To byłby z pewnością krok w dobrym kierunku. Nie ma przecież nic lepszego i bardziej zrozumiałego dla przeciętnego odbiorcy niż fabularny film, który pokazuje
mało dotąd znane fakty historyczne. A nominacja dla wyprodukowanego w Polsce "Katynia" może sprawić, że pojawi się również anglojęzyczna wersja tego filmu. To mogłoby
wpłynąć na zmianę sposobu, w jaki Zachód widzi nie tylko sprawę katyńską, ale także samą II wojnę światową.
W mojej ostatniej książce o II wojnie światowej pisałem naturalnie również o Katyniu. Opis zamordowania przez Sowietów tysięcy polskich żołnierzy zajął mi mniej więcej pół strony,
najwyżej stronę, pojawiły się też odsyłacze do tej sprawy. A w indeksie książki znalazło się 5 - 10 pozycji poświęconych Katyniowi. I co się okazało? Jeden z recenzentów orzekł na tej
podstawie, że Norman Davies ma obsesję na punkcie Katynia. I właśnie ta reakcja recenzenta pokazuje skalę problemu. I przed takim właśnie problemem staje Andrzej Wajda, który chce pokazać
ludziom nieznany fragment polskiej historii.
W pewnych kwestiach dotyczących historii Polski do dziś panuje na Zachodzie straszna ignorancja. Rodzi się więc pytanie, jak przebić się do tych milionów ludzi, którzy nie są wcale wrogami historii Polski, tylko po prostu nic o niej nie wiedzą. Katyń nie pasuje do ich wyobrażenia o II wojnie światowej: że była jedna dobra strona - czyli ci, którzy walczyli przeciw III Rzeszy - i tylko jedna zła strona, czyli hitlerowcy. Fakt, że w tym samym czasie istniała jeszcze jedna straszna tyrania - ZSRR - jest wprawdzie znany, ale niestety bardzo pobieżnie.
Myślę, że tak. Recenzenci w Polsce nie byli zachwyceni tym filmem; mówili, że ten obraz jedynie dokumentuje przeszłość i jest nudny. Ale może właśnie dzięki temu niemal dokumentalnemu
charakterowi "Katyń" w przejrzysty sposób pokazuje, że po inwazji niemieckiej na Polskę wasz kraj zaatakowali również Sowieci. W filmie Wajdy jest scena kręcona na
Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, która - jak tłumaczy reżyser - jasno pokazywała analogię między hitlerowską Sonderaktion a zbrodnią katyńską. To jest bardzo istotna wiadomość dla
przeciętnego człowieka na Zachodzie. Jeśli ktoś słyszał o pakcie Ribbentrop-Mołotow, powinien wiedzieć, że Józef Stalin pozwolił Hitlerowi napaść na Polskę i rozpocząć wojnę.
Oczywiście. Film ma o wiele większe szanse zainteresować kogoś historią niż najlepsza nawet książka. Ma szansę przebić się do powszechnej świadomości i zmienić dotychczasowe
wyobrażenia ludzi o przeszłości. "Katyń" mógłby pokazać światu polską wersję tragedii z 1940 r. Pamiętna "Lista Schindlera" Stevena Spielberga pokazała
zagładę Żydów w Krakowie w taki sposób, że widz musiał odnieść wrażenie, iż życie Polaków toczyło się jakby obok Holocaustu, a wojna zupełnie ich nie dotyczyła. Podobnie jest z
"Pianistą" Romana Polańskiego, wybitnym filmem, który jednak pokazał powstanie w getcie w taki sposób, jakby właśnie wtedy i dopiero wtedy doszło do zniszczenia Warszawy.
Jakkolwiek wspaniały - budował fałszywy obraz tego, czym naprawdę było Powstanie Warszawskie. Aż do dziś Polacy nie mieli wielkiego filmu, który odzwierciedlałby ich widzenie historii,
pokazywałby przeszłość z ich perspektywy. "Katyń" pokazany światu mógłby to wreszcie zmienić
Żyjemy w czasach demistyfikacji historii. Coraz częściej mówi się o wydarzeniach, które były albo skrzętnie ukrywane, albo w ogóle zapomniane. I choć wiele osób zna prawdę o zbrodni
katyńskiej i ocenia ją jednoznacznie jako zbrodnię sowiecką, to jednak dopiero pokazanie takiego filmu szerszej publiczności może mieć rzeczywisty efekt. Jeżeli film dostałby Oscara, to
byłoby to szczególnie korzystne dla Amerykanów, którzy słabo znają historię Europy, i może dzięki "Katyniowi"mogliby poznać kolejny jej fragment. Film Wajdy może im
uświadomić, że relacje polsko-rosyjskie mają długą historię i że ta historia jest bardzo zawikłana. Może im także uświadomić, że Sowieci to nie tylko, ci którzy wyzwalali Europę z
rąk nazistów, ale również ci, którzy na początku walczyli po tej samej stronie co Niemcy. Ja sam filmu jeszcze nie widziałem, bo "Katyń" nie trafił na razie do francuskich
kin. Mam nadzieję, że po tym, jak został nominowany do Oscara, będzie go można w końcu u nas zobaczyć.
Amerykańscy filmowcy wykonali ogromną pracę w dziedzinie uświadamiania historycznego. To oni zobligowali Niemców, aby wzięli odpowiedzialność za swoje zbrodnie. Jednym z najbardziej znanych
reżyserów podejmujących tematy wojenne był Frank Capra.Ale kwestia informowania o historii jest nadal bardzo aktualna. Wciąż jest przecież wiele wydarzeń historycznych, o których w ogóle
się nie mówi. Problem ze zbrodnią katyńską polegał na tym, że od czasów II wojny na świecie bardzo długo uznawano, że całkowitą winę za nią ponoszą Niemcy.
Rosja nie chciała się przyznać do tej zbrodni i powiedzieć otwarcie, że to Sowieci zamordowali tysiące polskich oficerów na początku II wojny światowej. Podobnie wiele zbrodni popełnionych w gułagach nadal pozostaje przemilczanych. Dlatego trzeba o tym mówić. I bardzo dobrze, że powstają filmy, które poruszają te niewygodne tematy, i że są one doceniane na forum międzynarodowym. Tak jak "Katyń" Wajdy, który nie jest na dodatek doskonałym dziełem pod względem artystycznym. Bo przecież amerykańska Akademia Filmowa nie przyznaje Oscarów ani nie nominuje do tej nagrody jedynie za temat, ale przede wszystkim za jakość filmu.
Historia często staje się tematem na dobry materiał filmowy. Historia XX wieku nie jest nadal dobrze znana, a w szczególności zbrodnie stalinowskie są przemilczanym obszarem. Zachód nie ma
nawet pojęcia o ich ogromie. Od czasu upadku komunizmu świat zachodni nie wywierał na Rosjan żadnej presji, aby odkryła te nieznane karty historii. Po upadku komunizmu nie było apelu ani do
Gorbaczowa, ani do jego następców, żeby otworzyli teczki, powiedzieli, jaka była prawda i wytłumaczyli się ze zbrodni.
Ani Zachód, ani tym bardziej Rosjanie nie byli zainteresowani informowaniem o tych wydarzeniach. We Francji co prawda ukazało się kilka książek na ten temat, ale nie przedarły się one do szerszej świadomości. Filmy mają ogromną siłę rażenia. Wystarczy przyjrzeć się serii filmów o Holocauście, jakie powstały w USA, by zrozumieć, co może zrobić dla popularyzacji historii kino. Dzięki "Liście Schindlera" wielu Amerykanów mogło poznać bolesne fragmenty II wojny światowej. Podobnie "Pianista" dał ludziom wiele do myślenia.
Jest jeszcze inny aspekt tej sprawy - Europejczycy co prawda wiedzą, że Polska została zaatakowana przez Niemców i że tak zaczęła się II wojna światowa, ale niewiele osób wie, że Związek Radziecki w tym samym czasie też wkroczył do Polski, z drugiej strony. Takie filmy jak "Katyń" mogą przypomnieć, że historia nie była tak czarno-biała i Rosjanie, choć kończyli wojnę jako alianci, zaczynali od dzielenia się Polską z Niemcami.