„Pewnego dnia Czuang Czou śniło się, że jest motylem. (…) Nagle zbudził się i był rzeczywistym Czuang Czou. I teraz nie wiadomo, czy motyl był snem Czuang Czou, czy też Czuang Czou był snem motyla” – mówi motto pańskiej powieści zaczerpnięte z twórczości starożytnego chińskiego mistrza taoizmu Czuang-tsy.

Sam Savage: Chciałem, aby ten cytat postawił wprowadzające do powieści pytanie: Czy książka to opowieść o szczurze Firminie, który marzy o tym, że jest człowiekiem? Czy może to rzecz o człowieku, który wyobraża sobie, że jest szczurem? Czy istnieje jakiś powód, dla którego nie miałoby być i tak, i tak? I – w końcu – czy kiedykolwiek dowiemy się, o którą opowieść chodzi?

Tak czy inaczej pana bohater, szczur Firmin, żyje wyłącznie złudzeniem rzeczywistości.

To jest właśnie kwestia, którą chciałem podkreślić, posługując się cytatem o motylu. Jeśli „Firmin” to książka o człowieku wyobrażającym sobie, że jest szczurem, to kto jest tym człowiekiem? Zapewne pamięta pan, jak w powieści samotny pisarz Jerry Magoon zwierza się właścicielowi księgarni, że pisze książkę, której bohaterem jest szczur. Ale gdy Firmin próbuje znaleźć ślady tej powieści w notatniku Jerry’ego, nie trafia na żaden. Dlaczego tak się stało? Prawdopodobnie dlatego, że powieść Magoona wyznacza granice rzeczywistości, a my, czytelnicy, znajdujemy się w jej wnętrzu.

Skąd w ogóle pomysł, aby szczura, istotę uchodzącą za podłą i nieczystą, uczynić głównym bohaterem powieści?

Szczury żyją pośród ludzi w każdym zakątku świata. Są w pewnym sensie najbardziej pogardzanymi członkami ludzkiej społeczności. Postać szczura jest więc znakomitą metaforą społecznego wykluczenia, bycia idealnym outsiderem.

Czy „Firmina” możemy nazwać powieścią postmodernistyczną?

Gdy mamy do czynienia z taką powieścią, zawsze pojawia się pytanie, co jest w niej prawdziwe, a co tylko zmyślone. Proszę zauważyć, że Firmin, zbliżając się do końca opowieści, właściwie sam nie wie już, co jest prawdą, a co wytworem jego wyobraźni. Nie ma, na przykład, pewności co do imienia swojej matki. Nawet nauki przyrodnicze zajmują się analizą informacji przefiltrowanych i ukształtowanych przez teorie, a owe teorie są przecież w dużej mierze dziełem wyobraźni. W rzeczywistości natomiast nie ma teorii. Dlatego występuje w niej tak wiele prawd zależnych od różnych punktów widzenia. Swoją drogą, nie znaczy to oczywiście, że nie ma czegoś takiego jak prawda. Po prostu prawda nie jest czymś prostym.

Firmin stwierdza nawet, że dotarł do momentu, w którym nie wie, kto jest prawdziwą postacią: prezydent Eisenhower czy Oliver Twist.

Nie uważam, aby konieczne było rozstrzyganie, która z tych perspektyw jest jedynie słuszna. Rzeczywistość ma złożony charakter i istnieje w sposób różnorodny, ożywa pod wpływem rozmaitych punktów widzenia. Co do postaci w rodzaju Eisenhowera czy Olivera Twista, to są zawsze przedmiotem naszych osobistych kreacji. Bezustannie tworzymy ludzi, tworząc ich charaktery, ich biografie, opierając się na najbardziej podstawowych informacjach. W tym sensie każdy z nas jest pisarzem wymyślającym postaci zasiedlające nasze życie.

Oscar Wilde mówił, że sztuka i literatura nie naśladują życia, a jest wręcz odwrotnie. Zdaje się, że pan wychodzi z podobnego – uchodzącego dziś za dość archaiczne – założenia.

Tak. I każdy z nas jest artystą w każdej minucie swojego życia. Dzieje się tak dlatego, że ludzie potrafią odczytywać martwe słowa z kart książek takich jak „Firmin”, biorą te słowa i są w stanie tchnąć życie w nieprawdopodobną postać powieściowego szczura. To nie jest tylko kwestia mojej wyobraźni, ale też wyobraźni czytelnika. Pisanie i czytanie nie różnią się tak bardzo, jak zwykło się myśleć.

Czy „Firmin” to powieść filozoficzna?

Mam doktorat z filozofii i przez krótki czas wykładałem ją na uniwersytecie. Dziś już nie czytuję filozoficznych książek, nie robiłem tego od lat. „Firmin” nie jest rozprawą filozoficzną w ścisłym tego słowa znaczeniu. Ale – jak sądzę – jest książką filozoficzną, skoro, zgodnie z pana sugestią, stawia pytania o relację między rzeczywistością a wyobrażeniem, między prawdą a iluzją. W tym sensie jednak każdy, kto myśli, mógłby uchodzić za filozofa. Z całą pewnością „Firmin” jest za to rozprawą o literaturze. Literatura daje nam bowiem dostęp do innych światów, które na co dzień pozostają przed nami zamknięte. Inaczej niż podczas lektury w realnym życiu rzadko zyskujemy tak bliski dostęp do wewnętrznego życia drugiego człowieka. Czytanie czyni nas bardziej ludzkimi, pozwala nam zrozumieć tak samo świętego, jak sadystę. Czytanie uczyniło bardziej ludzkim Firmina i otworzyło mu drzwi do ludzkiego świata. Czyni to zresztą z każdym z nas.

Pisząc o tym, że Firmin szuka w książkach ucieczki od swojego szczurzego życia, sugeruje pan, że literatura może nieść ratunek i nadzieję.

Teoretycznie sztuka nie może nas ocalić, ale jednak to robi. Czyni nas lepszymi, bo rozwija wyobraźnię i tym samym sprawia, że rośnie zdolność do współodczuwania. Sądzę, że duża część złych rzeczy, jakich doświadczamy w naszym życiu na tym świecie, wynika w mniejszym stopniu z okrucieństwa czy obojętności, a w znacznie większym – z braku wyobraźni. Niestety dziś bardzo niewielu ludzi interesuje się literaturą, szczególnie w USA. Teraz gdy mamy prezydenta, który czyta książki i mówi pełnymi zdaniami, ta sytuacja ma być może szansę nieco się odmienić.