Dziennik Gazeta Prawana logo

Mrożek wpuszczony w kanał

26 września 2008, 19:06
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
„Emigranci” - sceniczny debiut reżyserski Artura Żmijewskiego - dowodzi, że wytrawni aktorzy zanim zdecydują się stanąć po drugiej stronie rampy, powinni się zastanowić. Najlepiej trzy razy.

Aktor, kojarzony dziś raczej z roli doktora Burskiego w bijącym rekordy popularności serialu niż z ról w Teatrze Narodowym, jako motto powziął sobie najwidoczniej niedawną nazwę praskiego teatru (Nowy) i pokazał w nim zupełnie nowe oblicze dramatu Sławomira Mrożka. Bo chociaż w tekście dokonano jedynie nieznacznych cięć, a scenografia i ruch aktorów świadczą o uważnym czytaniu przez reżysera didaskaliów, cało nie uszła w tym przedsięwzięciu ani logika postaci, ani odrobina subtelności w ironii i absurdzie, których oczekuje się od inscenizacji „Emigrantów”.

Scena jest zbudowanym z rur i pleksi wnętrzem obskurnej sutereny. Zlew, dwa łóżka, stół i mnóstwo kolorowych drobiazgów. Pan AA – u Mrożka cierpiący na chroniczną niemożność błyskotliwy intelektualista – to w wykonaniu Tomasza Kota chory na własną dumę, momentami nieznośnie zniewieściały gaduła. Pan XX grany przez Wojciecha Mecwaldowskiego to jeszcze bardziej nieznośny typ, bo tak jak literacki pierwowzór pozostawia go chamskim robolem (bystrym i myślącym więcej niż umie powiedzieć, ale jednak chamskim robolem), tak o tym ze sceny trudno cokolwiek powiedzieć. Może poza tym, że niełatwo go zrozumieć i to wcale nie przez pokrętność wywodu, ale z powodu dykcji, która rozpływa się w niepotrzebnym krzyku. Na dodatek obaj aktorzy próbują z każdej wymiany zdań zrobić gag. Zupełnie jakby ktoś co jakiś czas zmieniał pilotem kanał i trafiał na inny odcinek komediowego serialu. Nawet fragmenty kolęd i huki fajerwerków rwą się podejrzanie gwałtownie. Ciągłość i spójność popłynęły wraz z głośno spuszczaną starymi rurami wodą. Może to i nie powinno dziwić, bo przecież trzej twórcy przyzwyczajeni są do efektów pracy liczonych w odcinkach, a to mogło wyrobić w nich już nawyki. A jednak trudno uwierzyć, że aktor, który pracował z Jerzym Grzegorzewskim i Tadeuszem Konwickim, nie zauważył, że wpuścił Mrożka w telewizyjny kanał.

Wygląda na to, że z niektórymi zdolnymi aktorami, którzy biorą się za reżyserowanie, jest jak z najlepszymi sprzedawcami pączków w cukierni. Pracują w niej 20 lat, wszyscy ich znają i chwalą, ale to jeszcze nie znaczy, że będą potrafili robić pączki. Nawet znając przepis i mając pod ręką wszystkie składniki, trzeba jeszcze umieć je mieszać z wyczuciem i doprawiać do smaku.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj