Dziennik Gazeta Prawana logo

Varga uwarzył pyszny gulasz po węgiersku

30 listopada 2009, 09:53
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Varga uwarzył pyszny gulasz po węgiersku
Inne
Czy charakter narodowy można opisać kodem kulinarnym? Krzysztof Varga udowadnia, że jak najbardziej. Jego "Gulasz z turula", ubiegający się o Literacką Nagrodę Europy Środkowej Angelus 2009, to dzieło, w którym kulturowy esej miesza się z gawędziarską opowieścią o kuchni i zaprawiony jest błyskotliwym humorem oraz autoironią.






Książka jest dziwaczna, pokręcona i widmowa, jak dzieje Węgier. Anonsowany w tytule ptak nie występuje w przyrodzie, ale dla wielu Węgrów jest bardziej rzeczywisty niż orzeł dla Polaków. Turul, "dziwne skrzyżowanie orła z gęsią, jest połączoną personifikacją węgierskich marzeń i kompleksów, (...) nie jest zwykłym orłem, tylko orłem wymyślonym. (...) To zupełnie osobna wersja drapieżnego ptaka, niby podobna do orła, ale jakoś nie do końca" - pisze Varga. Mimo to wyobrażenie turula zdobi węgierskie kamienice, emblematy wojskowe i gadżety nacjonalistycznie zorientowanych obywateli oraz pomniki. Jest symbolem wielkiej przeszłości, zarazem klęski, bo dla Vargi Węgry są krajem, który kultywuje porażki jak nikt na świecie.

"Gulasz z turula" to osiem esejów o bohatersko spożywczych tytułach (m.in. "Paprykarz z Kadara", "Salami ze świętego Stefana", "Kotlet z Arpada"), w których wielkie dzieje mieszają się z historią kuchni. Kulinarny klucz posłużył Vardze jako wytrych do stworzenia wielowątkowej story o fenomenie madziarskości, który podsumować można jednym słowem - melancholia. Albo apatia, w którą Węgrzy popadli po traktacie w Trianon odbierającym krajowi historyczne ziemie i wyrzucającym miliony Węgrów poza granice. Varga dworuje z wyniszczającej tęsknoty za bezpowrotnie utraconą wielkością, która nie pozwala mieszkańcom Budy czy Pesztu zaznać lekkości bytu i popycha ich w depresję. Nie przypadkiem to Węgier jest autorem pieśni, która stała się światowym hymnem samobójców.

Varga połączył w "Gulaszu..." kulturowy esej z przewodnikiem, gawędziarską opowieść o kuchni z refleksją historiozoficzną i przyprawił wszystko błyskotliwym humorem i autoironią. Lektura uświadamia, że my nad Wisłą jesteśmy podobni, też mamy ciężką kuchnię i nie bardzo potrafimy cieszyć się życiem. I prawdziwość powiedzenia: "Polak, Węgier, dwa bratanki".



Bernhard Schlink "Powrót do domu" >>>
Ota Filip "Sąsiedzi i ci inni" >>>
Ihar Babkou "Adam Kłakocki i jego cienie" >>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj