Dziennik.pl logo

Przyszłość jest już stara. Cyberpunk to najtrafniejsza metafora cyfrowej rewolucji technologicznej

4 lutego 2018, 10:14
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Altered Carbon - serial platformy Netflix
Altered Carbon - serial platformy Netflix/Netflix
Cyberpunk – kontrkulturowy bunt fantastów sprzed ponad trzech dekad – okazał się najtrafniejszą metaforą cyfrowej rewolucji technologicznej. Wykreowanego przez niego języka wciąż używamy do opisywania przyszłości.

Zacznę może od wyznania: jestem niezmodyfikowany. Nieokablowany. Nie mam żadnych neuralnych wszczepów, żadnej wtyczki z tyłu głowy. Nie noszę nigdzie na ciele kodu kreskowego, nie mam egzoszkieletu wyhodowanego w wojskowych laboratoriach, brakuje mi nawet banalnego, taniego wyświetlacza zastępującego soczewki.

Oczywiście mogę być cyfrową symulacją zamkniętą w maszynie. Z tym każdy powinien się liczyć. Ale – trudno orzec, czy optymistycznie – zakładam, że żyję we własnym ciele, żyję własnym ciałem, jestem „mięsem”, jak to się pogardliwie mawiało w cyberpunkowym żargonie.

Czy jednak na pewno jestem niepodłączony?

Korporacyjne serwery, a także rozmaite „policje – tajne, widne i dwu-płciowe” śledzą każdy mój ruch w sieci, czytają moje e-maile i SMS-y, wiedzą o mnie niejednokrotnie więcej niż ja sam. Uliczne kamery znają moją twarz. Cyfrowy świat zresztą wabi i uzależnia: czuję, że trudno byłoby mi się wycofać do rzeczywistości przedinternetowej. Wyróżnia mnie to, że jeszcze umiem sobie wyobrazić sytuację, w której po prostu rozczarowany wracam do papieru, maszyny do pisania, liczydła, analogowego telefonu o mobilności wyznaczanej długością przewodu – ostatecznie dorastałem w PRL. Kolejne pokolenie potraktowałoby taką sytuację jako realną apokalipsę – jak w filmie „Transcendencja” (2014) Wally’ego Pfistera, gdzie grany (raczej od niechcenia) przez Johnny’ego Deppa naukowiec zajmujący się sztuczną inteligencją zostaje w stanie agonalnym przekodowany bit po bicie do postaci cyfrowej, a potem, już jako świadoma chmura informacyjna, rozprzestrzenia się we wszystkich zakamarkach sieci. Jedyny sposób, by go zniszczyć – czy może raczej: zdezaktywować – to wyłączyć naraz całą elektronikę.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Piotr Kofta
Piotr Kofta

Pisarz, krytyk literacki, publicysta

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj