W styczniu, podsumowując na gorąco miniony rok 2018 na rynku sztuki, powiedział pan: „Mamy hossę!”. Czy pan to podtrzymuje, teraz, kiedy prowadzony przez pana portal Artinfo.pl opublikował Raport przedstawiający konkretne dane o rynku dzieł sztuki w Polsce?

Rafał Kamecki: W pełni podtrzymuję; można śmiało powiedzieć, że rynek dzieł sztuki w naszym kraju ma się bardzo dobrze, jest dynamiczny i wyraźnie widoczna jest tendencja wzrostowa.

Na podstawie jakich danych został sporządzony Raport?

Artinfo, założone w 2000 r. ma na celu gromadzenie informacji o rynku sztuki. Od tego czasu do dziś monitorujemy wszystkie aukcje, jakie odbywają się w Polsce. W przedstawionych w naszym Raporcie zestawieniach, analizach, rankingach opieraliśmy się na oficjalnych protokołach domów aukcyjnych, przesyłanych nam zaraz po zakończeniu aukcji. A jeszcze przed rozpoczęciem aukcji każdy dom aukcyjny przekazuje nam katalog aukcyjny z prośbą o wprowadzenie do bazy. Tak więc Raport 2019 zawiera analizę minionego roku i jest pewną podstawą do prognozy na przyszłość. Ponadto, jesteśmy na tych aukcjach obecni, prowadzimy transmisje na żywo na naszym portalu.

Proszę zatem przedstawić kilka tych konkretnych, „twardych” danych charakteryzujących rynek sztuki.

Dokładnie 252 mln zł, wraz z opłatą aukcyjną, tyle wyniosły obroty na polskim rynku aukcyjnym. Jest to wynik imponujący, potwierdzający tendencję wzrostową. Ćwierć miliarda złotych świadczy o wzroście obrotów o 17,6 proc. względem równie udanego roku 2017. To bardzo dobry wynik i pomyślny znak na przyszłość. Na 302 przeprowadzonych aukcjach zostało wylicytowanych 14 911 obiektów, co jest też znaczącą liczbą.

A jaki artysta był najdroższy w 2018?

Rekordem najbardziej nośnym jest zawsze rekord sprzedaży pracy najdroższego artysty. Ten należy do Wojciecha Fangora. Najwyższą cenę za pojedynczą pracę Fangora, jaką zapłacono na świecie i w Polsce, uzyskał obraz +M 39+ z Domu Aukcyjnego DESA Unicum, który wraz z opłatą aukcyjną, lub inaczej zwaną organizacyjną, osiągnął 4 mln 72O tys. zł.

A inne rekordy? Czy dotyczą sztuki dawnej, czy współczesnej?

W ostatnich kilku latach sztuka dawna i współczesna zajmuje mniej więcej podobny obszar; rynek dzieli się po połowie. Zazwyczaj rekordowe sprzedaże dotyczyły sztuki dawnej. Można przywołać słynną rekordową cenę uzyskaną w 2000 roku. Zapłacono wtedy 2 mln 130 tys. za płótno „Rozbitek” Henryka Siemiradzkiego. Rekord ten królował aż trzynaście lat na rynku. Dwa lata temu za bardzo wysoką cenę 4 mln 366 tys. sprzedano „Macierzyństwo” Stanisława Wyspiańskiego, a za obraz Jana Matejki „Zabicie Wapowskiego” zapłacono 3 mln 683 tys. zł

Ale, jak wynika z Raportu, to ostatnio ton nadaje rynkowi właśnie sztuka współczesna?

W dużej mierze to dzięki sztuce współczesnej mamy tak dobre wyniki na krajowym rynku sztuki. W 2018 r. po raz pierwszy odbyły się aukcje, których obroty przekroczyły 20 mln zł. I właśnie barierę tę po raz pierwszy przekroczono na listopadowej aukcji sztuki współczesnej - „Sztuka współczesna: op-art i abstrakcja geometryczna” DESA Unicum. Po raz pierwszy w historii rynku, jeden z domów aukcyjnych przekroczył roczny wynik obrotów 100 mln zł. Osiągnięcie to udało się Desie Unicum, która poprawiła zeszłoroczny wynik i objęła ponad 45 proc. wartości krajowego rynku.

Czyli można powiedzieć, że w 2018 r. większość rekordowych transakcji dotyczyła sztuki współczesnej?

To prawda. Padały rekordy wszech czasów. Najdrożej sprzedano pracę współczesnego artysty Wojciecha Fangora – „M 39”, jak już mówiliśmy – osiągnął on cenę 4 mln 720 tys. Na drugim miejscu należy może uwzględnić grupę pięciu obrazów Fangora, za którą uzyskano kwotę 6 mln 962 tys. razem z opłatą organizacyjną. Ale, co ciekawe, trzecie miejsce zajmuje również Fangor z „Rozetą” – 2 mln 832 tys. zł z opłatą organizacyjną. Na czwartym miejscu sytuuje się Roman Opałka, którego obraz z cyklu Prac liczonych poszedł za 2 mln 596 tys. zł.Jest tak, że sztuka współczesna opanowała nasz ranking rekordów sprzedaży. Sztuka dawna zajmuje dalsze pozycje; w 2018 r. za „Latawce” Tadeusza Makowskiego zapłacono 2 mln 242 tys., a za muzealnej rangi pracę „Powrót z targu” Józefa Brandta uzyskano 1,5 mln zł.

Co spowodowało tę dominację sztuki współczesnej, czy były jakieś specjalne kampanie kierujące uwagę kolekcjonerów na ten obszar rynku, kreujące jego atmosferę?

Według mnie w 2018 r. działał samonakręcający się mechanizm, który dawał o sobie znać od kilku lat. Uczestnicy rynku sztuki, a więc sprzedający i kupujący, obserwując kolejne rekordy sprzedaży coraz bardziej byli zachęcani do samego aktu obrotu dziełami sztuki. Sądzę, że np. obraz Fangora „Rozeta”, który należał do Wojciecha Fibaka, został przezeń sprzedany, dlatego, że Wojciech Fibak, wytrawny kolekcjoner, obserwując rynek, dostrzegł możliwość potencjalnie dużego zysku ze sprzedaży tego dzieła. I na to się zdecydował. Zasada jest taka, że na rosnącym, rozwijającym się rynku pojawiają się coraz lepsze, ciekawsze prace.

Wspomniał pan Wojciecha Fibaka, a kim są inni szczęśliwi nabywcy dzieł sztuki?

Tu też nastąpiła zmiana. Kiedyś nabywcami dzieł sztuki byli koneserzy, esteci - kolekcjonerzy przeważnie sztuki dawnej; było to dość zamknięte grono. Obecnie klienci rynku sztuki łączą swoje zamiłowanie do piękna z biznesem i w dużej mierze traktują zakup dzieła sztuki jako lokatę kapitału. Są bardzo świadomymi uczestnikami rynku. Mamy coraz większą grupę nowych klientów: wytrawnych i odważnych. Nie boją się, nie wahają się, gotowi są płacić coraz wyższe kwoty. Widzą, że rynek się rozwija. Znają też niepisaną zasadę rynku, że dzieła przepłacone, najbardziej cieszą. Po czasie zresztą okazuje się, że one są najbardziej cenne kolekcjonersko.

A który Dom Aukcyjny jest leaderem na polskim rynku sztuki?

Największe obroty i wiele spektakularnych rekordów sprzedaży miał Dom Aukcyjny DESA Unicum. Na drugim miejscu znalazł się Polswiss Art, który osiągnął obrót 53 mln zł - najwyższy w historii działalności firmy. Tym samym Polswiss Art zdobył 21 proc. udziału w rynku.

A jak wyglądała sytuacja w innych domach aukcyjnych, nie tylko warszawskich?

Do grona najbardziej liczących się domów aukcyjnych dołączył w tym roku Sopocki Dom Aukcyjny. Osiągnął on imponujący wzrost, ponad 50-procentowy przyrost obrotów: z 15 na 22,5 mln zł. Sopocki Dom Aukcyjny zawdzięcza to intensywnej pracy licznych oddziałów w Polsce, organizujących rocznie ponad 30 aukcji.

Kolejne miejsce zajmuje Agra-Art z rocznym obrotem 20 mln, która pozostaje wysoko cenionym domem aukcyjnym, o niezmiennym wizerunku silnej i stabilnej firmy aukcyjnej. Domy Libra i Rempex utrzymały swoje ważne pozycje na rynku. Libra koncentrowała się na aukcjach sztuki współczesnej, a Rempex tradycyjnie wyróżniał się bardzo szeroką gamą proponowanych obiektów, oferowanych na 21 aukcjach w skali roku.

Ciekawym zjawiskiem jest to, że obroty rosną, a ceny wywoławcze na aukcjach maleją, o co tu chodzi?

Nasz rynek stale się rozwija, domy aukcyjne poszukują optymalnej formuły sprzedaży, która dałaby im zwiększenie obrotów. Jednym z takich sposobów jest ustalenie niskiej ceny wywoławczej, która jest na tyle atrakcyjna, że może zachęcić szerszą grupę klientów do włączenia się do licytacji. Jest to wyraźny trend; z roku na rok, ceny wywoławcze są ustalane na coraz bardziej atrakcyjnym poziomie – domy aukcyjne skutecznie negocjują i przekonują właścicieli wystawianych obiektów do słuszności tej strategii. Oddzielną kwestią jest estymacja, a więc szacunkowa wartość danego dzieła sztuki. Tu obserwujemy rosnącą wartość estymacji, co zgodne jest z coraz wyższymi sprzedażami aukcyjnymi. Niejednokrotnie obserwujemy licytacje, które rozpoczynają się z niską ceną wywoławczą, osiągają estymację i kontynuują sprzedaż powyżej górnej estymacji, przebijając ją nawet kilkukrotnie. To świadczy o dużej determinacji kolekcjonerów.

Przypomnijmy słynną licytację obrazu Wyspiańskiego: cena wywoławcza – 800 tys., estymacja przyjęta przez Dom Aukcyjny wynosiła 1 mln 400 tys. – 2 mln złotych. Osoba licytująca uznała, że dzieło jest tak wybitne, że warto zapłacić więcej. Cena młotkowa wyniosła 3 mln 7oo tys. zł, a z opłatą aukcyjną klient zapłacił 4 mln 366 tys. złotych.

Dla kogo został sporządzony Raport Artinfo.pl na temat rynku sztuki?

To już druga edycja Raportu i mogę powiedzieć, że wyraźnie powiększa się krąg jego odbiorców. Uruchomienie w 2010 r. mody na aukcje młodej sztuki, czyli sprzedaż dzieł wywoławczo rozpoczynających się z ceną 500 zł, spowodowało większy ruch na rynku i napływ świeżych klientów. Wcześniej, np. w latach 2000 o sztuce współczesnej niewiele się mówiło. Ale ostatnia dekada to wystrzał i przyspieszenie. I myślę, że nasz raport odpowiada na oczekiwania tego dynamicznego rynku. Nowi uczestnicy rynku, którzy pojawili się wraz z rozwojem branży , potrzebują sprawdzonych źródeł informacji, potrzebują usystematyzowanej wiedzy, nawet w postaci tabel i wykresów. Takie konkretne dane staja się narzędziem do podejmowania decyzji, do potwierdzenia dokonanych wyborów, do zakupu prac konkretnych artystów. Siłą Raportu jest duża liczba przedstawionych nazwisk twórców, ranking nazwisk i dzieł; to są konkretne wskazówki kto się liczy na rynku polskiej sztuki.

Rozmawiała Anna Bernat/PAP