Złowieszczy gotyk
Dla wszystkich, którzy czeską literaturę kojarzą tylko z Hrabalem lub Kunderą, książka Miloša Urbana będzie zaskoczeniem. Miłym, choć "Cień katedry" to z założenia pisarstwo rozrywkowe.
- Skármeta: Proszę nikomu o tym nie mówić
- Grób kołyską
- Kiran Desai - nowa gwiazda literatury
- Bractwo winnego grona
- Z dala od plaży
- Ostatnie dzieło mistrza
- Karierowicz kontra potwór
- Karpowicz znokautowany
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 8°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Urban jest już w Polsce autorem znanym. Rok temu ukazała się "Klątwa siedmiu kościołów", thriller, w którym historia mieszała się z rzeczywistością w wielkim powieściowym kotle zalanym sporą ilością krwi. Żadne z opisywanych przez autora okrucieństw nie było jednak czczą zabawą w perwersje. Podobnie dzieje się w "Cieniu katedry". To jednocześnie opowieść o tajemniczych mordach, skomplikowanym śledztwie, religijnym fanatyzmie i (może przede wszystkim) hradczańskiej katedrze świętego Wita, w której dzieje się większa część akcji. Badający budynek pasjonat Roman Rops zostaje wplątany w sprawę śmierci proboszcza. Zdawałoby się, że jest tylko przypadkowym znalazcą ręki bestialsko zamordowanego księdza. Im głębiej jednak drąży zagadkę, tym więcej dowiaduje się o roli, jaką ktoś mu w tajemniczej sprawie przypisał. Zagadkę pomaga mu rozwikłać ponętna pani komisarz Klára Brochová.
"Cień katedry" pozostałby zapewne jedynie zręcznie napisanym thrillerem, gdyby nie fakt, że autor objawia tu głęboką miłość do Pragi, historii, gotyku, sztuki w ogóle. Owo pozbawione głupawej naiwności uczucie podszyte jest sporą wiedzą, którą Urban zręcznie wykorzystuje w powieści, nawet na chwilę nie ulegając pokusie pustych pseudoliterackich popisów. W tej mrożącej krew w żyłach powieści znalazło się miejsce na arcyciekawy wykład o prerafaelitach. Został on zręcznie wpleciony w historię bohatera i stanowi - obok tytułowej katedry - pretekst do opowieści o fatalnej fascynacji kobietą i dziełami sztuki. Być może niektórzy doszukają się tu kiczu lub przesadnego artyzmu. Ale Urbanowi można najwyżej zarzucić archaiczność - a ta dobrze pasuje do thrillera rozgrywającego się w gotyckiej scenerii.
Tej książki nie da się czytać jako lekkiej wakacyjnej opowiastki. Zupełnie nieobeznanemu w historii sztuki czytelnikowi przebrnięcie przez "Cień katedry" może przysporzyć kłopotów. Urban udowadnia, że nawet będąc autorem popularnych powieści, nie trzeba się dziś wcale podlizywać odbiorcy. Jego powieść stanowi również dowód na to, że nie wszystkie książki, w których pojawiają się historia, sztuka i zagadki związane z Kościołem muszą wyglądać tak, jakby wyszły spod matrycy "Kodu Leonarda Da Vinci".

















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!