Sesja nagraniowa płyty „Between Us and the Light” przypadła między teatralną premierą „Śmierdzi w górach”, a koncertami na Zachodzie i polskim tournée duetu z Adamem Makowiczem.

Reklama

Mimo to w muzyce nagranej przez polskiego pianistę ze szwedzkim kontrabasistą Larsem Danielssonem i izraelskim perkusjonistą Zoharem Fresco nie czuć pośpiechu. Przeciwnie, czas jest tu sojusznikiem muzyków i czwartym członkiem ich tria (piątym jest producent Paul Malton). „Between Us and the Light” zaś to jedna z najbardziej loungeowych płyt, jakie ostatnio nagrano.

Podobnie jak na świetnym ubiegłorocznym albumie „Time”, tu również muzyka sączy się niespiesznie i jakby od niechcenia, a przy tym – co jest jej największym atutem – łatwo wpada w ucho. I to do tego stopnia, że od „Adamem” czy „Edenu” wprost nie można się uwolnić. „Between Us…” przynosi kanapowy jazz najwyższej próby: rozimprowizowany, liryczny, melodyjny i – nie bójmy się tych słów – po prostu ładny. Nie na darmo nazywają się „Dream Teamem”.

Siłą tria Możdżer-Danielsson-Zohar są spontaniczność i radość wspólnego muzykowania, a te czuć już od pierwszego szumu perkusjonaliów i dreszczu fortepianu w otwierającym album „Requiem 18/6” do finałowego „Abraham’s Bells II”. Nawet znany ze ścieżki dźwiękowej do filmu Sylwestra Latkowskiego „Pub 700”, którego podtytuł „Between Us and the Light” wyznaczył tytuł i kierunek całej płycie, w nowej wersji znakomicie wpisuje się w miłą aurę całego albumu. Wszystko wskazuje na to, że „Lontano” Stańki zyskało poważnego kandydata w rywalizacji o tytuł Polskiej Jazzowej Płyty Roku.