Dziennik Gazeta Prawana logo

To ona uwodziła Witkacego, Rollanda i Boya

29 marca 2010, 14:41
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
To ona uwodziła Witkacego, Rollanda i Boya
Inne
Notatki jednej z najbardziej niezwykłych kobiet przedwojennej socjety to pasjonująca kronika epoki. Już od samej listy nazwisk może się zakręcić w głowie. Irena Krzywicka znała bowiem wszystkich (no, może prawie), którzy w międzywojennej literaturze polskiej coś znaczyli.

Brylowała w kawiarniach i salonach, była zapraszana, adorowana, portretowana i opisywana przez gigantów, przy wymienianiu których połowie recenzentów zadrży pióro.

No bo jak spokojnie czytać relacje z pierwszej ręki o legendarnych "rozhulantynach" Witkacego, zakończonych kompromitacją rozbuchanego ego (i libido) zakopiańskiego wizjonera.

Nie on jeden nie mógł się oprzeć urokowi autorki. Młodziutką literatkę podrywali nawet Romain Rolland oraz jego rodak Jules Romains. Jak wiadomo, obaj dostali kosza, bo Krzywicką ustrzelił Boy-Żeleński. Wspomnienia dotyczące autora "Słówek" są pisane innym atramentem. W tych fragmentach Krzywicka potrafi w anegdocie zawrzeć prawdę o postaci. Jedna dykteryjka jest cudownej urody, arcyzabawna, a zarazem adekwatna. Otóż kiedy Boyowi proponowano zwiedzanie, chadzający własnymi drogami pisarz wymigiwał się dowcipem: Do muzeum wszedł Rosjanin. Zobaczywszy mnóstwo obrazów, zrezygnowany powiedział: "Wsiego nie pie...osz", i wyszedł.

Ale nie tylko z facecji składa się ta książka. Krzywicka przemyca obraz ówczesnego życia intelektualnego w stołecznych salonach, środowiska Skamandra, bywalców Ziemiańskiej i Pikadora. Ma przy tym dar błyskotliwej obserwacji.

Weźmy relację z paryskiego koncertu Brassensa. Charakteryzuje go jako niechluja, który "ogromnym czerwonym jęzorem oblizuje co chwila zeschnięte wargi albo trzyma go z lekka wysunięty, psią modą, pomiędzy modą".

Ten niepochlebny opis nie przesłania Krzywickiej wartości poezji francuskiego barda. Nieco inaczej niż pół wieku temu, kiedy powstały, brzmią rozdziały poświęcone działaczom lewicowym. Ale pean na cześć Wery Kostrzewy to w porównaniu z serwilistycznymi tekstami, które wtedy popełniali inni polscy literaci, nic strasznego. Znak czasu, który nie umniejsza wartości tej interesującej memuarystyki.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj