Dziennik Gazeta Prawana logo

Bracia Dardenne przywracają wiarę w kino

20 maja 2008, 05:07
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Na festiwalu filmowym w Cannes pokazano dwie zupełnie różne bajki. Pozbawioną dawnego wdzięku bajkę dla małych i dużych chłopców - "Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki" - oraz piękną, choć bolesną baśń Luca i Jeana-Pierre’a Dardenne’ów "Le Silence de Lorna" - pisze DZIENNIK.

Owiana wielką tajemnicą produkcja Spielberga i Lucasa, czwarta odsłona przygód archeologa Indiany Jonesa, była najbardziej strzeżonym filmem festiwalu w Cannes i okazała się jedną z największych jego porażek. Światowa premiera pokazywanego w pozakonkursowej sekcji filmu największe emocje wzbudziła wśród tłumów próbujących zobaczyć gwiazdy na czerwonym dywanie i u służb ochraniających festiwal w Cannes, które traktowały dziennikarzy przybyłych na spotkanie z twórcami jak ulicznych demonstrantów.

Jednak dziennikarze, którzy przybyli na projekcję z godzinnym wyprzedzeniem, witali brawami każde nazwisko pojawiające się w czołówce "Indiany” i podśpiewywali słynny motyw muzyczny filmu przed pokazem, wyszli z filmu zawiedzeni. Rzeczywiście, choć można w „Indianie” docenić parę rzeczy, nie byłabym pewna, czy jakakolwiek scena z filmu przejdzie do historii kina.

Jednak na pewno podobnie radykalnej tezy nie można sformułować po adresem pokazywanego wczoraj w sekcji konkursowej filmu braci Dardenne’ów "Le Silence de Lorna". Belgijscy twórcy, dwukrotni laureaci Złotej Palmy, po raz kolejny w swojej karierze przywracają wiarę w to, że kino może być baśnią, że można opowiedzieć przykrą i bolesną historię w optymistyczny sposób. Że happy endy nie muszą być banalne.

Tytułowa Lorna to albańska emigrantka mieszkająca w Belgii. Dziewczyna dzięki fikcyjnemu małżeństwu zdobyła belgijskie obywatelstwo. Marzy o kupnie baru z przekąskami, który mogłaby prowadzić ze swoim albańskim narzeczonym. By zdobyć pieniądze, chce się pozbyć kłopotliwego męża narkomana i zawrzeć kolejny fikcyjny związek z rosyjskim mafiosem. Sprawy komplikują się, gdy posłuszna do tej pory Lorna nie zgadza się na zabójczy plan stojącego za wszystkimi transakcjami podejrzanego taksówkarza Fabia.

Ta niezwykła, brutalna, choć poetycka historia jest tym bardziej zaskakująca, że Jean-Pierre i Luc Dardenne’owie podczas konferencji prasowej przyznali, że scenariusz filmu oparli na autentycznej historii. To najlepszy dowód na to, że prawdziwy artysta nawet ze zwykłego życia potrafi zrobić baśń.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj