Amerykańską pisarkę i dziennikarkę Joan Didion los wystawił na próbę dwa razy w odstępie tygodnia. Pod koniec 2003 roku jej córka trafiła na oddział intensywnej terapii z podejrzeniem wstrząsu septycznego, zaś mąż zmarł na atak serca - niemal na jej oczach.

Oczywiście, możemy powiedzieć, takie rzeczy się zdarzają, ale tragedia Joan Didion zaowocowała niezwykłą książką - esejem o próbach radzenia sobie ze stratą, tekstem szalenie intymnym, w jakiejś mierze autoterapeutycznym, a przy tym, co zdumiewające, wypełnionym ciepłą ironią, pozbawionym łatwego sentymentalizmu.

Śmierć - zwłaszcza bliskich ludzi - bywa współcześnie tematem raczej niewygodnym towarzysko. Didion podeszła jednak do sprawy bez jakichkolwiek kompromisów. W "Roku magicznego myślenia" krok po kroku analizuje własną desperację, rozpacz, wspomnienia, mechanizmy samooszukiwania się, uczucie przeraźliwej pustki. Ale jej książka nie jest zimna - wręcz przeciwnie, wydaje się przepełniona dojrzałą miłością do świata.

Rzadko zdarza się czytać teksty tak boleśnie szczere, a przy tym świetne literacko. "Wiem, że jeśli mamy żyć sami - pisze Didion - nadchodzi chwila, kiedy musimy uwolnić zmarłych. (...) Pozwolić im stać się fotografią na stole. (...) Ta wiedza w najmniejszym stopniu nie ułatwia wypuszczenia Johna z objęć". Śmierć nie przewiduje jednak pięknych powrotów.


"Rok magicznego myślenia"
Joan Didion, przeł. Hanna Pasierska, Prószyński i S-ka 2007