Dziennik Gazeta Prawana logo

Gwiazdy tańczą we krwi

2 czerwca 2008, 12:44
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
W efektownym, lecz pustym jak mydlana bańka "Hamlecie" Moniki Pęcikiewicz nie ma studium władzy, samotności ni szaleństwa. Są za to nagość, mobilne ekrany, barwne plamy światła i hektolitr krwi efektowej. Fani nowego teatru mogą piszczeć z zachwytu. Fani Szekspira pogryzą palce - do prawdziwej krwi.

Pocięta ekranami na słowotoki i kalejdoskop kadrów interpretacja Pęcikiewicz przypomina filtr nakładany na ekran czarno-białego telewizora w czasach Gomułki. Niebiesko zabarwione u góry pleksi miało imitować niebo, zielony pas na dole barwy ziemi. Podczas wyświetlania westernu było super, ale już Marilyn Monroe z niebieskimi włosami i zielonym biustem wglądała kosmicznie.

Hamleta nie streszczam. Nie wypada. I tak z oryginałem inscenizacja Pęcikiewicz ma związek luźny. Narracja zawiązuje się w manierze pornosów: ważna jest fizjologia, nie lista dialogowa. Coś podobnego zdarzyło się na scenie wrocławskiego Teatru Polskiego. Aktorzy odtwarzają kwestie, jakby nie rozumieli Szekspira. Jakby ćwiczyli czytanie: gadają z taśmy, z offu, dukają, recytują bez akcentu zdaniowego, bez linii melodycznej, bez emocji, bez wydobywania sensu.

Niemal wszystkie postacie ślizgają się w upiornym tańcu, w kałużach krwi (w końcu Klaudiusz i Hamlet walczą o tron). A wytrącenie z równowagi nie ułatwia konwersacji, zwłaszcza że reżyserka każe biegać do utraty tchu, kucać, tarzać się lub ciągać zwłoki po podłodze. Bywa, niektórzy kąpią się w wannie jak Klaudiusz, szczęśliwie Mariusz Zaniewski jest sexy.

Rozstrojenia oryginału Szekspira i jego współczesnej interpretacji zrozumieć nie umiem. Na scenie dominują groteskowe wyznania. O kazirodztwie, skoro Poloniusz molestuje seksualnie Ofelię, a Ofelia pobzykuje z Laertesem. O zwierzęcej żądzy, gdy Gertruda wskakuje na stół i tokuje przed Klaudiuszem, gulgocząc jak indyczka. O sado-maso, skoro Hamlet niemal gwałci matkę, i zdzierając majtki królowej, z lubością chlaszcze ją po tyłku. Wreszcie o gejowskim związku Hamleta, Rosencrantza i Guildensterna, bo chłopaki tarzają się po sobie i pokazują wzajem ptaka.

Multimedialny spektakl Pęcikiewicz nikogo nie porwie. Zbyt sztuczny i nijaki jest Hamlet Michała Majnicza. Najpierw pilnuje królewskiego tronu, coś tam mrucząc pod nosem o zemście i seksie. Potem, sepleniąc, wciska pięści w kieszenie dżinsów niczym heros West Side Story. Ale nawet w mordę dać nie umie. Co najwyżej nogę podstawi Rosencranztowi jak łobuz z gimnazjum.

Pęcikiewicz uparła się na nowoczesność. Więc spod sufitu zjeżdża ekran z pejzażami górskimi, wzorkami tapet, animowanym żyrandolem, z industrialnymi obrazkami, cytującymi ni to okładki płyt Pink Floyd, ni to plansze South Park, wreszcie z animowanymi kleksami rodem z testu psychologicznego, w którym większość plam przypomina waginę. W scenach wzmagających napięcie spływa fragment gobelinu Dama z jednorożcem. Sporo wrażeń.

Od początku rzecz jest jawnie dekonstruowana, więc da się spektakl obronić. Reżyserka ma oczywiście prawo do teatralnego Pulp fiction. I tak własnie jest, kiedy półnaga Ofelia wybiega do foyer, a Hamlet krzyczy do Anny Ilczuk: Anka, wracaj, nie wygłupiaj się! Mruga do widzów okiem sama Ofelia, gdy ze składanym nożem w piersi wypuszcza spod giezła litry krwi, śpiewając beztrosko piosnkę. Wreszcie kiedy demontuje instalację z niby-krwią, ciska jej elementy towarzyszom, nazywając je imionami kwiatów miłości skoro wszystko jest wmówieniem.

Ale zdumiewa rzucanie przez Hamleta i Horacja czaszki Yoricka, jakby to była piłka do szczypiorniaka. Niepojęte jest bezczeszczenie zwłok. Niepojęte szyderstwo z symboliki krwi. W tekście Szekspira za każdym słowem tkwi tragedia człowieka, który ma przeszłość i przyszłość, w każdym kłębku nerwów aktora tętni dramat życia lub trauma utraty życia. To nie jest błazeński scenariusz, lecz próba metafory i katharsis.

W spektaklu Pęcikiewicz wiele znajdziecie pięknych obrazów, detali, skupienia aktora nad rolą nawet kiepski Majnicz ma kilka udanych fraz. Urzeka Ewa Skibińska jako Gertruda. Zachwyca Ofelia Anny Ilczuk. Przekonuje zimny Poloniusz Adama Cywki. Zastanawia wątpiący Horacjo Mariusza Kiljana. Czaruje seks zbiorowy w przeźroczystym kontenerze. Ale to są ułamki. Mgnienia. Okruchy.

A w widzu z minuty na minutę budzi się pewność, że nie wystarczy złożyć słuchowisko z wideoklipem, aby dokonał się nowy teatr. Że jeszcze trzeba mieć coś do powiedzenia o swoim pokoleniu, nawet językiem starego zrzędy Szekspira. Jaka moc i dziś tkwi w tym Być albo nie być. Trzeba tylko odwagi, aby grać serio, nie dla pustego żartu. Szekspir to projekcja w formacie full HD. I niech tak pozostanie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj