Nie ma jeziora, dworu Sorina, kumkania żab, krzyku mew. Kilka krzeseł, scena Trieplewa, leżaki, sofa. Całą inscenizację charakteryzuje scenograficzny minimalizm – uwagę mamy skupić na galerii Czechowowskich postaci, śledząc ich najmniejsze nawet gesty i rzucone mimochodem słowa.

"Komedia, trzy role żeńskie, sześć męskich (...), dużo rozmów o literaturze, mało akcji, pięć pudów miłości" – tak swój dramat zapowiadał autor. W istocie, osią sztuki są miłosne relacje – kocha tu każdy, i każdy niewłaściwą osobę. Zakompleksiony nauczyciel Miedwiedienko – Maszę. Ta – początkującego pisarza, który hołduje nowym formom w sztuce Trieplewa. Trieplew – marzącą o aktorskiej sławie Ninę, ona – beletrystę Trigorina. Trigorina kocha też aktorka Arkadina, a matka Maszy Polina lekarza Dorna – ten jednak nie chce się zdecydować. Ci nieszczęśliwcy i nadwrażliwcy pewnego lata zostają wrzuceni do jednej klatki – salonu-dworu ziemianina Sorina.

Chociaż spektakl ani na chwilę nie traci rytmu i dynamiki, Glińska bada swoich bohaterów uważnie. Demaskuje ich pustkę, kompleksy i umiejętność, którą dopracowali w sobie do perfekcji – niebrania udziału w życiu. Za nerwowym śmiechem ukrywają wstyd za swoją bierność.


Taka jest aktorka Arkadina Joanny Szczepkowskiej – trochę szpanerka, trochę kabotynka, kiedy twierdzi, że może zagrać nawet piętnastkę. Wyniośle i szerokim gestem podkreśla swoją gwiazdorską pozycję, nie waha się jednak prosić kochanka Triogorina, by nie uciekał do młodziutkiej Niny. Patrycja Soliman jako Masza gra więcej niż w tę rolę wpisano – dumna, wyprostowana jak struna w czarnej, idealnie skrojonej sukni z lekceważeniem, ironicznie się uśmiechając, patrzy na gości dworu. Pod maską obojętności kryje jednak katującą ją samotność, ma nieobecne oczy.

Znakomita jest też Nina Dominiki Kluźniak – zwłaszcza w ostatnim akcie, kiedy przegrana pojawia się we dworze. Nie jest już wtedy niepoprawną marzycielką, tylko kobietą okrutnie doświadczoną przez życie – nie zadebiutowała przecież w Moskwie, Trigorin się nią szybko znudził i straciła dziecko. Jest jak zestrzelona niegdyś przez Trieplewa mewa. Ale śmieje się z tego – to jej broń, sposób, by ogrywać upadek na dno. Zaszła przecież dalej niż Trieplew (Modest Ruciński), bo ten zatrzymał się w buncie, w nowoczesnym pisarstwie nie może zrobić kolejnego kroku, dlatego popełni samobójstwo. Jakby Glińska mówiła: "Popatrzcie, idealnie odgrywają swoje role i tak bardzo są nienaturalni, że nienaturalność stała się ich normalnością, już nie potrafią inaczej". Nawet kiedy grają w loteryjkę, ogarnia ich marazm, nie walczą, nie rywalizują. Są nieobecni.

MEWA | Anton Czechow | Reż. Agnieszka Glińska | Obsada: Joanna Szczepkowska, Patrycja Soliman, Dominika Kluźniak, Modest Ruciński | Premiera: 18 listopada | Teatr Narodowy w Warszawie