczasem dysponujemy wspaniałym instrumentem błyskawicznej, spontanicznej oceny sytuacji - jest nim nasz umysł.

Rzecz w tym jednak, że Gladwell sprzedaje produkt nie całkiem świeży, choć umie go elegancko i błyskotliwie opakować. Teorie związane z epidemiologią społeczną i momentami progowymi w masowych zachowaniach funkcjonują w ekonomii i socjologii od wczesnych lat 70., analiza konwersacyjna to czasy jeszcze o dekadę wcześniejsze, badania nieświadomości związane z modularną teorią umysłu i psychologią ewolucyjną rozwijają się z powodzeniem od blisko 20 lat. W dodatku większość tych wyjaśnień funkcjonuje wbrew potocznej wiedzy, czyli niczym się w gruncie nie różni od specjałów przyrządzonych przez Kanadyjczyka.

"On próbuje przekonać ludzi, że to nie naukowcy robią mnóstwo ciekawych rzeczy, ale że Malcolm Gladwell wpadł na parę fajnych pomysłów" - pisał Thomas Schelling, noblista, jeden z prekursorów badań nad "punktami przełomowymi". Krótko mówiąc, sukces Gladwella należy rozpatrywać raczej w kategoriach fenomenu masowej kultury, podobnego do tych, które sam przedstawił w swojej książce - książek, programów telewizyjnych, butów do skateboardingu. To naprawdę dobrze zaprojektowany produkt, tłusto podlany amerykańskim optymizmem.

"Gladwellomania" dowodzi ponadto, że wielcy tego świata chwytają się nauki jak pijany latarni - wtedy, kiedy się nawinie. Za niezwykle użyteczną korporacje uznały wiedzę, która istniała w obiegu akademickim od 30 lat. Dopiero, gdy podano ją na talerzu, w formie uproszczonej i przetrawionej, zyskała uznanie i poklask.

Inne pytanie dotyczy sensowności praktycznego stosowania odkryć, o których pisze Gladwell. Triumf "Punktu przełomowego" i "Błysku" dlatego był tak spektakularny, że przekłada się na bezpośrednie życiowe rozwiązania. Niestety, sprowadzają się one w dużej mierze do zwiększenia efektywności sprzedaży produktów i usług, a więc do skuteczniejszej manipulacji klientem. Oczywiście, nie warto wylewać krokodylich łez nad utraconą niewinnością nauki, choć nie umieram też ze szczęścia z tej przyczyny, że ktoś wnikliwie rozpracował moją mimikę podczas sobotniej wizyty w supermarkecie.

Jeszcze bardziej kuriozalne wydają się konsekwencje opisywanych przez Gladwella badań nad stylami małżeńskiej konwersacji, na podstawie których można z blisko stuprocentową pewnością orzec, czy dane małżeństwo rozpadnie się w ciągu najbliższych paru lat. Po co nam tego rodzaju wiedza? Człowiek to nie robot. Ma nad maszyną i zwierzęciem tę przewagę, że potrafi gromadzić doświadczenie, budować narracje o własnym życiu, zmieniać się i dostosowywać, a poczucie sensu życia jest kształtowane na równi przez radość i ból, zwycięstwa i porażki.

Trafność bądź nietrafność naukowych przewidywań nie ma tu nic do rzeczy. Chyba że chodzi o sytuację, gdy próbuje się ludziom sprzedać poczucie permanentnego szczęścia. W świecie, w którym nauka dostarcza ludziom poznawczej pewności i zadowolenia, nie ma już miejsca na sztukę, religię, empatię. Można powiedzieć nawet więcej - to pewna forma totalitaryzmu, nie pozostawia bowiem możliwości wyboru, a przecież "każdy ma prawo wybrać źle".

"Błysk! Potęga przeczucia"
Malcolm Gladwell, przeł. Anna Skucińska
Znak 2007