Dziennik.pl logo

Grass przy obieraniu cebuli

25 października 2007, 10:06
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Grass przy obieraniu cebuli
Inne
Kontrowersje wokół "Przy obieraniu cebuli" Güntera Grassa nie powinny przysłaniać faktu, że to piękna opowieść o tym, jak obca i daleka potrafi być nasza własna biografia.
Mocno upraszczając sprawę, można powiedzieć, że w ciągu ośmiu czy dziewięciu lat wszystkie komórki naszego ciała obumierają i ulegają wymianie na nowe. Znaczy to tyle, że ja dzisiejszy i ja z 1998 roku jesteśmy materialnie dwiema różnymi osobami przygotowanymi według tej samej receptury. Człowiek jako istota wyrwana ze świata zwierzęcej beztroski, z wiecznego teraz, musi sobie z rzeczonym faktem poradzić. Oczywiście jest to trochę mniejszy problem niż nieuniknione wyzwanie śmierci, niemniej nasze umysły poświęcają sporo czasu na konstruowanie spójnych autobiografii - a czynią powyższe za pomocą osobistych narracji. Mamy tu do czynienia z zupełnie innym sposobem poznania świata i siebie, niż racjonalne badanie związków przyczyny i skutku.

W gruncie rzeczy chodzi o to, by utrzymać się w koleinach zrozumiałego losu, nie dopuszczać myśli, że ludzka egzystencja potrafi być nie tylko nieliniowa, ale i nonsensowna. Prawdę o tych powierzchownych zabiegach narracyjnych obnażają choroby psychiczne, kiedy wygładzony, koherentny świat ulega rozpadowi - natomiast przeciętny człowiek w trakcie swojej ziemskiej bytności zmienia autobiografię jak wąż skórę, dopasowując ją do stosownych okoliczności. Potocznie nazywa się to "umiejętnością dojrzałego spojrzenia" na życie. W istocie rzecz sprowadza się do nieświadomej taktyki zagłuszania poczucia obcości wobec naszych wcześniejszych wcieleń w obrębie historii tej samej osoby. Naszej historii. Mojej historii.

Pisarz pracuje z pamięcią. Jeśli jednak pamięć bierze udział w spisku, trudno mieć do niej zaufanie. Günter Grass doskonale o tym wie. Dlatego pisząc "Przy obieraniu cebuli" próbę autobiografii, uczynił z siebie samego postać literacką, bohatera zwodniczego Bildunsgroman. Co istotne, gdzieś między dzieciństwem a dorosłością autora "Blaszanego bębenka" zdarzyła się apokalipsa, która zmiotła z powierzchni Ziemi całe narody, miliony ludzi wyrwała z korzeniami z ich przewidywalnego losu, zmieniła pejzaż i smak powietrza, zburzyła miasta, przesunęła granice, nie tylko państwowe - również granice tego, co wyobrażalne w kwestii krzywdy i bólu.

Książka Grassa jest przesycona niepewnością. Metafora cebuli, która przy obieraniu wciąż odsłania kolejne warstwy, dostarcza nowych interpretacji, pozwala pisarzowi traktować swoje życie jak labirynt, w którym porusza się trochę po omacku. Towarzyszy mu przy tym szczególny autoironiczny smutek przywołujący nieoczekiwanie twórczość Hrabala z jego pełną akceptacją dla ludzkich i własnych błędów - nie ma tu miejsca na walkę dobra ze złem, bo to wartości absolutne, a pamięć porusza się w przestrzeni do absurdu względnej.

Rzecz jasna, przy okazji quasi-autobiografii twórcy "Psich lat" rozpętała się dyskusja o odpowiedzialności - powszechne wzburzenie wywołała informacja, że Grass był żołnierzem Waffen SS i przez lata to ukrywał. Zapewne nawet "Przy obieraniu cebuli", kartkowane pospiesznie, by dotrzeć do właściwych samokrytycznych fragmentów, całej sprawy nie rozstrzyga. Warto jednak zauważyć, że czytanie tej książki z perspektywy paru akapitów jest pozbawione sensu. Naprawdę nie chcę wnikać w to, czy rojenia 16-latka w krótkich spodenkach o tym, że zrobi karierę na łodzi podwodnej, są moralnie naganne.

Podobnie nie budzi mojego niezdrowego podniecenia fakt, że o rok starszemu chłopcu wręczono kartę powołania i wcielono go do armii, gdzie zresztą zajmował się głównie spektakularnymi ucieczkami - w czasie wojny takie rzeczy się zdarzają i zawsze wypada zadać sobie pytanie "A co ty byś zrobił na jego miejscu?". "Przy obieraniu cebuli" jest przede wszystkim pięknym traktatem o ludzkiej pamięci, o zimnej obcości własnej biografii, o tym, w jaki sposób konstruujemy samych siebie ze ścinków, fragmentów, odpadków, których nie chciał użyć nikt inny, wreszcie - ze słów. A może nawet głównie ze słów. "Nigdy nie wiesz, jaka będzie twoja przeszłość" - napisał kiedyś w wierszu mój ojciec. Podejrzewam, że miał rację.

Przy obieraniu cebuli
Günter Grass, przeł. Sławomir Błaut, Polnord-Oskar 2007
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Piotr Kofta
Piotr Kofta

Pisarz, krytyk literacki, publicysta

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj