Full Moon Party wywodzi się z Tajlandii. Gdy grupa turystów uznała, że księżyc w najpiękniejszej jego odsłonie można podziwiać na tajskiej wyspie Koh Phangan, postanowili zorganizować imprezę Full Moon Party. Miała to być celebracja najpiękniejszej pełni jaką przyszło im podziwiać na tajskiej plaży. Z czasem ta inicjatywa przerodziła się w wydarzenie, w którym uczestniczy nawet 30 tys. osób.

Reklama

Warszawa ma swoje Full Moon Party; stołeczna odsłona wydarzenia to inicjatywa, której celem jest promowanie polskiego urban artu. Odbywający się raz w miesiącu Full Moon Party prezentuje jednego z polskich artystów, który na żywo przed publicznością tworzy wielkoformatową pracę o wymiarach 280 na 180 cm.

Pytany o to, co łączy warszawskie Full Moon Party i to w Tajlandii grafik, związany z warszawską sceną urban art, kurator cyklu artystycznego Full Moon Party SC Szyman odparł: "Kiedy razem z moimi kolegami wymyślaliśmy tę imprezę, jeden z nich był świeżo po powrocie z Tajlandii. To nas zainspirowało: nawiązanie do pełni, cykliczność wydarzenia. To jedyne podobieństwa, bo nasza impreza jest wydarzeniem artystycznym".

Podczas piątkowej imprezy, rozpoczynającej piąty sezon Full Moon Party, pracę stworzy Kevin Murf. Jego prace cechuje surrealizm, a tematem obrazów i rysunków Murfa są zdeformowane i zmutowane ciała, absurdalne architektoniczne obiekty zawieszone w nieokreślonej przestrzeni. Niekiedy w pracach pojawiają się akcenty erotyczne, kiedy indziej - dekompozycja.

Choć to przestrzeń miejska jest główną galerią dla urban artu, organizatorzy Full Moon Party każdy sezon imprezy kończą wystawą zbiorową wszystkich prac.

"Jesteśmy już po czterech wystawach zbiorowych. Zaczynamy piąty sezon, który w całości będzie się odbywał w przestrzeniach WARMUT-u, łącznie z finałem. Zakończenie piątego sezonu, będzie zakończeniem Full Moon Party. Wtedy przechodzimy na projekt Full Moon Art, który zajmuje się organizowaniem wystaw. Całą kolekcję chcielibyśmy pokazać w kilku miastach w Polsce, a potem ruszyć na europejskie stolice. Dzieła nie są na sprzedaż, naszym celem jest stworzenie największej kolekcji dzieł urban artu, chociaż myślę, że ten cel już został osiągnięty. W tym momencie mamy 49 obrazów różnych artystów" - powiedział SC Szyman.

Jego zdaniem ludzi, których interesuje urban art jest coraz więcej i choć jest to sztuka współczesna, wciąż pozostaje alternatywna. "Na Zachodzie street art wchodzi do galerii, u nas jest to wciąż blokowane, zatem stanowimy oddolny, alternatywny kanał promocyjny. I choć w oficjalnym obiegu wizerunek urban artu się nie zmienia, zainteresowanych osób jest coraz więcej" - przyznał SC Szyman.

Reklama

"Czy jest to upiększanie przestrzeni miejskiej? Z naszego punktu widzenia tak. Nie każdemu może się to podobać. Tak, jak nam może się nie podobać nieład w przestrzeni publicznej, tak samo wprowadzając tę formę sztuki jedni mogą się zachwycić, inni mogą powiedzieć, że ona też jest wprowadzeniem nieładu, wręcz wandalizmem. To jest delikatny temat, który podlega indywidualnej ocenie. Sztuką jest to, co ci się podoba, albo nie podoba, ale jest nacechowane jakąś emocją" - dodał.

Piątą edycję rozpocznie piątkowe wydarzenie, które odbędzie się w WARMUT na ul. Marszałkowskiej 45/49.