Mia Couto
Reklama
Taras z uroczynem
wydawnictwo Świat Książki
24.90 PLN
Ocena: 4

_____________________________________________________________________________

Zdawałoby się, że stare poczciwe powieści detektywistyczne z przełomu XIX i XX wieku, mogą dziś być jedynie stylowym ozdobnikiem półek zarezerwowanych dla literackiej klasyki. Książki Arthura Conan Doyle'a, Dorothy Sayers czy Agathy Christie od krwawych kryminałów noir, powieści Henninga Mankella czy Stiega Larssona dzielą już lata świetlne. Czy Kurt Wallander, późny wnuk Herkulesa Poirota, miałby swojemu przodkowi wiele do powiedzenia? O nić porozumienia mogłoby być trudno.

A jednak sztacowne klasyki powieści detektywistycznej wciąż mają szansę stać się źródłem literackiej inspiracji. Dowodzi tego wydany właśnie „Taras z uroczynem” Mii Couto. Trudno nie przypomnieć sobie „Dziesięciu małych Murzynków” czy „Morderstwa w Orient Ekspressie”, kiedy bierze się do ręki powieść Mozambijczyka, uważanego za jednego z najwybitniejszych pisarzy języka portugalskiego. Przyjrzyjmy się bowiem szkieletowi „Tarasu...”: jest nieboszczyk, zamknięta przestrzeń, w której dokonuje się zbrodnia, grono podejrzanych, z których każdy ma swoje powody, by dopuścić się mordu i – obowiązkowo – przychodzący z zewnątrz detektyw, próbujący rozwikłać arcytrudną zagadkę. Ten schemat znamy wszak od podszewki. Ale bez obaw, autor nie zamierza zapewniać czytelnikowi powtórki z mocno przestarzałej rozrywki. Zamiast tego zabiera czytelnika w świat, w którym staroafrykańskie wierzenia i bajania starców łączą się z bolesnymi wspomnieniami kolonializmu i trwających wciąż podziałów.

Intrygującym jest już fakt, że inspektorem prowadzącym śledztwo w sprawie morderstwa jest... nieboszczyk. W rolę Sherlocka Holmesa z Mozambiku wciela się Ermelindo Mucanga, za życia cieśla pracujący przy renowacji portugalskiej fortecy, zmarły w przeddzień odzyskania przez państwo niepodległości. Nie doczekał się godnego pochówku, zgodnego z obowiązującym rytuałem. By jego dusza mogła zaznać spokoju, musi nawiedzić ciało innego człowieka. Wybór pada na policjanta, próbującego dociec, kto zabił wysoko postawioną figurę. Teraz śledztwo musi prowadzić Ermelindo. Jak jednak dociec prawdy, gdy do morderstwa przyznają się wszyscy, a przesłuchiwani to w gruncie rzeczy martwi za życia?

Nie ma sensu obstawiać potencjalnego mordercy już od pierwszych stron powieści. Znalezienie zabójcy w gruncie rzeczy nie jest celem, jaki przed czytelnikiem lub swoim bohaterem stawia Mia Couto. Przywrócony do życia Ermelindo winnego szuka wśród pensjonariuszy przytułku dla starców. A ci żyją wspomnieniami kolonializmu, rasowymi uprzedzeniami, wierzeniami odziedziczonymi po przodkach. Przesłuchania zamieniają się w nieustające gawędy, opowieści coraz bardziej niezwykłe, odbiegające od sedna, zapuszczające się w nieprzewidziane rejony. Tak oto w poetyce bliskiej magicznemu realizmowi krok po krok Couto osłania nam obraz niepodległego Mozambiku: pełnego niezagojonych ran i zadawnionych urazów, tworu będącego zlepkiem kultur, ras i języków. Tu wciąż snują się zbłąkane dusze szukające ukojenia.