Poszukiwania najfajniejszego Boga w książce Erica Weinera

| Aktualizacja:

Po nagłym pobycie w szpitalu Eric Weiner – modelowy agnostyk – zaczyna zmagać się z niespodziewanym pytaniem zadanym mu przez jedną z pielęgniarek: „Czy odnalazłeś już swojego Boga?”. Nie mogąc go zapomnieć, w końcu rusza w daleką podróż w poszukiwaniu odpowiedzi. Owocem jego starań jest książka "Poznam sympatycznego Boga", która 18 kwietnia pojawiła się w księgarniach .

wróć do artykułu
  • ~cecyla
    (2012-05-29 04:37)
    voiceinthedesert- życzę powodzenia :). Też jestem chrześcijanka i dlatego chętnie bym wasserskiemu odpisała, że w kościele, ale... No właśnie. Jest tak, jak mówi Weiner. Każdy odnajdzie swojego Boga, jeśli przestanie szukać. A raczej jego religia go odnajdzie. Każdemu poszukującemu życzę wytrwałości i happy-endu.
  • ~wasserski
    (2012-05-01 20:32)
    jaki jest aktualny adres Pana Boga
  • ~voiceinthedesert
    (2012-05-01 15:18)
    Eric Weiner ma rację. Religia to szukanie świętości, czyli piękna i dobra. Innymi słowy, religia to wrodzone dążenie każdej ludzkiej istoty do Jednego Prawdziwego Boga. Im bardziej zło się poteguje, tym większe zainteresowanie "religiami". Która religia zwycięży? Osobiście wiem, że chrześcijaństwo. Ale nawet dziś istnieje jakieś gigantyczne nieporozumienie pomiędzy chrześcijanami, szkodliwy kryzys tożsamości! Zauważyłem to, gdy studiowałem teologię w Catholic University of America. Ja mówiłem językiem Jezusa czyli Ewangelii, a słowa moje padały na grunt martwy. Byłem obcym wśród swoich. To samo, w innych objawach, także i w Polsce. Całe chrześcijaństwo cierpi na to rozdarcie, które podkopuje jedność. Jako teolog, od wielu zajmuję się tymi sprawami, szukając przyczyn. Jest dobry i zły modernizm. Niedobór dobrego modernizmu przyczynia się do zrodzenia się złego. Modernizm wrogi Kościołowi zawsze istniał i się potęgował. Gdy Kościół nie szedł z postępem świata odnośnie tego co dobre, wrogość przeciw niemu wzrastała. Tak niestety jest dziś, ponownie. Tragedią jest, że wzrasta to co złe! Męzczyźni i kobiety Kościoła, choć nie wszyscy, ale wielu, zwalczają się wzajemnie. Tak nie było z Martą i Marią. Pierwsza lubiła posługiwać innym, więc czuła się w swoim żywiole. Druga wolała słuchać Jezusa i wpatrywać się w Niego. Też czuła się w ten sposób szczęśliwa. Żadna nie czuła się "wyzyzkiwana czy umniejszona"! Obie służyły Jezusowi całym sercem i duszą! Bo Boga inaczej kochać nie można! Zaznaczam, służyły zawsze Jezusowi, nawet gdy usługiwały innym! Feminiści pośród Sióstr nie chcą być ani Martą, ani Marią! Chcą stworzyć ich własną Ewangelię nową, nie życia wiecznego, ale życia ziemskiego teraz! Takiej Ewangelii nie będzie, bo innego "objawienia" być nie może. W Ameryce i w ogóle na Zachodzie, kwestia ta przybiera stan krytyczny. Zakonnice, w wielu przypadkach, identyfikują ich światowy postęp z "zasługą chrześcijańską"! Unikają bólu. Na innych, wielokroć biednych mężczyzn jak ja, patrzą z góry. A ja, jako teolog, wiem, że zasługa jest bólem! Innej nie ma i nie będzie w chrześcijaństwie, bo innej być nie może! Bycie Dobrym Samarytaninem, Siostra Teresa z Kalkuty i Maksymilian Kolbe to wiedzieli, jest bólem. Jan Paweł II wiedział o tym doskonale. Walczył niestrudzenie o jedność Kościoła. Wiedział, że z bólu zasługi chrześcijańskiej, z tej świętości, tak Marty jak i Marii, Bóg wyprowadza swoje Miłosierdzie dla świata i wszelakie dobro. Nauczał, że ten ból świętości wpisuje się w Krzyż, który jest jedyną Zasługą! Ale i on odziedziczył pewne postawy zakorzenione w Kościele polskim powojennym, które nie sprzyjają jedności. Raz nawet zauważył, że jego koledzy klerycy chcieli jechać pierwszą klasą w pociągu. Odpowiedział im że nie, "naszą klasą jest jechać z ludem". Wszak chrześcijaństwo nie jest dojrzałe, ale wciąż dojrzewa. Wielki to był Papież, i sam dumny jestem, że piszę o nim pracę doktorską. jest potrzebna w dzisiejszej atmosferze, i ufam, że Pan Bóg pozwoli mi ją dokończyć.

Może zainteresować Cię też: