Krzysztof Kolberger był aktorem, który słynął ze swoich ról teatralnych i filmowych. Zagrał ich kilkadziesiąt w spektaklach teatralnych oraz ponad 70 filmach i serialach telewizyjnych.
Uchodził za aktora od ról romantycznych
Pochodził z Gdańska. Urodził się 13 sierpnia 1950 roku. Po maturze pojechał na egzaminy do warszawskiej PWST. Nie znalazł się jednak na liście studentów, bo komisja uznała, że ma martwy wzrok i zeza.
Został wpisany na listę dopiero po tym, jak przyniósł zaświadczenie od lekarza o okularach. Jego profesorami byli Adam Hanuszkiewicz i Ignacy Gogolewski.
W 1973 roku dostał angaż w Teatrze Narodowym. Grał w spektaklach inscenizowanych przez Hanuszkiewicza i mierzył się przede wszystkim z polską klasyką. To wtedy przylgnął do niego wizerunek bohatera romantycznego, później potwierdzony w filmie.
Gdzie grał Krzysztof Kolberger?
Jego debiutem na szklanym ekranie była rola Józka w dramacie telewizyjnym Ewy Kruk "Koniec babiego lata". Krzysztof Kolberger zapisał się w pamięci widzów rolami w takich filmach jak:
- "Dziewczęta z Nowolipek"
- "Rajska jabłoń"
- "Klątwa Doliny Węży"
- "Ostatni prom"
- "Dwa księżyce".
Aktor nie tylko grał na scenie i w filmie, ale też miał na koncie role w filmach dubbingowanych, słuchowiskach i audycjach poetyckich. Czarował widzów głosem. Prywatnie związany był do lat 80. z Anną Romantowską. Owocem ich związku była córka Julia. To ona potwierdziła w 2021 roku w jednym z wywiadów, że jej ojciec był też gejem.
Pełen optymizmu cytat Krzysztofa Kolbergera
Przez wiele lat aktor zmagał się z poważną chorobą. Miał raka nerki. Przeszedł dwie operacje, które w istotny sposób zmieniły jego podejście do życia i do wykonywanego zawodu. W jednym z wywiadów wypowiedział słowa, które w kontekście jego choroby i śmierci, która nastąpiła 7 stycznia 2011 roku, stają się bardzo symboliczne.
To właśnie te słowa wybraliśmy na dzisiejszy cytat dnia. Krzysztof Kolberger powiedział: "Żyję, mając świadomość, że odejście może być szybsze, niż pewnie bym chciał, ale nie myślę o tym w każdej chwili, bo bym zwariował, i nie wolno o tym myśleć. Trzeba żyć pełnią życia, na ile to możliwe!".
Te słowa, choć mówią o śmierci i przemijaniu, niosą w sobie również wiele optymizmu i wsparcia. I dla tych, którzy zmagają się z chorobami, i dla tych, którzy nadmiernie się zamartwiają. Aktor zachęca do tego, by jak mawiał ksiądz Jan Kaczkowski "żyć na pełnej petardzie".