Po premierze "The Room" (2003) Tommy'ego Wiseau stał się totalną klapą. Szybko stał się jednak dla widzów "guilty pleasure". Teraz ma na świecie rzesze fanów, którzy znają ten film na pamięć i uwielbiają oglądać go na pokazach kinowych. O "The Room" opowiada dziennik.pl odtwórca roli Marka - Greg Sestero.
Wcześnie zaczęło Cię ciągnąć do świata filmu. Zacząłeś jednak od pisania. Swój pierwszy scenariusz, sequel „Kevin sam w domu”, napisałeś, jak miałeś 12 lat? Opowiedz o tym, proszę.
To ciekawe, że o tym właśnie teraz wspominasz. Ten scenariusz został właśnie opublikowany. Mam ogromną satysfakcję. Tak miałem 12 lat, obejrzałem film „Kevin sam w domu” i bardzo mi się spodobał. Pomyślałem, ok, chcę opowiadać takie historie. Napisałem więc scenariusz o przygodach Kevina w Disneylandzie. Udało mi się namierzyć producenta i scenarzystę „Kevina samego w domu, Johna Hughesa i wysłałem mu mój scenariusz. Odpowiedział! I pomyślałem: „O mój Boże, to niesamowite, to się dzieje naprawdę”. John Huges napisał mi, że był pod wielkim wrażeniem mojego scenariusza. Od tamtej pory wiedziałem, że chcę pracować w przemyśle filmowym. I popatrz, czekałem ponad 30 lat i ten scenariusz ukazał się drukiem.
Gratulacje, to naprawdę niesamowite. Będzie z tego film?
Może, zobaczymy, co się wydarzy dalej.
Zacząłeś od scenariuszy, ale potem zostałeś aktorem. I poznałeś Tommy’ego Wiseau, z którym nakręciliście „The Room”. Atmosfera po premierze tego filmu była, delikatnie mówiąc, niezbyt przyjemna. Przestaliście się przyjaźnić?
Byliśmy wtedy przyjaciółmi i nadal się przyjaźnimy. Tommy napisał dla mnie rolę Marka. Nie od razu chciałem w „The Room” zagrać. Pomyślałem jednak, że to tak wyjątkowa historia, że wezmę w tym udział. Teraz wiem, że gdybym nie wystąpił w „The Room”, popełniłbym błąd. Co ciekawe, tak długo się wahałem, że Tommy był bliski obsadzenia kogoś innego.
Co pomyślałeś, gdy przeczytałeś pierwsze recenzje „The Room”?
Nigdy nie myślałam: „O nie, wstydzę się; o nie, boję się”. Zawsze byłem bardziej zaintrygowany niż zawstydzony. Żadnego wstydu. Ciekawiły mnie opinie innych. Myślę, że nie wszyscy zrozumieli ten film. Tommy świetnie widział, co robi. Fani sprawili, że film, który zarobił po premierze niecałe 2 tys. dolarów, teraz stał się fenomenem. „The Room” to jedyne w swoim rodzaju doświadczenie.
„The Room” odsądzony od czci i wiary, a teraz to film kultowy. Niezły paradoks. Nie wydaje Ci się to dziwne?
To bardzo interesująca, wspaniała lekcja życia. Nigdy tak naprawdę nie wiemy, co się wydarzy. Trzeba być spontanicznym i iść po swoje. Ważne jest twórcze podejście. Zawsze bardzo kibicowałem Tommy’emu Wiseau.
Drugie życie antyarcydzieła "The Room"
Zrobiliście jeszcze razem film?
Tak, thrillery pt. „Najlepsi przyjaciele vol. 1” (Best F(r)iends: Volume 1) oraz „Najlepsi przyjaciele vol. 2”), do których napisałem scenariusze. Obaj w nich wystąpiliśmy. To historia ekscentrycznego przedsiębiorcy pogrzebowego – zagrał go Tommy - i tajemniczego włóczęgi, którego zagrałem ja. Znowu historia na przekroczeniu, świetnie nam się pracowało. Napisałem też scenariusz do jego filmu „Big Shark” (2023) i w nim zagrałem.
Jesteś ambasadorem „The Room”. Dałeś temu filmowi drugie życie. Napisałeś książkę pt. „The Disaster Artist. Moje życie na planie «The Room«, najlepszego złego filmu na świecie”. Co powiedział Tommy, gdy się dowiedział o tym, że piszesz o nim i co Cię skłoniło do opowiedzenia tej historii?
Z biegiem czasu zacząłem coraz bardziej doceniać pracę nad „The Room” i to, jakiem była przeżyciem. Przyjrzałem mu się na nowo. Jest przecież ogromna grupa ludzi na całym świecie, która ogląda „The Room” wiele razy, znają na pamięć dialogi. Niedawno byłem na spotkaniach z fanami w Hongkongu, teraz jestem w Polsce. Pomyślałem, że warto im opowiedzieć coś więcej. Książka była dla mnie szansą na to, że ludzie dowiedzą się prawdy o „The Room”, o tym, jak powstawał. To historia typowo hollywoodzka, jak „Boogie Nights” czy „Bulwar Zachodzącego Słońca”. Jest opowieścią o pasji, przyjaźni, podążaniu za marzeniami, kręceniu filmów. Tommy Wiseau bardzo mi pomógł, przeprowadziłem z nim wiele rozmów na temat „The Room”. Opowiedział mi wiele ciekawych historii.
I tak najgorszy film świata, „The Room”, stał się filmem bardzo popularnym. Mało tego, powstała książka, która została bestsellerem, a James Franco nakręcił na jej podstawie film „The Disaster Artist”, który został obsypany nagrodami – w tym nominacje do Złotych Globów – jedna statuetka wygrana dla Jamesa Franco za rolę i do Oscarów. Niezłe zamieszanie.
Prawda, że to ciekawe? Ci, którzy tak krytykowali „The Room”, na pewno są zaskoczeni. Ponad 20 lat od premiery i nadal rośnie grupa fanów, film budzi wiele emocji. Są oscarowe filmy, o których nikt nie pamięta.
Antyarcydzieło "The Room" - "Obywatel Kane" klasy B
Co sądzisz o porównaniu „The Room” do „Obywatela Kane”? Mówi się, że „The Room” to „«Obywatel Kane kina klasy B». Film w reżyserii Tommy'ego Wiseau zyskał więc miano kultowego antyarcydzieła.
Na pewno łączy je pasja, emocje i nowatorstwo. „The Room” został nakręcony dwiema kamerami, a wiele scen graliśmy na green screenie. Tommy wykorzystał green screen, zanim zaczął to robić Marvel. Tak kręciliśmy np. sceny na parkingu. Tommy eksperymentował i nie bał się tego. Zasada jest taka, nie próbuj celowo robić czegoś śmiesznego, ale jeśli masz wizję, wcielaj ją w życie. Tak więc za „The Room” stoi dużo pasji, dużo pracy i dużo miłości do filmu. To publiczność decyduje jednak ostatecznie, czy coś jest dobre, czy nie. Ludzie pokochali „The Room” i ja za tym idę. Z robieniem filmów jest trochę jak z wychowywaniem dziecka. Masz nadzieje, że dziecko będzie miało wspaniałe życie, tymczasem jest klapa. „The Room” pięknie się odbił.
„The Room” przetrwał próbę czasu tak samo, jak Twoja przyjaźń z Tommym. To chyba wyjątek w świecie artystów, zwłaszcza że wasza pierwsza współpraca zakończyła się porażką. „The Room” stał się kultowy dopiero jakiś czas po premierze.
To prawda, niewiele osób trzyma się razem tak jak my. I nadal mamy ochotę pracować razem, spotykać się, rozmawiać. Wspieramy się.
„The Room” nie złamał Ci kariery?
Jak widzisz, nie. Pracuję, piszę, reżyseruję, gram, jeżdżę po świecie. Czego chcieć więcej? Ostatnio zrobiłem film „Forbidden Sky”.
Greg Sestero po raz kolejny odwiedził Polskę w ramach pokazów „Najlepsze z najgorszych”. Jego wizycie towarzyszyły specjalne pokazy dwóch filmów Tommy’ego Wiseau: kultowego „The Room” oraz „Big Shark”, który został zaprezentowany polskiej publiczności premierowo.
Beata Zatońska, dziennikarka, autorka książek, miłośniczka i znawczyni Włoch oraz filmoznawczyni. Współautorka bloga italianki.pl oraz m.in. książki "Zmontowani". W Dziennik.pl zajmuje się tematyką show-biznesową oraz lifestylową.
