Właściwie nie wiadomo, ilu mamy dziś w Polsce artystów. Z polskiej legislacji jeszcze w latach 90. znikło pojęcie zawodu artystycznego. Efektem tego jest narastająca frustracja. Taka, której efektem był pierwszy w Polsce strajk środowisk kultury. Wówczas, jesienią 2013 r., na jeden z czwartków zamknięto w całym kraju muzea. Efektem jest też powstanie Komisji Środowiskowej „Pracownicy Sztuki” przy Ogólnopolskim Związku Zawodowym Inicjatywa Pracownicza, która prowadzi rozmowy z resortem kultury na temat zmian w kodeksie pracy.
Pisarka Kaja Malanowska, autorka nominowanej w 2013 r. do Nike powieści „Patrz na mnie, Klaro!”, od dawna głośno wskazuje na trudną sytuację twórców. W „Krytyce Politycznej” pisała: – Obecnie najbardziej naglącym problemem wydaje się stworzenie systemu ubezpieczeń socjalnych i emerytalnych obejmującego wszystkich polskich artystów. Podobne systemy, istniejące w rozwiniętych państwach Europy Zachodniej, biorą pod uwagę nie tylko niskie zarobki twórców, ale przede wszystkim nieregularny charakter ich dochodów. Co między innymi oznacza, że artyści mają prawo do rozliczania składek ubezpieczeniowych w dłuższych niż comiesięczne okresach.
Innym wskazywanym problemem jest niewystarczające wsparcie dotacyjne państwa. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego prowadzi obecnie tylko jeden program stypendialny dla wszystkich polskich artystów. O taką dotację twórcy mają prawo ubiegać się raz na dwa lata. I tak przykładowo w ciągu ostatniego roku dofinansowanie w wysokości 3 tys. zł brutto przez pół roku otrzymało 40 spośród około 5 tys. czynnych zawodowo prozaików. Czyli wsparcie uzyskał jeden pisarz na niemal milion mieszkańców.
Reklama
Wydawać by się mogło, że lepiej jest na rynku filmowym, gdzie od 10 lat funkcjonuje Polski Instytut Sztuki Filmowej współfinansujący część produkcji filmowej. – Ale polskiej. Filmowcy apelują o to, by pojawiła się u nas polityka wspierająca produkcje także zagraniczne, tym samym ściągając je do naszego kraju – komentuje Tomasz Dąbrowski z Polskiej Komisji Filmowej.