Reklamowana jako "bardzo intensywna" książka Pluszki tak naprawdę ma temperaturę letnią i mało czytelnika obchodzi. Podobno jest to historia współczesnego Casanovy. Gdyby nie ta informacja, nigdy bym się nie domyśliła, że bohater mógłby uchodzić za lowelasa.

Reklama

To zwykły nudziarz, który uprawia uczciwe chodzenie do łóżka. Gdyby jeszcze traktował partnerki jak rasowy uwodziciel: klasyczny one night stand i hasta la vista, niewykluczone, że byłoby to atrakcyjne fabularnie. Ale nie - on się wiąże, a potem mu się nudzi. Proszę państwa, tak ma w życiu każdy! Być może miała to być ilustracja jakiegoś kryzysu. Wiadomo, trwałość relacji międzyludzkich to utopia, tradycyjne wartości są przeżytkiem. Niestety, podręcznik do socjologii bywa bardziej przekonujący niż Pluszka.

Części obyczajowe i tak są w książce najlepsze. Znacznie gorzej z całą resztą. Opowieść sięga bowiem czasów dzieciństwa bohatera (i snuta jest - snuta to najlepsze określenie - nie wiedzieć czemu w drugiej osobie liczby pojedynczej), który w chwili wyboru papieża Jana Pawła II miał dwa lata. W rwanych epizodach poznajemy różne historie z jego życia: a to był u dziadków na wsi, a to w harcerstwie, a to malował ściany w Norwegii...

Przy okazji regularnie tracił azymut bogoojczyźniany, moralny i w ogóle każdy. Tylko co z tego? Nie ma w tym żadnego dramatu, nie ma w tym nic. Książka Pluszki jest poprawna i nużąca, jak stygnące danie z przyzwoitej restauracji. A może po prostu cała ta "Flauta" - cisza przed burzą - nie jest dla mnie? Wolę sztorm.


"Flauta"
Adam Pluszka, Czarne 2007