Jerzy Bińczycki zapisał się w pamięci widzów jako Bogumił w "Nocach i dniach" Jerzego Antczaka oraz Antoni Kosiba/Rafał Wilczur w "Znachorze" Jerzego Hoffmana. Sławę i rozgłos przyniosła mu głównie rola w tej pierwszej kultowej produkcji czasów PRL.
Ta rola była dla niego darem losu
Gdy adaptacja prozy Marii Dąbrowskiej z 1975 roku została nominowana do Oscara z dnia na dzień Jerzy Bińczycki z dnia na dzień stał się gwiazdą. Aktor nie krył, że ta rola była dla niego prawdziwym darem od losu. W wielu wypadkach to właśnie szczęście decyduje o tym, jak się kariera ułoży i jak się potoczą losy aktora, jakie będzie miał szanse i możliwości zademonstrowania tego wszystkiego, co potrafi. I mnie szczęście dopisało – mówił w rozmowie z Polskim Radiem.
W czym debiutował Jerzy Bińczycki?
Jerzy Bińczycki pochodził z podkrakowskich Witkowic, które dziś są częścią dzielnicy Prądnik Biały w Krakowie. Aktorstwo studiował w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie. Gdy otrzymał dyplom w 1961 roku trafił do Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach. Na tej scenie debiutował rolą Starka w inscenizacji "Ludzi królestwa" Roberta Penna Warrena. Drugim teatrem, z którym się związał i pracował w nim aż do śmierci był kierowany przez Zygmunta Hübnera Stary Teatr.
Gdzie grał Jerzy Bińczycki?
Jerzy Bińczycki na szklanym ekranie zadebiutował w 1962 roku epizodyczną rolą policjanta w "Drugim brzegu". Przez kolejne lata grywał małe role, głównie czarnych charakterów. Przełomem była rola Bogumiła w filmie "Noce i dnie" Jerzego Antczaka. Aktor grał również m.in. w takich filmach jak:
- "Znachor"
- "Zaklęty dwór"
- "Szpital Przemienienia"
- "Z biegiem lat, z biegiem dni..."
- "Lato leśnych ludzi"
- "Superwizja"
Tuż przed śmiercią Jerzy Bińczycki zagrał jeszcze drugoplanową postać Macieja Dobrzyńskiego w "Panu Tadeuszu" Andrzeja Wajdy.
Cytat dnia Jerzego Bińczyckiego
W wywiadach, których udzielał m.in. Polskiemu Radiu aktor często mówił o swojej olbrzymiej popularności. Przyznawał, że lubi, gdy ktoś wypowiada się o nim dobrze w kontekście jego zawodu. Właśnie te słowa Jerzego Bińczyckiego wybraliśmy na dzisiejszy cytat dnia. W 1986 roku mówił tak: "Owszem, lubię, jeżeli jestem chwalony. To mi dodaje pewności i wiary w siebie, że to, co robię, może być interesujące. Po prostu unika się pewnego stresu i obciążenia, że poprzednie dokonanie zostało odrzucone".
Dodawał, że: "To jest główny element dopingujący w naszej pracy, w związku z tym większe zmartwienie miałbym, gdyby po paru serialach na ulicy nikt mnie nie rozpoznawał".
W ostatnich miesiącach swojego życia Jerzy Bińczycki był dyrektorem Teatru Starego w Krakowie. Odszedł nagle 2 października 1998 roku. Przyczyną jego śmierci był zawał serca. Aktor został pochowany w alei zasłużonych cmentarza Rakowickiego w Krakowie.