Dziennik Gazeta Prawana logo

Autorka światowych bestsellerów: lubię patrzeć, jak bohaterowie wychodzą z mroku [ROZMOWA]

Mélissa Da Costa
Mélissa Da Costa/PAP
Mélissa Da Costa to francuska pisarka, które odniosła oszałamiający sukces. Jej książki należą do najlepiej sprzedających się we Francji. Bestsellerami stały się m.in. "Cały ten błękit" oraz "Co przyniesie jutro". Ta druga książka właśnie ukazała się w polskim przekładzie. "Poprzez Amandę chciałam opowiedzieć, jak ludzie przechodzą przez żałobę, o ogromnym cierpieniu i bólu. Teraz żyjemy w świecie, w którym nie mamy czasu ani miejsca na to, by przeżyć żałobę, pogrążyć się w smutku. Amanda robi to na własnych zasadach" - mówi Mélissa Da Costa dziennik.pl o "Co przyniesie jutro".

Odniosła Pani ogromny sukces, międzynarodowy. Wielu pisarzy może o tym tylko pomarzyć. Jak się Pani z tym czuje?

Nie będę ukrywać, że świetnie. To też zobowiązanie i pewnego rodzaju ograniczenie. Krytycy i czytelnicy oczekują, że kolejne książki będą w podobny gatunku, klimacie. Nie chcę się jednak ograniczać. Staram się otwierać jak najwięcej drzwi i tworzyć nowe historii. Szukam coraz to nowego porozumienia z czytelnikami, na nowych obszarach. We Francji zaczęło się już mówić, że Mélissa Da Costa pisze o cierpieniu, żałobie i śmierci. Napisałam więc thriller psychologiczny pt. "La Doublure", który został świetnie przyjęty. To bardzo mroczna opowieść, z elementami horroru. Chcę zachować świeżość umysłu i mieć swobodę tworzenia, a szufladkowanie w tym nie pomaga.

Bywają czytelnicy bezwzględnie przywiązani do modelu twórczości ulubionego autora, tak jak to było w "Misery" Kinga. Ale to oczywiście skrajność. Czytałam, że bardzo wcześnie zaczęła Pani pisać. Jak to się zaczęło?

Miałam siedem lat. To było dla mnie przedłużenie zabawy z rówieśnikami. Szliśmy do domu, a ja pisałam, co było dalej. Puszczałam wodze fantazji.

Błyskotliwy debiut Mélissy Da Costy

Zabawa stała się zawodem. Jak to jest we Francji, łatwo debiutantce wydać książkę? Wydawcy są otwarci na nieznanych autorów?

Kiedy miała 25 lat, postanowiłam, że wreszcie skończę pisać powieść, nad którą pracowałam przez 10 lat. Pisałam, przerabiałam, zaczynałam od początku. Pomyślałam, żeby dać ją do przeczytania najpierw moim przyjaciołom, rodzinie. Byli zachwyceni. Nie do końca im uwierzyłam, byłam przekonana, że po prostu chcą mi zrobić przyjemność. Skorzystałam więc z platform internetowych, dzięki którym zaistniało wtedy wielu młodych pisarzy. Nie minęły dwa albo trzy tygodnie i zgłosił się do mnie wydawca. Tak to się zaczęło.

Ładnie się zaczęło. Krytycy napisali, że jest pani głosem pokolenia, a czytelnicy oszaleli na punkcie „Całego tego błękitu”. Miliony sprzedanych egzemplarzy, tłumaczenia. Jak się Pani wydaje, dlaczego ta powieść tak rezonuje z ludźmi?

"Cały ten błękit" zaczyna się tam, gdzie wiele historii się kończy. Druzgocąca diagnoza, nieuleczalna choroba. Émile jest młody, powinien snuć plany na przyszłość, ale musi przygotować się na śmierć, na nieubłagane wyciekanie pamięci. On jednak mówi "nie", chce rozdawać karty do samego końca. Rusza więc w zupełnie nietypową podróż.

Podróż w poszukiwaniu sensu życia

Jak narodził się pomysł na "Cały ten błękit"?

Obejrzałam kiedyś film o dziewczynie, która zachorowała na raka. Lekarze nie dawali już żadnej nadziei na wyzdrowienie. Rodzice postanowili więc, że zabiorą ją w podróż, chcieli, żeby ich dziecko doświadczyło jeszcze czegoś pięknego, żeby poczuło miłość. Bardzo mi ten film zapadł w serce. To był pomysł na zaczątek fabuły „Całego tego błękitu. Potem doszła jeszcze chęć opowiedzenia o miłości. Émile i Joanne podróżują razem. To bardzo niedobrana para. Oboje są tak na przegranych pozycjach. Ona ma za sobą wielki dramat, a on nie ma przyszłości. Znajdują światło tam, gdzie nie powinno go już być, a jednak jest. Ich podróż to coś efemerycznego, ulotnego i jednocześnie bardzo prawdziwego. Chciałam uchwycić moment, kiedy te dwie linie życiowe, jedna schodząca, a druga wznosząca się, przetną się ze sobą. To jest dosłownie błysk, to jest chwila, kiedy są razem i kiedy wspólnie odbierają rzeczywistość, kiedy mogą coś stworzyć. Ważna była dla mnie też kwestia pamięci, bo Émile choruje na Alzheimera i powoli wszystko zapomina. Wydawało mi się interesujące pokazać człowieka dorosłego, który zapomina całe swoje życie, to czego się nauczył i czego doświadczył. Patrzy na świat jak dziecko, wszystko staje się dla niego nowe, zaskakujące.

Bohaterka książki "Co przyniesie jutro", tak jak Émile i Joanne, jest w momencie, gdy ogarniają ją ciemności. Cierpi i jest przekonana, że jej życie dobiegło końca. Ucieka od świata, zamyka się na prowincji, jest zamrożona w swoim bólu. Zawsze jest nadzieja na coś pięknego, dobrego?

Uwielbiam opowiadać takie historie. Obserwować, jak zmieniają się bohaterowie i bohaterki. Poprzez Amandę chciałam opowiedzieć, jak ludzie przechodzą przez żałobę, o ogromnym cierpieniu i bólu. Teraz żyjemy w świecie, w którym nie mamy czasu ani miejsca na to, by przeżyć żałobę, pogrążyć się w smutku. Amanda robi to na własnych zasadach. W naturalnym dla niej tempie, w powolnym rytmie. Dlatego książka jest długa, bo towarzyszymy Amandzie w jej drodze. Najpierw ją widzimy przygnębioną i pogrążoną w całkowitej ciemności. Potem zaczyna otwierać okiennice w domu, wychodzi na zewnątrz, spotyka się z ludźmi. To wszystko dzieje się etapami. Wiem od czytelników, że ta książka towarzyszyła im w okresie żałoby. Tak jak Amanda przeżywali swoją stratę powoli, z godnością.

Co przyniesie jutro
Melissa da Costa "Co przyniesie jutro"

Światło nadziei

Pomysł na "Cały ten błękit" narodził się, gdy obejrzała Pani film. Jak było w przypadku "Co przyniesie jutro"?

Byłam w Tajlandii, na północy kraju. Odbywało się wtedy Loy Krathong, czyli święto świateł. Przepiękne i spektakularne. Był listopad. Tajowie puszczają na wodę małe, udekorowane łódeczki (krathongi) ze świecami i kadzidłami, symbolizujące odpuszczenie grzechów. Okoliczni mieszkańcy celebrowali swoje święto, a turyści im kibicowali. To było nadzwyczajne, jak ludzie połączyli się w tym świętowaniu, choć byli z różnych kręgów kulturowych, wyznawali różne religie. Wtedy właśnie przyszła mi do głowy myśl, żeby stworzyć historię, którą osadzę w środku mroku, pustki i z tego mroku wyjdzie światło. Dlatego w „Co przyniesie jutro” tak ważną rolę gra światło księżyca czy lampki zawieszone na drzewie.

Szybko Pani pisze? Czy nadal potrzebuje Pani wiele czasu, tak jak było w przypadku "Całego tego błękitu"?

Pierwszą wersję mam gotową w ciągu mniej więcej sześciu miesięcy. Potem nie waham się, gdy trzeba skracać, wymazywać czy poprawiać. „Co przyniesie jutro” zaczęłam pisać już w Tajlandii.

Francuzi czytają książki? Czy czytelnictwo traci popularność?

Na szczęście czytają. Dużą popularnością cieszą się tańsze, kieszonkowe wydania książek, takie, które kosztują osiem, dziewięć euro. Czytanie jest popularne, jest seksy i młodzi ludzie czytają książki. W mediach społecznościowych jest wielu influencerów, którzy zachęcają do czytania i odnoszą sukces.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Beata Zatońska
Beata Zatońska

Beata Zatońska, dziennikarka, autorka książek, miłośniczka i znawczyni Włoch oraz filmoznawczyni. Współautorka bloga italianki.pl oraz m.in. książki "Zmontowani". W Dziennik.pl zajmuje się tematyką show-biznesową oraz lifestylową.

Zobacz wszystkie artykuły tego autora60-latek bronił chłopca z Ukrainy. Został ciężko pobity »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj