Jesienią 1973 r. lekarz i działacz społeczny Stanisław Kłodziński – więzień Auschwitz o numerze 20 019 – wysłał list do 561 więźniów obozu. Poprosił ich o opisanie snów, które śnili w Auschwitz, oraz tych, które mieli później. Na jego apel odpowiedziało 147 osób. Zapisy ich widzeń sennych stały się podstawą projektu NIE/CHCIANE SNY (UN/WANTED DREAMS), którego pomysłodawczynią jest Monika Grochowska. Jeszcze przed pandemią dwukrotnie zapraszała mieszkańców Berlina do tamtejszej siedziby Instytutu Pileckiego na wspólne czytanie snów więźniów Auschwitz.
Reklama

O czym śnili więźniowie Auschwitz?

O jedzeniu chleba. O piciu mleka. O dotykaniu kłosów żyta. O rodzinie i dzieciach. O tym, że robią w kuchni naleśniki, dzieciaki rozrabiają, panuje rodzinna atmosfera, po czym nagle w ten sen wdziera się dźwięk obozowego gongu – i następował powrót do piekła. Po wojnie niektórzy śnili własną śmierć, przez wiele lat widzieli, jak są zabijani. Choć przeżyli, to psychicznie i emocjonalnie pozostali więźniami tamtych przeżyć.

Jaki jest sens wspólnego czytania snów więźniów Auschwitz?

Nauka dowodzi, że traumy przechodzą na kolejne pokolenia. A ważnym elementem radzenia sobie z nimi jest możliwość opowiedzenia o nich. Nie da się wyjść z traumy, starając się przetrwać w milczeniu. Sami skazujemy się w ten sposób na samotność w cierpieniu. Ulga natomiast przychodzi w chwili, gdy mówimy o bólu i lęku. Kiedy stajemy z traumą twarzą w twarz.

Czy Polacy jako zbiorowość noszą w sobie nieprzepracowaną traumę po II wojnie, a twój projekt jest próbą poradzenia sobie z nią?