Dziennik Gazeta Prawana logo

Jan Englert: W komunie było jasne, oni to oni, centrala mieści się w Moskwie. Teraz gryziemy się sami z sobą

28 grudnia 2017, 20:22
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Jan Englert
Jan Englert/AKPA
Mnie przeszkadza fałsz linii podziału. Ona nie jest do końca czytelna. W komunie było jasne: oni to oni, centrala mieści się w Moskwie. Teraz gryziemy się sami z sobą. Jeśli chodzi o moje podwórko, nie widzę sensownej linii demarkacyjnej - mówi Jan Englert w rozmowie z Piotrem Zarembą w Magazynie DGP.

Piotr Zaremba: Robi się z tego problem polityczny. Konserwatywna władza krzywdzi artystów.

Jan Englert: Bo dożyliśmy czasów, kiedy udało nam się dokładnie podzielić. Szukamy wrogów.

Panu przeszkadza obecny polityczno-ideowy podział?

Mnie przeszkadza fałsz linii podziału. Ona nie jest do końca czytelna. W komunie było jasne: oni to oni, centrala mieści się w Moskwie. Teraz gryziemy się sami z sobą. Jeśli chodzi o moje podwórko, nie widzę sensownej linii demarkacyjnej. A zarazem siła teatru politycznego wystarczy na 20 przedstawień. Ja tego nie osądzam, nie deprecjonuję. Ale „Tartuffe” Moliera jest u mnie grany przy bitych kompletach przez 11 lat. Minęły dwie konwencje teatralne, a przedstawienie się trzyma i zwykle kończy się stojącą owacją. Ciężkie, nieefektowne buty, a jednak nadal są, nie rozlazły się. A szpilki się łamią. Nie mam nic przeciw szpilkom. Nie lubię tylko, jak wsadza mi się na nogi łapcie i wmawia, że to lakierki. I jeszcze szewc za to, że mnie oszukał, bierze dodatkowe pieniądze.

Jakieś przykłady?

Niech każdy znajdzie własne. Publiczność głosuje po swojemu, a często nawet nic nie wie o naszych teoretycznych podziałach. Parę wydarzeń teatralnych ostatnich miesięcy uważam za rozdęte.

Napisze pan o tym w książce?

Raczej sięgnę w przeszłość. Opiszę na przykład historię aktorskiego bojkotu telewizji podczas stanu wojennego. To apogeum historii tego zawodu na świecie. Ale łącznie z jego smutnym finałem: najpierw góry kwiatów na spektaklach, potem prawie z dnia na dzień puste widownie. To wypłukało wiele autorytetów. Dlatego „ojcobójcy” weszli potem tak gładko ze swoimi tezami.

Gustaw Holoubek autorytetem jednak pozostał.

Owszem, ale w latach 90. palono mu świeczki pod Ateneum, bo podobno był symbolem starego, martwego teatru.

Aktorzy powinni się angażować politycznie?

Nie mam z tym problemu, podobnie jak z aktorami, którzy występują w reklamach. Ale nie lubię obłudy – po obu stronach linii demarkacyjnej. Gdyby mnie odwołano, nie poszedłbym pod pomnik Bogusławskiego krzyczeć: Wojciechu, zabrano nam lata pracy.

Byłoby to efektowne.

Byłoby żenujące. Przegrałem, to nie będę jęczał na cały świat. Ale to jest konsekwencja tej kultury ekshibicjonizmu, odsłaniania się ze wszystkim. Mam zatwardzenie, powiadamiam świat i dostaję 500 lajków.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj