Dziennik Gazeta Prawana logo

Artyści a polityka

10 stycznia 2010, 11:08
Ten tekst przeczytasz w 10 minut
O sensie angażowania się artystów w politykę po premierze "Paranoików i pszczelarzy" Teatru Ósmego Dnia rozmawiamy z aktorką Ewą Wójciak.


Robimy teatr ciągle z tego samego powodu. Odzywamy się wtedy, kiedy emocje związane z naszą egzystencją osiągają odpowiednią temperaturę. Kiedy wspólnie uznajemy, że bardzo chcemy coś o tym powiedzieć, rodzi się myśl o zrobieniu nowego spektaklu. To potrzeba zabrania głosu na temat kształtu rzeczywistości.


Nie mam złudzeń, że samo zabranie głosu zmieni świat, otworzy ludziom oczy. Od trzydziestu kilku lat działamy jednak w teatrze i poza nim z wiarą, że na jakimś poziomie zmiana jest możliwa, nawet jeśli nie dokona się ona natychmiast. W końcu każdy głos jest ważny. To my (a nie ktoś za nas) współtworzymy rzeczywistość. W naszym przypadku pasja społeczna, polityczna samorzutnie przekształca się w wizję sceniczną. Gdy zbierałam teksty do scenariusza „Paranoików i pszczelarzy” nie towarzyszyła mi żadna naczelna myśl edukacyjno-moralna. Widziałam w tym materiale – zestawieniu wypowiedzi publicznych, faktów i biografii – duży potencjał dramatyczny.


Złościmy się na politykę, ale nie kłócimy o nią. Bo mamy z kolegami zbliżone widzenie spraw politycznych. Na szczęście. Jesteśmy ewenementem bo niestety nie jest już tak, że z każdą osobą z mojej generacji mogę tak otwarcie rozmawiać, jak zwykłam rozmawiać. Nasze środkowisko uległo rozbiciu. Wielu ludzi, z którymi byliśmy blisko, działaliśmy w opozycji i robiliśmy teatr zmieniło jakiś czas temu swoje poglądy. Przeszli na niezrozumiałe dla mnie pozycje konserwatywne.


Może poczuli, że są w taki okresie życia, kiedy „już nic nie mogą”. Wchodzą w „smugę cienia” i wydaje im się, że za sprawą swojej działalności zbyt wiele życiowych szans stracili, że nie spełnili się, ich kariery nie są tak świetne, jak powinny być. Ten zapewne genetycznie uwarunkowany moment rozgoryczenia sprawia, że odwracają się od ideałów młodości, mają żal, że nowa Polska nie wynagorodziła ich wystarczająco. Zostają konserwatystami na złość, z przekory, z potrzebny odwrócenia się tyłem do tego, co ich zawiodło.


Pokornie obserwuję rzeczywistość i próbuję ją zrozumieć. Służy mi to, że mam dzieci i bardzo wsłuchuję się w głos ich rówieśników. Staram się rozumieć, czym żyją, co ich fascynuje. Nigdy nie narzucałam swoim dzieciom gustów literackich czy muzycznych, nie kazałam im słuchać ani Stonesów ani Pink Floyd z poczuciem, że to był szczyt, lepiej już nie będzie. Byłam raczej ciekawa, czego oni słuchaja. To jest recepta na pozostanie wolnym od zgorzknienia – obserwować młodych i cieszyć się wtedy, kiedy oni czasem chcą zapytać ciebie o teatr, życie lub politykę.


Szanuję takie decyzje artystów i nie odrzucam tej drogi. By zostać politykiem, niekoniecznie trzeba zawiesić swoją aktywność artystyczną. Wielu twórców, jak choćby Joseph Beyuss próbowało to łączyć. Nie wyobrażam sobie jednak siebie w codziennej działalności politycznej. I nie uważam, żeby można w nią było wejść jako artysta bezkarnie. Nasze życie samorządowe i polityczne nie jest na tyle zdrowe, żeby wziąć w nim udział wyłącznie z prostolinijnym przesłaniem spolecznym. Nie da ocaleć w polityce nie idąc na kompromisy, nie uprawiając salonowych gier.


