Dziennik.pl logo

W Nowym Jorku najtrudniej jest być nikim [RECENZJA]

5 grudnia 2021, 14:59
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Times Square, Nowy Jork
<p>Times Square, Nowy Jork</p>/ShutterStock
W "Pracy i innych grzechach" poznajemy nieco innego Charliego LeDuffa – młodszego i mniej wkurzonego, jak również, by tak rzec, nieuleczalnego nostalgika.

Nowy Jork jest miastem fantazmatycznym - przypuszczalnie w tej kwestii tylko Paryż może z nim konkurować. O co chodzi? Niewielu z nas było w Nowym Jorku - ja nie, lecz w istocie byliśmy w nim wszyscy po wielokroć dzięki filmom, serialom, powieściom, relacjom telewizyjnym. Kiedy po atakach terrorystycznych - na żywo, ale też na ekranach milionów telewizorów - padały wieże WTC, można było w tragicznych okolicznościach poczuć ten paradoks; katastrofa miała miejsce w dalekiej metropolii, niemniej było też trochę tak, jakby wydarzyła się parę przecznic od naszych bloków czy kamienic.

Ikoniczna nadreprezentacja Nowego Jorku w kulturze popularnej spowodowała, że Wielkie Jabłko stało się czymś w rodzaju „default city” - domyślnego miasta - masowej wyobraźni. A masowa wyobraźnia jest siedliskiem mitów i stereotypów. Czy też inaczej: nowojorską mitologię tworzą klasy uprzywilejowane, stąd roi się ona od neurotycznych intelektualistów, ekscentrycznych artystów, rozrzutnych milionerów i polityków robiących szemrane interesy z mafią.

Oczywiście - Nowy Jork to gigantyczny organizm miejski, jest tam miejsce także dla postaci z mitologii; mogą być nawet całkiem żywotne, jak choćby Fran Lebowitz, bohaterka serialu dokumentalnego „Udawaj, że to miasto” (2021) Martina Scorsese, dawna współpracowniczka Andy’ego Warhola, pisarka, publicystka, ostentacyjna palaczka i sarkastyczna komentatorka owego niedużego światka nowojorskiej socjety.

Dostaliśmy w tym roku również zbiór felietonów Lebowitz („Nie w humorze”, przeł. Łukasz Witczak, Znak Literanova), pisanych przeważnie w latach 70. i 80. zeszłego wieku. Fran Lebowitz w oparach tytoniowego dymu z dokumentu Scorsesego i Fran Lebowitz - zgryźliwa i zrzędliwa felietonistka z „Nie w humorze” - to wciąż ta sama osoba (czy raczej „osobowość sceniczna”, bo sarkazm to solidny parawan, zza którego nie sposób dostrzec człowieka z krwi i kości): ogromnie zabawna, lecz roztaczająca wokół siebie aurę nierzeczywistości. Życie - myślą czytelnik i widz - nie może się składać wyłącznie z sennego polegiwania w piernatach, odpalania jednej fajki od drugiej, uporczywego unikania pracy, chodzenia na wernisaże sztuki awangardowej i proszone kolacje, spotykania się ze znajomymi z wyższych sfer, udzielania fałszywie szczerych (a w istocie kpiących) porad oraz narzekania na to, że wszystko schodzi na psy. To znaczy: może, rzecz jasna, ale takie życie przypada w udziale wybrańcom, którzy - co wcale niewykluczone - nie zdają sobie sprawy z własnego uprzywilejowania.

CZYTAJ WIECEJ W ELEKTRONICZNYM WYDANIU MAGAZYNU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Piotr Kofta
Piotr Kofta

Pisarz, krytyk literacki, publicysta

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj