Dziennik Gazeta Prawana logo

Tadeusz Huk: Ruch w interesie

20 lutego 2009, 20:03
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Jan Klata reżyseruje w krakowskim Starym Teatrze „Trylogię” według Henryka Sienkiewicza. Nie jedną, a wiele ról zagra w niej Tadeusz Huk.


Tadeusz Huk: Nie wiem, czy wszyscy, ale większość. Trylogia była jedną z ulubionych lektur również mojego dzieciństwa. Na tych samych prawach entuzjazmowałem się Panem Wołodyjowskim, co Trzema muszkieterami Dumasa czy Winnetou Maya.


Zwłaszcza Pan Wołodyjowski i Potop na trwałe wpisały się w naszą świadomość jako idealny wzorzec kina kostiumowego w wydaniu popularnym. Dopiero dzisiaj - pracując w Starym Teatrze nad adaptacją Sienkiewicza - dostrzegam różnice dzielące materiał filmowy od literackiego. Na przykład postać Radziwiłła jest u Sienkiewicza o wiele bardziej skomplikowana i niejednoznaczna niż w wizji Hoffmana. Podobnych tropów znajdziemy wiele.


W całości - nie, ale wizja Jana Klaty polega na pomysłowym przetworzeniu fragmentów Trylogii w atrakcyjną całość. Zawsze fragment - przypomina mi się szlagwort Różewicza: to w końcu tylko fragmenty, drobiazgi, okruchy decydują o sednie sprawy, które i tak - czy to w życiu, czy w sztuce - jest z reguły niemożliwe do uchwycenia.


Po 120 latach od pierwszego wydania!


Mnie się ta praca szalenie podoba. Klata, wykorzystując Sienkiewicza i jego uwodzicielską frazę, chce pokazywać fenomen wiecznej polskiej siermięgi. Tych wszystkich cudownych bogobojnych frazesów, myślowych oleodruczków, z których nic szczególnego nie wynika ponad to, że nieustannie widzimy samych wrogów, stale ktoś na nas napada: Szwedzi albo Rosjanie. Tymczasem polska wojna to z reguły tylko roztrzepana wojenka w naszych głowach. Czując się wybrańcami losu, wybrańcami Boga, na własne życzenie wybieramy status drugoligowych zakompleksionych graczy w europejskim teamie.


Byli do siebie podobni przy wszystkich możliwych przeciwieństwach. Przecież język Gombrowicza to czysty Sienkiewicz przemielony przez tryby ironii i szyderstwa. W każdym razie powinno się ich czytać razem. Sienkiewicza Gombrowiczem i odwrotnie.


Zarażająca lektura. Chociaż mam dzisiaj do Sienkiewcza stosunek zdecydowanie ambiwalentny, uważam że niewielu było u nas równie utalentowanych pierwszorzędnych pisarzy drugorzędnych.


Mam wrażenie, że Klata również czyta Sienkiewicza Gombrowiczem. W tym zaskakującym hybrydalnym spektaklu będzie mocny wydźwięk ironiczny stymulowany zaskakującą oprawą muzyczną, scenografią, ale również poszczególnymi rozwiązaniami inscenizacyjnymi.


Zawodowiec. Jest skupiony, uśmiechnięty, nie denerwuje się. Przy tym bardzo oczytany, dowcipny: same zalety.


Od księdza Kamińskiego przez Rocha Kowalskiego po Nowowiejskiego. Ruch w interesie.


Zawsze interesował mnie dobry teatr: bez metrykalnych podziałów. Nie mam kłopotów z akceptacją nowych form pracy związanych z użyciem odmiennej estetyki. Myślę, że trudniej radzi sobie z tym ta część publiczności, która przez lata przyzwyczaiła się do tradycyjnego teatru z jasno zdefiniowanymi regułami gry czym jest adaptacja, gdzie jest w przedstawieniu miejsce dla autora, aktora i widza. Młody teatr rozsadza wszelkie podziały. Jeżeli za tą rewolucją formalną podąża myśl albo chociaż błyskotliwa intuicja reżyserska, nie mam nic przeciwko takim zabiegom.


Można nazwać to w taki sposób, ale można potraktować inaczej: jako szansę na zaprezentowanie zupełnie innych środków wyrazu. Współczesny teatr to dla aktora kompletnie inne doświadczenie emocjonalne. Podobnie jest zresztą z malarstwem, kinem czy z muzyką. Zmiana pokolenia była czymś nieuchronnym. Dlatego zamiast wchodzić z tym zjawiskiem w permanentną polemikę, warto próbować wyciągnąć z tej przygody pozytywne i wzbogacające wnioski. Przecież i tak za chwilę przyjdą następni.


Nie ma innej drogi. Kiedy byłem młody, ojciec był na mnie zły, że noszę długie włosy i namiętnie słucham Stonesów i Beatlesów. Tego nie da się słuchać mawiał. W tym nie ma żadnej melodii itd. Dzisiaj evergreeny Beatlesów uchodzą za kwintesencję finezyjnej melodyki w muzyce popularnej. Oczywiście nie każdego twórcę los obdarzy podobnym talentem. Nie mamy pojęcia, który z dzisiejszych idoli przetrwa próbę czasu, jestem jednak przekonany, że młody twórca, który ma wyrazisty pomysł na siebie, powinien taki pomysł zrealizować. Jeżeli będzie w tym wszystkim szczery i utalentowany, ma szansę na wygraną, jeżeli tylko pozuje na nonkonformistę przegra z kretesem.


Swinarski zobaczył mnie w Słowaku i powiedział podobno, że się tam marnuję i natychmiast obsadził mnie w Hamlecie. Zaczęliśmy próby, kilka miesięcy później Swinarski zginął w katastrofie samolotowej.


Niewiele było wtedy innych pokus, dlatego od rana do wieczora wszyscy siedzieliśmy w teatrze. Nawet kiedy nie występowaliśmy w danym przedstawieniu, chcieliśmy oglądać kolegów, dyskutować, spierać się o wartości. Dziwny, twórczy czas. Ze spektaklami Wajdy czy Jarockiego jeździliśmy po całym świecie, ciągle słyszeliśmy te same komplementy że tworzymy niezwykle zgrany zespół, prawdziwy tandem, gramy na konto kolegów nie tylko dla siebie. Bezcenne wspomnienia.


Być może pojawianie się nazwisk takich jak Klata oznacza nową jakość. On jest błyskotliwy: przygląda się, natychmiast wyciąga wnioski, przy tym doskonale widać, że praca w teatrze sprawia mu przyjemność. Jest pasją.


To moje życie. Wystarczy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj