Wiadomość o odejściu Huberta spadła na wszystkich jak grom z jasnego nieba. Powodem takiej decyzji, jak podaje rzecznik stacji, jest niedogadanie się w sprawach finansowych. Jak się dowiedział "Fakt", Urbański już od ponad miesiąca kręcił nosem i oczekiwał, że jego stawka za prowadzenie programu wzrośnie. Nikt jednak nie wierzył, że cała sprawa może się zakończyć w ten sposób.

Reklama

Do tej pory Hubert za jeden program dostawał całe 30 tysięcy, pisze "Fakt". Od zawsze w TVN mówiono, że Hubert ma o sobie wysokie mniemanie i myśli, że jako prowadzący jest niezastąpiony. Pewnie dlatego właśnie za prowadzenie każdego odcinka w szóstej i ostatniej edycji "Tańca..", konferansjer zażądał aż 50 tysięcy, co miesięcznie daje - bagatela - 200 tysięcy, ujawnia "Fakt".

Tego dla szefostwa TVN było już zdecydowanie za dużo. Do końca jednak liczyli na to, że Hubert pójdzie po rozum do głowy i przestanie stawiać tak absurdalne wymagania. Nie jest tajemnicą, że przed każdą edycją dziennikarz domagał się wyższej stawki. Zawsze jednak rozmowy kończyły się pomyślnie. Myślano, że i teraz będzie podobnie. Niestety tak się nie stało. Hubert, sam siebie traktujący jak gwiazdę, okazał się nieugięty i wymagań nie zmienił. TVN miał więc już tylko jedno wyjście - podziękować mu za współpracę, twierdzi "Fakt".

Wczoraj na korytarzach telewizji wrzało jak w ulu. I wcale nie ma się czemu dziwić. Program rusza już w tę niedzielę. Czasu na znalezienie nowego prowadzącego jest naprawdę mało. Nawet jeśli się to uda, nowa osoba ma tylko jeden dzień na przygotowanie się do występu, twierdzi "Fakt". A TVN zależało, by ta ostatnia edycja była najlepsza.

Teraz gdy na dzień przed emisją odchodzi jej główny prowadzący, wszystko staje pod znakiem zapytania. Już wczoraj stacja rozpoczęła rozmowy z nowymi kandydatami. Ponoć myślano o Piotrze Gąsowskim i Andrzeju Sołtysiku. Kto ostatecznie poprowadzi szóstą edycję, dowiemy się jednak dopiero w niedzielę, pisze "Fakt".