Dziennik Gazeta Prawana logo

W tekstach szukam pytań, nie odpowiedzi

19 lipca 2008, 16:10
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
W tekstach szukam pytań, nie odpowiedzi
Inne
Teatr może zajmować się podtrzymywaniem złudzeń, ale ja wolę znać prawdę, nawet niewygodną i dopiero wobec niej zająć jakieś stanowisko - mówi młody reżyser Jarosław Tumidajski.

W tym spektaklu ważne jest nie tyle, kim są Oni, ale w jakiej rzeczywistości funkcjonują. Jak ją zorganizować na scenie, skoro nie żyjemy w czasach, w których grozi nam totalitaryzm, ustanowienie wojskowego reżimu. Dzisiejszym reżimem jest na przykład świat reklamy, mediów, wszystko, co narzuca nam, jak mamy myśleć. Czas opowiedzieć „Onych” w świecie po totalitaryzmach. Poza tym wydaje się, że postaci Witkacego trzeba przymierzyć bardziej do sfery międzyludzkiej niż politycznej. Ten tekst mówiący w oczywisty sposób o mechanizmach społecznych jest przecież równie silnie tekstem o miłości pojmowanej jako przestrzeń przemocy. Kluczowe są dla mnie relacje Bałandaszka i Spiki. Oboje mają na swój temat wyobrażenia i szantażują się nimi, próbują drugą osobę złamać małymi aktami terroru.

To za dużo powiedziane. Język Witkacego nie jest psychologiczny, ale bardzo emocjonalny. Słychać, jak wyraźnie są w nim zapisane determinacja, skrajnie intensywne oczekiwania, żarliwość, skonfliktowanie bohaterów. Autor opowiada o świecie egoistów, którzy bezwzględnie dążą do realizacji swoich potrzeb. I jego język pozwala na wyrażenie tego, co w nich się dzieje.

To raczej pytanie do widzów i krytyków – jakie oni widzą podobieństwa. Moja rola zawsze polega na budowaniu scenicznej opowieści od początku. Razem z aktorami za każdym razem startujemy od zera. Nie ma tylko jednego i słusznego sposobu na Witkacego, tak jak nie istnieje tylko jeden sposób na opowiedzenie siebie.

W ostatnich latach pojawiło się wiele terminów socjologicznych próbujących opisać zjawisko wstępowania kolejnych generacji i doskonale widać, że są bezużyteczne. Kategorie „generacyjne” zużywają się bardzo szybko. Nie ma wspólnych, pokoleniowych celów w teatrze. Co najwyżej pojawiają się spektakle robione przez różnych ludzi z pokrewnych roczników.

Sytuacja komfortowa polegałaby na tym, że podobnie myślący ludzie tworzą pewne środowisko. Rozmawiają o swoich spektaklach, wymieniają się doświadczeniami, książkami czy płytami. Ale to marzenie, dziś takich grup nie ma. Działamy osobno. Tworzenie wspólnoty przegrywa z tendencją do szukania jeszcze niezagospodarowanych pól aktywności artystycznej. Nie wierzę w formację My. Co nie znaczy, że nie można w teatrze spotkać ciekawych partnerów do pracy.

Tekst Michała Walczaka zainteresował mnie, ponieważ autor bawił się poetyckością, językiem i konwencją teatralną. Pozwalał stworzyć przedstawienie, w którym zdarzenia kreowane są wobec widzów, ze świadomością ich obecności. Myślę, że ten spektakl ustawił moje myślenie o teatrze, sprawił że od tamtej pory brak „czwartej ściany”, odsłanianie konwencji, sztuczność teatralnego gestu są dla mnie najistotniejszymi cechami teatru. Nie każę widzowi wierzyć w iluzję, pokazuję, że wszystko jest tworzone tu i teraz. Drugim istotnym łupem wynikającym z tej pracy było pojawienie się marzenia o własnym zespole aktorskim, o grupie ludzi, z którymi wchodzi się w kolejne projekty, kontynuuje pracę, wspólne doświadczenie.

Pytanie o własne teksty trzeba sobie postawić bardzo szybko. Ja swoich tytułów, autorów chwilę szukałem. Przez pewien czas wydawało mi się, że o świecie będę mówił przez dramaty współczesne. Testowałem, czy uda się nimi powiedzieć coś ważnego. Okazało się, że nie dają one klucza do współczesnej rzeczywistości, czegoś im brakuje.

Nie tylko nie ma w nich wielu odpowiedzi, ale nie zadają również istotnych pytań. Te spektakle rodziły się w nieustannej sytuacji poszukiwania, myślenia fragmentem. Owszem, prowokowały pewne wyzwania, choćby warsztatowe. Na przykład „Uciekający samolot” – tekst napisany na dużą scenę i blisko 20 aktorów – był wyzwaniem adaptacyjnym i inscenizacyjnym. Ale szukałem w pracy czegoś więcej, przede wszystkim satysfakcji. Wydaje mi się, że dopiero po doświadczeniu pracy nad „Samolotem” dojrzałem i nie pytałem już, jakie kolejne spektakle chcę robić, ale jaki to ma być teatr.

W spektaklu „G®upa Laookona” pytałem, w jakiej rzeczywistości przyszło mi działać jako artyście. Czym jest sztuka, jak dziś funkcjonuje? Chciałem zdefiniować przestrzeń, w której tworzę teatr. W „Świętej Joannie” Brechta zastanawiałem się nad relacją człowiek – pieniądze. Myślałem, co dzieje się z moimi rówieśnikami, jeszcze nie tak dawno idealistami, którzy dziś trawieni są przez bezwzględną konieczność zarabiania, budowania pozycji.

Jego ogólne i naiwne z dzisiejszej perspektywy oskarżenie systemu sprowadziłem do kameralnej opowieści o ludziach, którzy wchodzą w taki układ, bo im to odpowiada, buduje ich. Naturalne więc, że w końcu zaczynają go także współtworzyć. Chciałem dotrzeć do momentu, w którym następuje w ludziach właśnie takie wewnętrzne złamanie. W przeciwieństwie do Brechta my już wiemy, że wszyscy jesteśmy na rynku. Wszyscy na nim funkcjonujemy, nie tylko ci, co mają pieniądze. Dlatego oskarżenie w tej sztuce nie może dotyczyć wyłącznie wielkiego biznesu, ale także środowiska biednych robotników. Bieda jest także maską i towarem. Także trzecie środowisko sportretowane w „Joannie”, czyli Kościół, organizacja Czarnych Kapeluszy jest pokazana jako fundacja charytatywna, która też z czegoś musi się utrzymać.

Zależy komu i do czego potrzebny jest teatr. Przecież równie uprawniona jest sytuacja, w której sztuka złudzenia podtrzymuje. Ale ja wolę znać prawdę, nawet niewygodną i dopiero wobec niej zająć jakieś stanowisko.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj