Stuhr był pytany o przyszłość polskiej kultury.

Reklama

Nikt z nas tak naprawdę nie wie, w jakim stanie kultura dzisiaj jest. Jeśli chodzi o jej całokształt. Bo są oczywiście bardzo różne historie, począwszy od losu konkretnych artystów, muzyków, aktorów, skończywszy na losie konkretnych instytucji kulturalnych, które nie zarabiają. O ile są na jakiejś państwowej dotacji, to mają nadzieję wrócić do normy, jak tylko obostrzenia zostaną zniesione. Jeśli natomiast zaangażowany jest prywatny kapitał, sytuacja z tygodnia na tydzień staje się coraz bardziej dramatyczna - mówił Stuhr we "Wprost".

Jaki obraz wyłoni się na koniec pandemii? Wszyscy drżymy, czekamy w wielkiej niepewności. Sam będę czekał z utęsknieniem na losy jednego z moich filmu - powiedział aktor.

"Powrót do Legolandu"

Stuhr był pytany o jaki film chodzi.

"Powrót do Legolandu”, to film Konrada Aksinowicza, który udało się nakręcić w zeszłym roku. Ale jaka czeka go przyszłość, czy widzowie zobaczą go w kinach, czy wypłynie na szerokie wody? To wciąż wielki znak zapytania - stwierdził.

Pewnie są jacyś beneficjenci, jakieś kanały, które w czasie pandemii skorzystały. Wszystko, co się dzieje w sieci, dostało jakąś szansę. Niektóre festiwale donoszą, że mają więcej widzów dzięki temu, że mogły się otworzyć na Internet - komentował aktor.

Czyli pewnie ta kultura w sieci ma się całkiem dobrze, co nie zmienia faktu, że wszyscy czujemy niedosyt. Nie możemy sztuki konsumować wyłącznie w ten sposób, wyłącznie online. To może być tylko jakiś dodatek, jakaś reminiscencja tego, czym kultura w przypadku muzeów, teatrów, sal koncertowych jest - dodał.