Polityka zmieni się wtedy, kiedy zaczną ją uprawiać mlodzi, ideowi ludzi. Większe nadzieje pokładam w służbie cywilnej, w koncepcji uzawodowienia polityki, niż w mirażu, że o moralność polityki będą dbać wchodzący w nią ludzie z kręgu sztuki.


Widzę sprzeczność między osobowością artysty a osobowością polityka. Artysta powinien być raczej nieokiełznany, autentyczny i nieparlamentarny w swoich reakcjach. To fundemantalne właściwości kogoś, kto pracuje w materii wyobraźni. Politykiem powinien być jednak ktoś, kto umie panować nad swoimi emocjami.


Był taki pomysł. Ale w końcu usłyszeliśmy, że Senat jest na to za biedny. Akurat w przypadku tego przedstawienia wiem, że wielu polityków je obejrzało. I wierzę, że nas wysłuchali. Senator Romaszewski był na spektaklu, czułam, że czyta go tak, jak chcieliśmy, by był czytany. Ale nie wiem, czy to doświadczenie wpłynęło na jego refleksje na temat lustracji, wiarygodności archiwów IPN, rozliczeń z przeszłością.


Rzeczywiście już tak nie pracujemy. Są metody pracy, które w pewnym momencie się wypalają. Kiedy próbuję opowiedzić na warsztatach dla młodych aktorów ewolucję naszej metody, jaka dokonała się przez ostatnie 30 lat, to stawiam akcent właśnie na hasło ewolucja. Nie chciałabym nikogo z nich zostawić po dwóch tygodniach zajęć na etapie improwizacji grupowych, bez podpowiedzi jak zamienić to doświadczenie na coś bardziej pragmatycznego. W Teatrze Ósmego Dnia korzystamy dziś tylko z promieniowania tej metody, duch improwizacji pozwala nam rozwinąć temat w zaskakujący sposób. Spektakle wyłaniają się z naszych rozmów. Scenariusz, który piszę, musi zostać zaakceptowany przez zespół, ważne dla nas nadal jest odczucie, że to o czym chcemy powiedzieć jest wspólne. Na drugim etapie pracy ważną postacią staje się Jacek Chmaj. Jego zadaniem jest, by w spektaklach o reportażowym backgroundzie pojawiła się metaforyka. Przekładamy wymiar dokumentalny na znaczenia uniwersalne, szukamy obrazów i działań, które nie burzą konkretu, faktury dokumentu. Najbardziej zapalnym punktem pracy nad „Paranoikami” było przenikanie planu realnego z wizją wideo.


Skoro naszym teatrem reagujemy na świat, który się zmienia wraz z nami, to dość naturalne że nie mamy potrzeby wracania do starych tropów. Przeżyliśmy kontakt z wielką literaturą bardzo intensywnie, a teraz mam poczucie, że ona przegrywa z dokumentem. Film dokumentalny ma większą siłę oddziaływania niż film fabularny. Tak samo fotografia. Oczywiście to nie jest diagnoza na temat stanu literatury. Dokument to fascynacja czasu mojej dojrzałości. Autentyczne wydarzenia poruszają mnie silniej nż czyjeś osobiste interpretacje świata. Z jednej strony fundamentem jest kategoria prawda a z drugiej kategoria czystości - formy, emocji. Często mam odczucie, że ego artytsy wznosi się wyżej niż historia, którą ma zamiar opowiedzieć. Moja metoda poznawcza jest inna: pokora i słuchanie. Wzrusza mnie właściwie każda z opowieści o losach ludzi, jakie czytamy w „Paranoikach i pszczelarzach”. Kiedy bohaterka jednej z nich, osoba społecznie zmarginalizowane, rencistka, chora na depresję, mimo swoich 40 lat wciąż mieszkająca z mamą, mówi o swoich potrzebach, że marzy o podróży do Szwajcarii, że fascynuje się kulturą jidisz to jest to zapis wyzwań, jakie człowiek wbrew wszystkiemu sobie stwarza. Staje się to opowieścią o drodze, jaką człowiek może sobie otworzyć.


Chyba zawsze miałam dystans do tego, co robię w teatrze, większy niż moi koledzy. Tu w nowym spektaklu jestem dodatkowo obsadzona w roli osoby, która patrzy na to wszystko, co dzieje się na scenie. Miałam zamiar, żeby do mninium ograniczyć swój udział. Ale w pewnym momencie wycofała się jedna z aktorek i przejęłam część jej zadań. Myślę, że to dla mnie dobrze.


To dla nas nowe zadanie aktorskie. Gramy ze sobą tyle lat, robimy teatr dosyć podobną metoda więc siłą rzeczy jesteśmy skazani na klisze. Sytuacja czytania jest otwarciem jakiejś nowej drogi, to na pewno odświeżające doświadczenie dla naszej aktorskiej pracy. Czytanie pozwala zachować narratora tekstu. Aktor musi mu zaufać. Być blisko, ale nie uciec w niego. Wykorzystując jego słowa, nie wolno nam w tym spektaklu stworzyć z niego kogoś innego, postać teatyralną. Trzeba się w porę zatrzymać.


Polityka PIS-u i idea towarzysząca na przykład stworzeniu Muzeum Powstania Warszawskiego, które samo w sobie jest nowoczesne, ale nowoczesnymi srodkami przekazuje starą treść, doprowadziły do stworzanie sztucznej koniunktury na historię w sztuce. Powstają oto instytucje, które dysponując wielkimi środkami budżetowumi nadają historycznym tematom drugie życie. Ogłaszane są konkursy na spektakle, filmy, scenariusze i zdarzenia parateatralne o rocznicach narodowych. Artyści zgadzają się wziąć w tym udział, bo działają zadaniowo, bo są pieniądze na sztukę.


Tak, denerwuje mnie śpiewanie Gajcego w rockowym stylu. Śmieszne i nieautentyczne.


To powinno być zadaniem sensownej edukacji szkolnej. Trzeba w sposób nowoczesny i mądry uczyć historii, tak żeby jej nie zobrzydzic, a uczynić ją przedmiotem pamieci i refleksji. A u nas edukacja jest fatalna i wobec tego całą rolę edukacyjną próbuje przejąć sfera publiczna i co gorsza kulturalna. To zamiana ról jest chora. Sztuka nie powinna brać udziału w takiej edukacji.


W tym ujawnia się polska mania prześladowcza. Od wieków zaspokajamy się w zbiorowym szarpaniu całunów, którymi przykryte są zwłoki wielkich Polaków, każda grupa interesów szarpie w swoją stronę. To przez to wypadamy na jakiś boczny tor, w tym czasie coś się dzieje w świecie, inne społeczeństwa dyskutują o naprawdę istotnych sparawach. Przypadek kliniczny to oczywiście makabryczna ekshumacja generała Sikorskiego.


Nie można uciekać od świata, tylko w nim uczestniczyć.


To nie jest ucieczka. Zdolność tworzenia własnego świata to sposób na uczenie społeczeństwa obywatelskiego, jak ma żyć. Mylimy pojęcia i proporcje, sądząc, że trzeba być w strukturach politycznych, żeby mieć jakiś wpływ na politykę. Bykowski pokazuje, jak można żyć z innymi ludźmi. Pokazuje, że trzeba żyć życiem własnym. Wierzyć w sens pozytywistycznej roboty. Romatyzm w sztuce, życiu i polityce jest dobry o tyle, o ile jeśli podlega jakiejś kontroli i dystansowi. Wtedy daje efekty intelektualnie. Wszystko co da się obejrzeć z zewnątrz uzyskuje zawsze ciekawszą formę.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj