Jaki byłby efekt spotkania Italo Calvino, Karla Krausa, Bertolda Brechta, Paula Valery’ego, Henri Michaux i Roberto Juarozza? Kakofonia słów, filozoficzne konflikty, a może mistrzowskie zderzenie literackich cywilizacji?

Reklama

Tym ostatnim są właśnie "Panowie z dzielnicy" Tavaresa, jednego z najwyżej cenionych portugalskich twórców średniego pokolenia. W jego powieści obserwujemy świat oczami sześciu bohaterów wzorowanych na wspomnianych mistrzach. Opisując tę artystyczną menażerię, Tavares nie tylko serwuje smakowite, erudycyjne minipowiastki, ale też rozśmiesza do łez. Czytając jego powieść, czujemy się jak klienci wesołego miasteczka, którzy zamiast tunelu strachu otrzymali tunel śmiechu z wielkim intelektualnym bonusem. Bardzo krzepiąca rozrywka.

Polski wydawca opatrzył książkę Tavaresa znakomitą okładką. Między dwoma kciukami, z których jeden kieruje się w górę, drugi zaś w przeciwnym kierunku, rozpięta jest lina. Na niej balansuje mały człowieczek. To właśnie o tym traktują "Panowie z dzielnicy", o konieczności odnalezienia równowagi między tym, co w nas śmieszne i tym, co doniosłe. Szukając jej, musimy z autorem balansować na granicy absurdu. To stąd najbliżej do prawdy o nas i o świecie.


"Panowie z dzielnicy"
Goncalo M. Tavares
rys. Rachel Caiano
przeł. Michał Lipszyc
Świat Książki 2007